Koszmar gwiazdy, nie zagra w finale Ligi Mistrzów. Trener potwierdza
Gdy w 57. minucie meczu SC Magdeburg z Barceloną trener niemieckiego klubu Bennet Wiegert dostał od lekarzy informację o stanie zdrowia swojego najlepszego środkowego rozgrywającego, chwycił się za głowę, później usiadł na krześle i patrzył nieprzytomnie przed siebie. Gisli Kristjánsson, wybrany niedawno najlepszym zawodnikiem Bundesligi, wypadł nie tylko z finału Ligi Mistrzów, nie zagra też przez kilka długich miesięcy.

Gisli Kristjánsson doznał urazu w samej końcówce regulaminowego czasu gry. Atakował bramkę Barcelony, jego zespół przegrywał jednym trafieniem, próbował wbić się między drugiego i trzeciego gracza w obronie. Ludovic Fabregas zepchnął go w bok - Islandczyk zdołał oddać rzut, a chwilę później uderzył w Thiagusa Petrusa i spadł na parkiet.
Od razu widać było, że stało się coś złego - nie był w stanie się podnieść. Nie podnosił się również wtedy, gdy obok pojawili się lekarz i fizjoterapeuta "Gladiatorów". Przerwa trwała blisko 10 minut - Kristjánsson w końcu zdołał wstać, lewy bark trzymał oparty o członka sztabu medycznego. "Gisli, Gisli" - skandowało kilkanaście tysięcy osób w Lanxess Arenie, a trener Magdeburga Bennet Wiegert był kompletnie załamany.
"Nie muszę nikomu mówić, co oznacza zwichnięty bark dla piłkarza ręcznego"
Niespełna 24-letni reprezentant Islandii doznał bowiem koszmarnej kontuzji, która może go na długie miesiące wykluczyć z gry w piłkę ręczną. Nie ma nawet gwarancji, że w przyszłości odzyska w tej ręce siłę, jaką miał przed urazem. Tym bardziej że problemy z tą częścią ciała ma już po raz trzeci. Magdeburg ostatecznie awansował do wielkiego finału Ligi Mistrzów, wyrzucił Barcelonę po rzutach karnych.
To złamało mi serce. Nie muszę chyba mówić nikomu, co oznacza zwichnięty bark dla piłkarza ręcznego. A już szczególnie, gdy jest to w rzucającej ręce.
- Spodziewam się, że bardzo długo nie będzie mógł nam pomóc - mówił Wiegert dziennikarzom tuż po spotkaniu.
A przecież Magdeburg walczył do samego końca o to, by islandzki rozgrywający mógł zagrać w Kolonii w finale. Miesiąc temu doznał urazu w Płocku, w ćwierćfinałowej potyczce z Orlenem Wisłą, która zakończyła się remisem. Wtedy skręcił jednak staw skokowy, półtora tygodnia temu wrócił do gry na dwa ostatnie starcia Bundesligi.
Magdeburg bardzo cieszył się z awansu. Trener Wiegert miał mieszane uczucia
- Ten uraz odbiera mi radość z awansu. On wróci, jestem przekonany, bo Magdeburg tak właśnie podnosi swoich zawodników. A w niedzielę musimy wygrać tę Ligę Mistrzów właśnie dla niego - mówił Wiegert.
Gisli Kristjánsson w lipcu skończy 24 lata - właśnie dostał prestiżową nagrodę dla najlepszego gracza najmocniejszej ligi świata, czyli Bundesligi, w sezonie 2022/23. Jest jednym z najlepszych środkowych na świecie pod względem umiejętności gry jeden na jednego. w całym sezonie ligi niemieckiej zdobył ponad 150 bramek i miał ponad 100 asyst. W niedzielnym finale z Barlinkiem Industrią będzie musiał go zastąpić albo Norweg Christian O'Sullivan, albo doświadczony Słoweniec Marko Bezjak, który tym finałem - podobnie jak nasz Piotr Chrapkowski - żegna się po latach z klubem Magdeburga.
A przecież z gry od wczesnej wiosny wyłączony jest inny gwiazdor "Gladiatorów" - także rozgrywający reprezentacji Islandii Ómar Ingi Magnússon.
A finał rozpocznie się o godz. 18 - rywalem "Gladiatorów" będzie właśnie mistrz Polski, który w sobotę w półfinale ograł po dramatycznym boju Paris Saint-Germain 25:24.
Andrzej Grupa, Kolonia













