Reklama

Reklama

LM piłkarzy ręcznych: Orlen Wisła Płock - IFK Kristianstad 25-25

Piłkarze ręczni Orlen Wisły zremisowali w Płocku ze szwedzkim IFK Kristianstad 25-25 (13-13) w meczu 8. kolejki grupy A Ligi Mistrzów. Polski zespół pozostaje bez zwycięstwa i z dorobkiem dwóch punktów jest przedostatni w tabeli.

Trzy pierwsze piłki obronił bohater pierwszego meczu tych zespołów sprzed tygodnia - Richard Kappelin i jego zespół prowadził 2-0. Pierwszy pokonał bramkarza gości Jose de Toledo w 5. min, który jako jedyny z płocczan punktował przez pierwsze 10 minut.

Reklama

W 11. był pierwszy w tym spotkaniu remis 4-4. Po remisie 6-6 w 17. minucie, dwukrotnie Szwedzi wykorzystali błędy Orlen Wisły, po czym trener Piotr Przybecki poprosił o przerwę, po której szybko, już w 18. minucie, płocczanie doprowadzili do stanu 8-8, a w 21. min pierwszy raz wyszli na prowadzenie - 10-9. Do końca pierwszej połowy wynik był remisowy bądź wokół niego oscylował. Skończyło się 13-13.

Trzeci kwadrans spotkania miał podobny przebieg, z tym że teraz to gospodarze w 38. min powiększyli prowadzenie do dwóch goli (17-15). Trzy kolejne bramki uzyskali jednak mistrzowie Szwecji. Później goście odskoczyli na 21-18, a następnie 23-18 w 51. minucie i szansa zdobycia punktów zaczęła się gospodarzom wymykać.

Płocczanie jednak nie zrezygnowali i szybko zbliżyli się na dwa trafienia (21-23). Zmusiło to trenera Olę Lindgrena do poproszenia o przerwę, po której Tim Sorensen zdobył swoją siódmą, a 24. drużyny bramkę.

W 58. min Portugalczyk Gilberto Duarte uzyskał kontaktowego gola (23-24), ale goście szybko odpowiedzieli. Po chwili siódmy raz pokonał Kappelina Michał Daszek, a do remisu 25-25 doprowadził brazylijski rozgrywający wicemistrza Polski.

Do końca regulaminowego czasu gry wynik już się nie zmienił. Ostatni rzut, już po jego upływie, wykonywał de Toledo. Choć piłka wpadła do siatki, to sędziowie gola nie uznali, tłumacząc że Brazylijczyk przekroczył linię dziewiątego metra.

Płocczanie, którzy pozostają bez zwycięstwa, z dorobkiem dwóch punktów plasują się na siódmej pozycji w grupie.
Już po zakończeniu regulaminowego czasu gry Jose de Toledo rzucił gola z rzutu bezpośredniego, ale sędziowie go nie uznali z powodu przekroczenia linii dziewiątego metra przez rzucającego.

Orlen Wisła - IFK Kristianstad - 25-25 (13-13)

Orlen Wisła: Adam Borbely, Marcin Wichary - Michał Daszek 7, Jose de Toledo 5, Sime Ivić 2, Marko Tarabochia 2, Gilberto Duarte 2, Przemysław Krajewski 2, Dan Emil Racotea 2, Nemanja Obradović 1, Valentin Ghionea 1, Maciej Gębala 1, Tomasz Gębala, Igor Żabić, Lovro Mihić.

IFK Kristianstad: Richard Kappelin, Leo Larsson - Tim Sorensen 7, Albin Lagergren 6, Helge Freiman 3, Phipip Henningsson 3, Olaf Gudmundsson 2, Mario Lipovać 2, Victor Hallen 1, Arnar Freur Arnadsson 1, Johannes Larsson.

Kary: Orlen Wisła - 8, IF Kristianstad - 10 minut. Sędziowali: Bojan Lah i David Sok ze Słowenii. Widzów: ok. 3,5 tys.

Po meczu powiedzieli:

- Nie wiem, czy powinniśmy się dzisiaj cieszyć z jednego punktu. Nie wiem, co się stało w końcówce. Wygrywaliśmy różnicą pięciu bramek, ale musimy szanować ten punkt. Myślę, że jest ważny dla nas w perspektywie dalszych rozgrywek. Jestem usatysfakcjonowany z postawy mojej drużyny. Mecz był fajny do oglądania, w szybkim tempie, dużo kontrataków. Graliśmy mocno w obronie, dobrze prezentował się bramkarz. Był taki moment, gdy udało się wyprowadzić serię kontr. Niestety, popełniliśmy w końcówce zbyt dużo błędów technicznych, ale możemy być zadowoleni z punktu. Dziękuję Wiśle za mecz, który był toczony w dobrej atmosferze, fair. Musimy być usatysfakcjonowani z tego punktu i życzę powodzenia Płockowi w dalszych meczach - ocenił Ola Lindgren, trener Kristianstad.

- Do 45. minuty nasza gra wyglądała naprawdę dobrze, atrakcyjnie. Nieźle spisywaliśmy się w obronie, dobrze graliśmy z bramkarzem. Później coś się zacięło, nastąpiła seria bardzo prostych błędów. Zapewne nałożyło się zmęczenie. Szkoda, że nie udało nam się dowieźć zwycięstwa do końca - Helge Freiman, rozgrywający Kristianstad.

- Czuję rozczarowanie, że udało się zdobyć tylko jeden punkt. W drugiej połowie przegrywaliśmy już pięcioma bramkami, potem zmieniliśmy styl gry w obronie na 5-1 z Gilbertem Duarte z przodu. Rywale popełnili serię błędów. Ostatnia akcja, można powiedzieć, byłą taką "rosyjską ruletką". Mogło wpaść lub nie. Ale też z powodu presji, jaka była w hali, graliśmy momentami zbyt nerwowo. Dobrze, że pokazaliśmy charakter, energię, ale tylko na tyle było nas dzisiaj stać - analizował Piotr Przybecki, trener Orlen Wisły.

- Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni z dzisiejszego wyniku, liczyliśmy na więcej, stąd takie rozczarowanie. Wisła dzisiaj grała falami, miała swoje lepsze i słabsze momenty. W ostatniej akcji posiadaliśmy piłkę, mogliśmy przechylić szalę na swoją korzyść, jednak tak się nie stało. Drużyna liczyła na pewno na więcej w tym spotkaniu, ale nikt tutaj nie będzie zwieszał głowy. Będziemy walczyć do końca, pozostało dużo meczów do rozegrania, aby w tej grupie jeszcze zaistnieć - mówił Igor Zabić, obrotowy Orlen Wisły.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje