Reklama

Reklama

Liga Mistrzów. Czwarty triumf Łomży Vive Kielce

Czwarte zwycięstwo w piątym meczu w Lidze Mistrzów odnieśli piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce. W Hali Legionów pokonali FC Porto 39:33 po meczu, w którym mieli pełną kontrolę nad rywalem i nad samym sobą, co ostatnio mistrzom Polski szwankowało.

W takich meczach można tylko stracić, bo wygrywanie we własnej hali z zespołami, które raczej nie będą się bić o miejsca 1-2 jest obowiązkiem. Zwłaszcza, że kielczanie już z FC Porto tracili i to bardzo dużo. Rok temu remis w Portugalii, dwa lata temu porażka i za każdym razem albo punktu, a na pewno dwu brakowało do zajęcia lepszej pozycji, na przykład takiej dającej awans do Final Four. W tym sezonie wyjazd do Porto jeszcze przed mistrzami Polski, ale u siebie też musieli uważać, nie ze względu na wspomnienia, bo w Hali Legionów Porto przegrało trzy na trzy, ale ze względu na jakość gości. - Chłopy jak posągi, piekielnie silni - mówił drugi trener Krzysztof Lijewski, a Arkadiusz Moryto dodawał: - Bardzo silny fizycznie handball.

Reklama

Ale zamiast starcia rywali wagi ciężkiej obie drużyny postawiły na handball radosny, lekki i szybki.

W pierwszej połowie padło 38 bramek, Łomża Vive Kielce prowadziła 21:17. Do tego 9 udanych interwencji duńskiego bramkarza Sebastiana Frandsena i 5 Andreasa Wolffa. Nie trzeba doktoratu z matematyki, by wyliczyć, że kielczanom udało się w 30 minut przeprowadzić 30 ataków i mieć 60% skuteczności. Jeśli doliczymy 22 ataki gości to mamy obraz meczu jak na torze wyścigowym.

Ale wyścig kielczanie zaczęli od falstartu, czyli dwóch pierwszych przestrzelonych karnych. Ciarki kibicom z pewnością przechodziły po plecach, bo przecież niedawno w Zaporożu z Motorem kielczanie zaliczyli kompromitację zdobywając z tego elementu 2 z 9 możliwych goli.

Ale potem już było wszystko w normie i nieczęsto w Hali Legionów Łomża Vive Kielce potrafi tak pewnie i zdecydowanie kontrolować przebieg meczu.

Łomża Vive Kielce - FC Porto. Gudjonsson najlepszy

W drugiej połowie już po 9 minutach przewaga wzrosła do siedmiu bramek (28:21), a jakość kreowanych przez Igora Karacića i Alexa Dujszabjewa akcji dawał poczucie pewności, że nic złego gospodarzom się w tym meczu już nie przytrafi. Co prawda FC Porto doszło jeszcze na trzy bramki 30:27, ale na chwilę, bo w miarę bezpieczne 5 goli to była najczęstsza przewaga mistrzów Polski.Wygranym numer jeden w kieleckiej ekipie był najskuteczniejszy w drużynie Islandczyk Sigvaldi Gudjonsson. Po pierwsze zdobył 9 goli na 10 rzutów, po drugie najlepiej w drużynie rzucał karne. Po drugie wreszcie całkiem przyzwoite interwencje zaliczył Andreas Wolff, a między innymi jego forma może być kluczowa za tydzień, gdy w 6. Kolejce do Hali Legionów przyjedzie Paris Saint Germain.

Leszek Salva

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL