Jeden z gigantów musiał już odpaść. Pięć trafień zdecydowało o finale
Z czterech ostatnich spotkań Orlenu Wisły Płock z Industrią Kielce aż trzy kończyły się rzutami karnymi - po remisie po 60 minutach gry. Takiego scenariusza można też było oczekiwać w sobotę w Kaliszu, choć tym razem stawką nie był o żadne trofeum, a dopiero prawo walki o nie. Obaj nasi giganci zmierzyli się bowiem w półfinale Orlen Pucharu Polski. Tym razem nie było thrillera w końcówce. I już wiemy, kto zagra w niedzielę w finale.

Cztery lub pięć spotkań w ekstraklasie, jedno o Superpuchar Polski, jedno w Orlen Pucharze Polski - w męskiej piłce ręcznej tyle jest "świątecznych dni" w sezonie. A pod tym pojęciem należy rozumieć "Święte Wojny", czyli mecze Industrii Kielce z Orlenem Wisłą Płock. Dwóch naszych eksportowych ekip, które tym razem w Kaliszu... nie grały jeszcze o trofeum. W losowaniu wpadły do tej samej pary półfinałowej, pierwszy raz od 2021 roku. Wtedy lepsi w meczu o finał okazali się Kielczanie, dziś faworyta trudno było wskazać.
Oba kluby odpadły już z Ligi Mistrzów, dla jednych i drugich przegrane dwumecze na etapie 1/8 były jednak przykrą niespodzianką. Została podwójna korona w kraju. O ile w Superlidze zespół z Płocka ma lekki atut, bo ewentualne trzecie spotkanie w wielkim finale zagra na swoim terenie, to jednak w Pucharze Polski mierzyły się na neutralnym terenie w Kaliszu.
I chyba jednak trochę niespodziewanie Industria znalazła się przed spotkaniem w nieco lepszej sytuacji. Choć z kieleckiego obozu dochodziły informacje o wirusie w środku tygodnia, to jednak Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji cały zespół.
A Xavier Sabate - nie. Z powodu kontuzji wypadli: Dawid Dawydzik, Przemysław Krajewski i Miha Zarabec. Zwłaszcza brak dwóch pierwszych musiał boleć Hiszpana - z uwagi na obowiązek dwóch Polaków na parkiecie.
Puchar Polski w Kaliszu. Orlen Wisła Płock kontra Industria Kielce. Stawką miejsce w finale
Mecze tych dwóch drużyn słyną z wielkie ilości kar i seryjnie pokazywanych czerwonych kartek. Tym razem już w 2. minucie doszło do pierwszej sytuacji, która powinna zakończyć się "dwójką", a sędziowie zbagatelizowali znaczenie faulu Marcela Sroczyka. Skrzydłowy Orlenu Wisły chwycił za koszulkę przebiegającego obok Arkadiusza Moryty, spowodował jego upadek. A później jeszcze, choć pewnie już przypadkowo, nadepnął na staw skokowy Kielczanina. Reprezentant Polski, kulejąc, opuścił parkiet, później jednak wrócił.
Płocczanie grali agresywniej, ale też lepiej. Korzystali z wszechstronności Gergo Fazekasa, kilka razy w bramce popisał się Torbjorn Bergerud. Po drugiej stronie Klemen Ferlin tym razem był bezradny, po kwadransie zastąpił go Adam Morawski. A przewaga mistrzów Polski rosła, rzuty karne wykorzystywał też Melvyn Richardson.

W 14. minucie "Nafciarze" prowadzili już 8:3, za chwilę Dujszebajew senior - swoim, zwyczajem - wymienił zawodników z pola.
I wtedy Industria zaczęła łapać rytm, choć też nie wszystko w jej szeregach grało. Piotr Jędraszczyk z karnego rzucił wysoko nad bramką, Daniel Dujszebajew przegrał z czystej pozycji z Bergerudem. Wiślacy mieli wciąz inicjatywę, ale tuż przed końcem pierwszej połowy ich przewaga zmniejszyła się do zaledwie dwóch bramek (14:12). Głównie dzięki Alexowi Dujszebajewowi. Industria źle jednak rozegrała końcówkę pierwszej połowy, W ostatniej akcji Siergiej Kosorotow ustalił jej wynik na 16:12.
To była spora zaliczka, ale już po kilku minutach drugiej części znów obie drużyny dzieliły zaledwie dwa trafienia. I wtedy "Nafciarze" zaczęli pokazywać to, z czego zawsze słynęli. Kapitalną obronę, a że czasem dopisywało im szczęście, a piłki same wpadały w ręce, to inna sprawa. Uciekli na 23:18.

Na kwadrans przed końcem mistrz Polski prowadził 25:20, karę dostał Zoltan Szita. A za chwilę trafił Alex Dujszebajew, będąc jeszcze pchanym z tyłu przez Leona Susnję, co zakończyło się kolejną karą. Industria mogła dojść na 22:25, Jarosiewicz po raz drugi z rzędu zmarnował karnego. Była już to trzecia zmarnowana "siódemka" w całym spotkaniu.
I choć sędziowie dość często wyrzucali graczy z Płocka z parkietu, czasem niesłusznie, to jednak końcówka "Świętej Wojny" tym razem była spokojna. W 50. minucie najpierw Abel Serdio trafił z sześciu metrów, za chwilę Michał Daszek, po przechwycie, rzucił do pustej bramki. Na 28:22.
To już wystarczyło, mimo prób Industrii do samego końca. Zdecydowała lepsza gra mistrzów Polski w obronie. No i lepsza postawa bramkarzy, zwłaszcza Bergeruda, choć i Mirko Alilović zrobił swoje przy jednym rzucie karnym.
W niedzielę o godz. 15 "Nafciarze" zagrają w finale z triumfatorem spotkania Netland MKS Kalisz - PGE Wybrzeże Gdańsk.
Orlen Wisła Płock - Industria Kielce 30:25 (16:12)
Orlen Wisła: Bergerud, Borucki, Alilović - Fazekas 8, Richardson 7 (4/5 z karnych), Kosorotow 4, Janc 3, Daszek 3 (0/1), Serdio 3, Sroczyk 1, Samoiła 1, Szita, Ilić, Mihić.
Kary: 12 minut. Rzuty karne: 4/6.
Industria: Ferlin, Morawski - A. Dujszebajew 6, Vlah 4, Jarosiewicz 4 (2/4), D. Dujszebajew 2, Sićko 2, Olejniczak 2, Monar 2, Moryto 1, Karaliok 1, Nahi 1, Jarosiewicz (0/1), Kounkoud, Maqueda, Rogulski.
Kary: 6 minut. Rzuty karne: 2/5.
Sędziowali: Sebastian Pelc, Jakub Pretzlaf (Rzeszów).












