Reklama

Reklama

LM piłkarzy ręcznych – Kus: Kielczanie zasłużenie awansowali do ćwierćfinału

Po meczu Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych PGE VIVE Kielce – Motor Zaporoże (34-29) powiedzieli:

Mykoła Stepanec (trener Motoru Zaporoże): - Po remisie w pierwszym pojedynku rywalizacja rozpoczynała się od nowa. Dlatego od początku chcieliśmy nawiązać walkę z mistrzem Polski. To nam się jednak nie udawało i dlatego zagraliśmy siedmioma zawodnikami w ataku. Bardzo trudno jednak grać z takim zespołem jak VIVE, kiedy traci się tyle piłek w ataku. Dużą stratą dla naszej drużyny był brak Pawła Paczkowskiego, który kilka dni wcześniej doznał kontuzji. Na dodatek Borys Puchowski też niedawno rozpoczął treningi po kontuzji. Bardzo trudno gra się w tej hali przy tak żywiołowo reagującej publiczności. Ale przegrana w TOP 16 Ligi Mistrzów z taką drużyną jak PGE VIVE Kielce nie jest dla nas powodem do wstydu.

Reklama

Mateusz Kus (obrotowy Motoru Zaporoże): - Od samego początku musieliśmy gonić wynik. Później w drugiej połowie musieliśmy już zaryzykować i grać siódemką w ataku. Nasze straty spowodowały jednak, że kielczanie rzucili nam trzy razy na pustą bramkę, był jeszcze rzut karny i dwie minuty kary dla naszego zawodnika. To wszystko spowodowało, że nie udało się nam już odwrócić losów tego spotkania. Kielecki zespół zasłużenie awansował do ćwierćfinału. Byli w tym dwumeczu drużyną lepszą i życzę VIVE powodzenia w rywalizacji z Paris Saint-Germain.

Tałant Dujszebajew (trener PGE VIVE Kielce): - Jesteśmy bardzo zadowoleni. Gratulacje dla moich zawodników, którzy wytrzymali 120 minut grając przeciwko bardzo mocnemu przeciwnikowi. Jestem pod wrażeniem postawy ukraińskiej drużyny, która w ostatnich latach czyni systematyczne postępy. Awansowali do fazy pucharowej z mocnej grupy, co na pewno jest dla nich ogromnym sukcesem. Twardo walczyli przez te dwa całe mecze, ale my na końcu mieliśmy trochę więcej szczęścia.

Alex Dujshebaev (rozgrywający PGE VIVE Kielce): - Gratulacje dla drużyny z Zaporoża, która postawiła nam bardzo trudne warunki. Dobrze zaczęliśmy ten mecz i to nam później ułatwiło zadanie. Trochę kłopotów sprawili nam rywale grając siódemką zawodników w polu, ale my konsekwentnie graliśmy w obronie, a pomógł nam też w bramce Vladimir Cupara. Na pewno zrobiliśmy trochę błędów, ale w tym meczu w naszej grze było więcej pozytywów. Walczyliśmy od pierwszej do ostatniej minuty i dlatego wygraliśmy, co dało nam awans do najlepszej ósemki Ligi Mistrzów.

Dowiedz się więcej na temat: Mateusz Kus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje