Reklama

Reklama

​LM piłkarzy ręcznych. PGE VIVE - PSG 34-24 w ćwierćfinale

De-kla-sa-cja! Najlepsza, najdroższa i najbogatsza drużyna świata, francuskie Paris Saint-Germain przegrała z mistrzami Polski w pierwszym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. I to przegrała różnicą aż 10 (!) goli. PGE Vive Kielce wygrało 34-24 i jest w doskonałej sytuacji przed rewanżem w Paryżu.


Spotkanie rewanżowe rozegrane zostanie w niedzielę 5 maja w Paryżu.

Wygrać z Paryżem raz - to sztuka. Wygrać z Paryżem różnicą 10 goli? Nikomu na świecie jeszcze się to nie udało. Wyeliminować Paryż w dwumeczu - to niemal niemożliwe. Każde zwycięstwo kielczan (czy każdej innej drużyny w Europie może poza Barceloną) byłoby niespodzianką. A pogrom zgotowany mistrzom Francji to sensacja.

To było najlepsze 60 minut mistrzów Polski w tym i poprzednim sezonie, a kto wie czy nie dużej. Zagrać niemal perfekcyjnie w meczu o taką stawkę, z takim przeciwnikiem - trzeba mieć wielką klasę.

Reklama

Po pierwszej połowie kielczanie prowadzili z Paryżem aż 16-11 i na te pięć goli przewagi sumiennie zapracowali wszyscy bez wyjątku.  W piłce ręcznej zaczyna się wszystko od obrony i ta kielecka była doskonała. Aktywna, ruchliwa i co najważniejsze - przemyślana i dokładnie zaplanowana. Wychodzący do indywidualnego krycia Mikkela Hansena (albo Sagosena) Blaż Janc, kierujący defensywą Mariusz Jurkiewicz, harujący w niej jak wół Marko Mamić, Władysław Kulesz i Julen Aginagalde, sprawiali, że rzuty Nedima Remilego i Sandera Sagosena były blokowane, Francuzi gubili płynność i rytm akcji, rzucali z trudnych pozycji i popełniali błędy kroków lub faule w ataku.

Do tego znakomity Władymir Cupara w bramce, który przed przerwą odbił aż pięć rzutów gości. Aż - bo bramkarz PSG Thierry Omeyer raptem trzy, z czego dwa razy bardziej został trafiony niż obronił. Bo w ataku kielczanie grali również niemal perfekcyjnie - akcje, jakich w Hali Legionów jeszcze nie widzieliśmy - wrzutka z dwumetrowym Kuleszem, potrójne zagrania na kole, od Kulesza do Karaleka, świetne asysty Alexa Dujszebajewa i Luki Cindrića. Oprócz trzech obronionych przez Omeyera, jeszcze tylko jeden rzut był "w kotary" i drugi w poprzeczkę, plus jeszcze raptem trzy straty własne. To się składało na kapitalną pierwszą polowe i znakomite 16-11. Ale tylko do przerwy.

Wiadomo było, że Paryż tak tego nie zostawi. Ale goście wierzyli w swoją wielkość. Zagrali to samo i tak samo, tak jak im się to zdarzało w tym Seine dziesiątki razy. W Kielcach wystarczyło to by dojść na trzy bramki już po pięciu minutach (17-14). Świetne rzuty z drugiej linii Remilego i świetny Uwe Gensheimer ze skrzydła. Kluczowa okazała się 40 minuta i dwa gole w kilkadziesiąt sekund Mariusza Jurkiewicza. Ale nie takie zwykłe, tylko loby przez całe boisko do pustej bramki! Pozwoliły odskoczyć ponownie na pięć goli i dały takiego kopa motywacyjnego i drużynie i kibicom, że do końca trwała już walka nie o zwycięstwo, ale o jak największą przewagę, albo wręcza - o awans do Final Four.

Jednak to, co się stało przeszło najśmielsze oczekiwania. Z pięciu goli w 49 minucie zrobiło się sześć, potem siedem, już w 52. - osiem bramek... Perfekcyjny atak i jeszcze lepsza obrona. Przygotowanie taktyczne na poziomie mistrzowskim i wykonanie tej taktyki - na jeszcze lepszym.  Luka Cindrić, którym interesują się i PSG i Barcelona, ale za którego muszą zapłacić, właśnie dzisiaj podbił stawkę o 100% - 5 goli, 7 asyst i po prostu genialna gra.

W bramce Władymir Cupara, który usilnie pracuje, by za nim w Kielcach płakali (odchodzi po sezonie do Veszprem) - 14 odbitych rzutów i 37% skuteczności. I tak w nieskończoność, bo świetna drużyna, świetnie przygotowana przez trenera, zagrała świetny mecz ze świetnym przeciwnikiem i osiągnęła świetny wynik. Wygrana 34:24 to nie jest gwarancja awansu do turnieju finałowego. To jest bilet i otwarte wejście na pokład, ale po drodze jest rewanż w Paryżu. I ewentualna - odpukać - wygrana PSG taką samą różnicą nie będzie żadną niespodzianką.

- Przed rokiem po pierwszej połowie PSG prowadziło w Kielcach 12 golami - przypomniał tuż po meczu Mateusz Jachlewski.

W 2016 roku kielczanie odrobili 9 goli w kwadrans i sięgnęli po tytuł najlepszej drużyny Europy. Dlatego nawet przy 10-bramkowej wygranej należy wykazać umiarkowany optymizm.

Rewanż w niedzielę 5 maja o 17 w Paryżu.

lech

Wyniki pierwszych meczów 1/4 finału LM:

sobota

PGE VIVE Kielce - Paris Saint-Germain 34-24 (16-11)

PGE VIVE Kielce: Filip Ivic, Vladimir Cupara 1 - Władysław Kulesz 6, Arciom Karalek 6, Luka Cindric 5, Julen Aguinagalde 4, Blaz Janc 4, Alex Dujshebaev 3, Mariusz Jurkiewicz 3, Mateusz Jachlewski 1, Arkadiusz Moryto 1, Bartłomiej Bis, Marko Mamic, Angel Fernandez Perez.

Paris Saint-Germain: Thierry Omeyer, Rodrigo Corrales - Uwe Gensheimer 11, Nedim Remili 6, Mikkel Hansen 5, Sander Sagosen 1, Luka Karabatic 1, Luka Stepancic, Adama Keita, Henrik Toft Hansen, Luc Abalo, Robin Dourte, Viran Morros, Nikola Karabatic, Kim Ekdalh du Ritz, Dylan Nahi.

Kary: VIVE - 8, PSG - 4 min.

Sędziowali: Jewgienij Zotin i Nikołaj Wołodkow (Rosja).

Widzów: 4 500.

czwartek, 25 kwietnia

Vardar Skopje - MOL-Pick Szeged           31-23 (14-12)

środa, 24 kwietnia

SG Flensburg-Handewitt - Telekom Veszprem 22-28 (15-15)

HBC Nantes - Barca Lassa  25-32 (12-16)

Rewanże 4 i 5 maja.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje