LM piłkarzy ręcznych. Jurkiewicz: Mieszkow to niebezpieczny przeciwnik

Piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce w siódmej kolejce Ligi Mistrzów zmierzą się w sobotę na wyjeździe z Mieszkowem Brześć. "Nastawiamy się na twardy bój, mistrz Białorusi to bardzo niebezpieczny przeciwnik" - powiedział rozgrywający kielczan Mariusz Jurkiewicz.

Zespół z Brześcia to bardzo niewygodny rywal dla mistrzów Polski. Kielczanie przekonali się o tym w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, kiedy na inaugurację rozgrywek przegrali na Białorusi (25:28).

Reklama

"To było ponad rok temu. Nie ma sensu porównywać tamtego spotkania, z tym które jest przed nami. W obu drużynach przed tym sezonem doszło do sporych zmian. Teraz liczy się tylko najbliższe 60 minut meczu w Brześciu" - zapewnił Jurkiewicz.

Mistrz Białorusi po sześciu kolejkach ma na swoim koncie dwa zwycięstwa (32:30 na wyjeździe z IFK Kristianstad i 26:23 u siebie z Montpellier) i zajmuje szósta lokatę w tabeli grupy A. "Nie patrzymy na ich dotychczasowy dorobek, bo to zespół, który do końca w każdym meczu walczy o wygraną. Z węgierskim Veszprem przegrali dopiero w ostatnich sekundach, to najlepiej świadczy o możliwościach naszego najbliższego rywala. We własnej hali zawsze wyglądają bardzo dobrze. Do dyspozycji, którą prezentują na co dzień, dodają jeszcze swobodę. To bardzo niebezpieczny przeciwnik" - ostrzegał były reprezentant kraju.

Kielczanie mają cztery punkty więcej od najbliższego rywala, ale w ostatniej kolejce ulegli na wyjeździe hiszpańskiej Barcelonie 27:31. "Nie rozumiem niektórych komentarzy po tym meczu. Tak jakbyśmy pojechali do Arki Gdynia, z całym szacunkiem dla tego zespołu, i przegrali tam spotkanie. Trochę szacunku dla Barcelony i do tego, co my robimy. Wiadomo w jakim składzie tam pojechaliśmy. Musieliśmy się tłumaczyć po tej porażce, a przecież przegraliśmy z jednym z najlepszych zespołów na świecie" - zaznaczył rozgrywający kielczan, który wrócił do gry po kontuzji, jakiej doznał jeszcze podczas wakacyjnego odpoczynku. Kolec drzewa ogrodowego przebił mu palec na wylot i zawodnik trafił do szpitala.

"Czuje się już dobrze, ale brakuje mi jeszcze ogrania. Widać to było zwłaszcza w starciu z Azotami Puławy. W pojedynku z Barceloną spędziłem już trochę minut na parkiecie w obronie, biegając też do kontr, później rozegrałem już kompletny mecz w Kaliszu. Najważniejsze, że mam już minuty spędzone na parkiecie" - zaznaczył zawodnik VIVE, który przeszedł trzy zabiegi czyszczenia kontuzjowanego palca lewej dłoni i w pewnym momencie groziła mu nawet amputacja palca. Na szczęście udało się tego uniknąć, ale Jurkiewicz stracił w tym palcu czucie.

"W grze to mi kompletnie nie przeszkadza. Gorzej by wyglądała sytuacja, gdyby to dotyczyło prawej dłoni. Ciężko mi powiedzieć, czy w takim przypadku wróciłbym na parkiet" - nie ukrywał Jurkiewicz, któremu po sezonie kończy się kontrakt z kielecką drużyną.

"O tym, co będzie w czerwcu, będę się martwił najwcześniej w maju. Wcześniej w poprzednich sezonach miałem różne plany, a później były one weryfikowane przez rzeczywistość. Dlatego mój najbliższy plan, to mecz w Brześciu" - podkreślił Jurkiewicz. Dodał, że gra w piłkę ręczną cały czas sprawia mu ogromną frajdę.

"Najtrudniejszy okres miałem wtedy, kiedy nie mogłem trenować, gdy nie wiedziałem, kiedy będę mógł wrócić na parkiet. Pierwsze mecze, wyjazdy, kiedy w szatni jestem jako zawodnik, a nie ten, który wspiera drużynę - to wszystko nadal sprawia mi ogromną radość. Kiedy gram, znikają wszystkie troski" - zapewnił Jurkiewicz.

Sobotni mecz w Brześciu rozpocznie się o godz. 15.

Autor: Janusz Majewski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje