Reklama

Reklama

LM piłkarzy ręcznych. Kornecki: Vardar niczym nas nie zaskoczył

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce po raz drugi w ciągu tygodnia pokonali w Lidze Mistrzów Vardar Skopje, tym razem we własnej hali 36-29. "Przeciwnik niczym nas nie zaskoczył" – powiedział po meczu bramkarz kielczan Mateusz Kornecki.

Mistrzowie Polski tylko na początku meczu mieli kłopoty, kiedy przegrywali 2-5. Później już całkowicie dominowali na parkiecie.

Reklama

"W Skopje graliśmy źle taktycznie w ataku, ale dobrze w obronie. W ostatnich dniach więcej trenowaliśmy rozwiązania ofensywne. To przyniosło efekt. Na początku graliśmy na emocjach. Chcieliśmy jak najszybciej uzyskać prowadzenie. Później, przy wyższym prowadzeniu, nie musieliśmy się spieszyć. Mogliśmy grać cierpliwie" - analizował wygrany mecz rozgrywający Vive Władysław Kulesz.

"Vardar nas niczym nie zaskoczył. Grali ci sami zawodnicy, co ostatnio. Byliśmy dobrze przygotowani. W drugiej połowie sporo problemów sprawiła nam ich gra "siedmiu na sześciu". Dla bramkarza to ciężkie, bo obrona gra bardziej płasko. Nie da się jednak grać tak cały czas, a my mogliśmy to skontrować" - dodał Kornecki, który dość niespodziewanie pojawił się w pierwszym składzie kieleckiej drużyny i zagrał pełne 60 minut.

"Po pierwszym spotkaniu w Skopje, trener powiedział, że dostanę sześćdziesiąt minut. Miałem dużo czasu na przygotowanie mentalne. W tym sezonie nie grałem za wiele w Lidze Mistrzów, może dlatego początek w moim wykonaniu był niemrawy. Później presja zeszła i mogłem skupić się tylko na bronieniu" - powiedział reprezentant Polski, który w całym spotkaniu odbił 11 piłek, notując blisko 30-procentową skuteczność.

Zadowolony z gry swoich zawodników był trener Tałant Dujszebajew. "Bardzo się cieszę z wyniku. Chcę podziękować moim zawodnikom za to, że pokazali ogromny respekt do przeciwnika przez sześćdziesiąt minut spotkania. Dla mnie Vardar to wciąż najlepsza drużyna w Europie, aktualny zwycięzca Ligi Mistrzów. Trudno jest grać przeciwko temu samemu zespołowi dwa razy z rzędu. Z powodu pandemii Vardar zagrał tylko cztery mecze w trzy miesiące i to dla nich też niełatwe. Mam nadzieję, że teraz będą już grali lepiej i lepiej" - podkreślił szkoleniowiec mistrza Polski.

Kielczanie kontrolowali przebieg spotkania i w drugiej połowie Dujszebajew mógł wpuścić na parkiet młodych zawodników. "Nawet tego nie zauważyłem. Młodzi zawodnicy zebrali niesamowite doświadczenie. Czarek Surgiel ma 18 lat, a już może grać w Lidze Mistrzów. W jego wieku nawet sobie tego nie wyobrażałem. Michał Olejniczak też zagrał bez większych błędów, do tego wszystko co rzucił trafiło do siatki" - chwalił młodych zawodników  Kornecki.

Trener gości Stefcze Aluszowski przyznał po meczu, że kielecka drużyna odniosła zasłużone zwycięstwo.

"Dobrze zaczęliśmy, ale mieliśmy problemy z szybkimi wznowieniami. Rywale wiedzieli jak nas karać i dlatego prowadzili sześcioma bramkami do przerwy. W drugiej części spotkania ciężko nam było skonstruować atak wysokiej jakości. W obronie graliśmy bez energii, szczególnie jeden na jeden. Życzę kielczanom wszystkiego najlepszego w kolejnych meczach" - powiedział szkoleniowiec Vardaru.

"Myślę, że dobrze zagraliśmy przez 15 minut. Potem coś poszło źle, popełnialiśmy zbyt wiele prostych błędów, traciliśmy piłkę i wkładaliśmy w ręce kielczan możliwości przeprowadzania kontr. To główny aspekt, który przyczynił się do ich zwycięstwa"  - dodał obrotowy gości Patryk Walczak.

Polska drużyna po ośmiu kolejkach ma 13 punktów i jest liderem grupy A. W następnym spotkaniu kielczanie zagrają 3 grudnia na wyjeździe z Paris Saint-Germain.  

Janusz Majewski



Dowiedz się więcej na temat: ME w piłce ręcznej mężczyzn | Mateusz Kornecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje