Reklama

Reklama

Krzysztof Kisiel: Mamy plan na mistrza Niemiec

Piłkarze Orlenu Wisły w niedzielę rozpoczną rywalizację w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Ich pierwszym rywalem będzie jeden z najlepszych zespołów ostatnich lat - THW Kiel. "Mamy plan na mistrza Niemiec" - powiedział drugi trener płocczan Krzysztof Kisiel.

"Na pewno nie przystępujemy do tego meczu w roli faworytów, ale dla nas sukcesem jest już awans do tych prestiżowych rozgrywek. Nie znaczy to jednak, że zamierzamy odpuszczać. Będziemy cieszyć się z każdej zdobytej bramki, z każdego punktu, a jeśli się uda sprawić niespodziankę, to będzie bardzo dobrze" - uważa płocki szkoleniowiec.

Reklama

Ekipa z Kilonii to 18-krotny mistrz swojego kraju i trzykrotny zwycięzca Ligi Mistrzów (2007, 2010, 2012). W składzie roi się od gwiazd. Nazwiska Czecha Filipa Jichy, Serba Marko Vujina, Niemca Christiana Zeitza czy Szweda Niclasa Ekberga znają wszyscy kibice handballu.

Kisiel poinformował, że plan taktyczny na pierwsze spotkanie jest gotowy już od dawna.

"Doskonale wiemy, które elementy musimy jeszcze poprawić i nad tym pracujemy na treningach. Kluczem do sukcesu może być dobrze funkcjonująca obrona i dyspozycja bramkarza. Chcielibyśmy uniemożliwić rywalom grę z kontry, a to oznacza natychmiastowy powrót pod własną bramkę. Musimy też wyeliminować straty piłki na połowie rywala, by nie dać im możliwości szybkiego ataku" - przyznał.

Bezpośrednie przygotowania do meczu będą podobne jak przed innymi spotkaniami.

"W piątek mamy w planach jeden trening, tak samo w sobotę, tyle że dodatkowo będziemy oglądać rywala na specjalnie przygotowanym filmie. W niedzielę każdy zawodnik będzie postępował zgodnie ze swoimi potrzebami i przyzwyczajeniami" - zaznaczył Kisiel.

Największym problemem trenerów Orlenu Wisły są kontuzje zawodników. Kisiel i główny szkoleniowiec Hiszpan Manolo Cadenas od początku sezonu nie mają do dyspozycji wszystkich najlepszych graczy. W niedzielę to się nie zmieni. Na boisku nie wystąpi żaden z lewoskrzydłowych. Adama Wiśniewskiego brakowało już w eliminacjach, a Serb Ivan Nikcevic urazu nabawił się w pojedynku z Chrobrym Głogów w ekstraklasie.

To spory powód do zmartwienia także dla prezesa SPR Wisła Płock Roberta Raczkowskiego.

"Obaj ci zawodnicy mają przed sobą jeszcze minimum tygodniową przerwę. Możemy tylko mieć nadzieję, że będą gotowi do gry na mecz z Dunkierką w następna sobotę, ale o tym zadecydują lekarze. Najdłużej, bo jeszcze około trzy tygodnie, będzie pauzował Kamil Syprzak, u którego wystąpiły powikłania po zabiegu artroskopii kolana. Do treningów wrócił natomiast bramkarz Marcin Wichary i nie jest wykluczone, że pojawi się na boisku" - poinformował.

Wichary pali się do gry, ale ma też poważnego konkurenta - Bośniaka Marina Sego.

"Mam nadzieję, że będę na tyle zdolny do gry, by pomóc drużynie. W meczu ligowym z Górnikiem Zabrze już byłem w składzie, ale nie musiałem wchodzić na boisko. Na Kiel będę jeszcze lepiej przygotowany" - zapewnił Wichary.

W tym samym spotkaniu po pięciomiesięcznej przerwie zagrał po raz pierwszy Paweł Paczkowski. Choć jest nominalnym rozgrywającym, występował głównie na skrzydle.

"Nie wiem, na jakiej pozycji zagram w niedzielę, ale to nic nie zmienia, bo jestem przygotowany do występu na obu i szczerze mówiąc jest mi to obojętne, jakie zadania będę miał do zrealizowania. Zdecyduje trener, a ja dzięki temu mam szansę stać się uniwersalnym zawodnikiem" - zauważył Paczkowski.

W pełnej gotowości są też kibice. Planują zaskoczyć czymś Europę i być ósmym zawodnikiem swojej drużyny. Na atmosferę w płockiej hali zwrócił już uwagę trener Montpellier Patrice Cannayer po meczu eliminacyjnym.

"Mamy nadzieję, że szkoleniowiec THW Kiel Alfred Gislason będzie mógł to samo powiedzieć po niedzielnym spotkaniu" - uważają w płockim klubie.

Początek meczu w niedzielę o godz. 17.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje