Reklama

Reklama

LM piłkarzy ręcznych - prezes Wisły: Wiemy jak wygrać z Duńczykami

W niedzielę (godz. 17) Orlen Wisła Płock spotka się na wyjeździe z KIF Kolding w meczu grupy B Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. - Jedziemy po zwycięstwo - zapewnił prezes klubu Robert Raczkowski.

Stawką meczu mistrza Danii z wicemistrzem Polski będzie trzecie miejsce w tabeli.

Reklama

W LM Wisła po wygranej z Dunkierką HB 28:25 i porażkach z THW Kiel 33:34 oraz Vive Targi Kielce 28:30, zajmuje czwarte miejsce w tabeli grupy B. Duńczycy ulegli THW 26:29, pokonali Dunkierkę 20:18 i FC Porto Vitalis 25:20 i są na trzeciej pozycji.

Prezes Raczkowski nie ma wątpliwości, że drużyna jedzie do Danii po zwycięstwo. - Gra się po to, by wygrać. To jest dokładnie taka sama sytuacja, jak w innych dziedzinach życia; dwa podmioty mają ten sam cel, my chcemy im uniemożliwić jego realizację i wiemy jak to zrobić. Duńczycy mają silną ekipę, zresztą w LM nie ma słabych zespołów, ale naszym atutem jest nasza drużyna. Jesteśmy całością - podkreślił.

Prezes niechętnie przyznaje, że największą bolączką są urazy zawodników. - To taka dyscyplina sportu, w której dolegliwości i urazy są na porządku dziennym. Mam jednak nadzieję, że już wkrótce wyjdziemy na prostą, zawodnicy się wyleczą i będziemy mieli jeszcze więcej atutów - zapewnił.

W ostatnich spotkaniach nie wystąpili Nikola Eklemovic i Ivan Milas, który był mocno potłuczony po upadku w meczu z Zagłębiem w Lubinie. Obaj prawdopodobnie pojadą na mecz i mogą być wsparciem dla drużyny. Na pewno nie zagra Paweł Paczkowski, którego czeka dłuższa przerwa.

Płocczanie po raz pierwszy spotkali się z KIF Kolding w LM w 2006 roku. W fazie grupowej przegrali obydwa spotkania, pierwsze na wyjeździe wysoko, 29:38, rewanż u siebie 19:25. - Do dziś pamiętam tamten wyjazd. Wylatywaliśmy z Okęcia. Pierwszy samolot nie wystartował, bo miał bodajże nieszczelne luki bagażowe. Drugi zawrócił i musieliśmy wysiąść. LOT zafundował nam nocleg w Hiltonie, wtedy doba kosztowała tysiąc złotych, i rano wylecieliśmy, już bez przeszkód, do Kopenhagi. Dolecieliśmy około godz. 10.00, a o 14.00 już graliśmy spotkanie, to była masakra - wspominał po latach masażysta drużyny Mariusz Jaroszewski.

Jeden z piłkarzy Wisły z 2006 roku panicznie bał się latać samolotami. - Był ogromny problem, bo po pierwszym podejściu nie chciał nawet myśleć, by wsiąść do samolotu. Po drugiej nieudanej próbie stwierdził, że może do Kopenhagi jechać tylko samochodem, ale drużyna by wtedy nie zdążyła na rozpoczęcie pojedynku. W rezultacie niemal siłą został zapakowany do samolotu, ale na miejscu nie było z niego większego pożytku - przypomniał ówczesny bramkarz drużyny Andrzej Marszałek.

Również Zbigniew Kwiatkowski nie chce wspominać meczu, który płocka ekipa rozegrała wtedy z Kolding. - Weszliśmy w ten mecz z marszu, niemal prosto z samolotu, który specjalnie dla nas podstawiono, bo wcześniej dwa nie wyleciały i jeśli dobrze pamiętam, to pierwszą połowę przegraliśmy 4:19. Pocieszam się tylko, że obie drużyny dziś są na zupełnie innym etapie. Nie damy się rywalowi - zapewnił obrotowy Wisły.

Trener Azotów Puławy Bogdan Kowalczyk w środę na konferencji po meczu obu drużyn ocenił: - Wisła ma znakomity zespół, złożony z graczy wybitnych, będący w stanie wygrywać na arenie międzynarodowej. Zespół, któremu już teraz musi się kłaniać wicemistrz Francji, a już wkrótce także Duńczycy. Uważam, że chłopaki z Wisły zjedzą mistrzów Danii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje