Reklama

Reklama

Jak pokonać Chorwację w ćwierćfinale mistrzostw świata?

Tylko jeden wygrany mecz dzieli polskich piłkarzy ręcznych od zapisania się w historii. Wystarczy pokonać Chorwację, by awansować do półfinału mistrzostw świata i załatwić sobie chwałę na lata. Ale jak tego dokonać?

Zapraszamy na relację na żywo z meczu Polska - Chorwacja

Reklama

Relacja na żywo dla urządzeń mobilnych

Polska czy Chorwacja? Głosuj!

Cel najważniejszy polscy piłkarze ręczni osiągnęli - po wygranej ze Szwedami w 1/8 mundialu znaleźli się w ósemce, która będzie miała prawo uczestniczyć w kwalifikacjach do igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku. Teraz mają szanse osiągnąć coś więcej, awansować do najlepszej czwórki na świecie, walczyć o medale, a pochodną byłoby uzyskanie prawa organizacji turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk. Ale droga do tego choć nie jest daleka, to jednak bardzo pod górę - trzeba wygrać z Chorwacją. Rywalem dla Polaków od lat poza zasięgiem. Zmorą, koszmarem i prześladowcą. Przegrywaliśmy z nimi na ostatnich kilku turniejach wszystko, zupełnie jak Szwedzi z Polakami. Niestety niewiele się zmieniło, by akurat miało się to udać dziś.

Chorwaci to jeden z czterech murowanych faworytów każdego turnieju, obok Francji, Hiszpanii i Danii. Od lat z tej roli się wywiązują, niemal zawsze awansując do półfinału. Chorwaccy piłkarze ręczni grają w najlepszych klubach świata, w Paryżu, Kilonii, Veszprem i... Kielcach. Ale też na tym turnieju spisują się nieco poniżej oczekiwań. To znaczy są tam, gdzie być powinni, ale stylem pochwalić się nie mogą. Największa fala krytyki spadła na nich po meczu 1/8 z Brazylią, wygranym szczęśliwie jednym golem 26:25. Z Brazylią, której do światowej czołówki coraz bliżej, ale nadal bardzo daleko.

Trener Slavko Goluza wił się jak piskorz przed kamerami chorwackich telewizji, ale faktu, że do 1/8 awansowali szczęśliwie, nie był w stanie zmienić. Wcześniej też nie było fajerwerków. Wygrali wszystkie mecze, ale też byli w najsłabszej grupie turnieju. Z Macedonią, czy Bośnią nie wypracowali wielkiej przewagi, wygrali pewnie, ale rywale pokazywali, że można z nimi powalczyć. Właściwie, to odkąd trenerem został Slavko Goluza, przejmując zespół po słynnym Lino Czervarze, to Chorwatom brakuje błysku, a tendencja jest spadkowa. Z gry w reprezentacji zrezygnował Ivano Balić, Goluza często zaskakuje powołaniami, ale nadal ma skład bardzo mocny.

Numerem jeden jest rozgrywający Domagoj Duvnjak z THW Kiel, przez wielu uznawany za najlepszego playmakera na świecie. Poziomem nie ustępują mu skrzydła z kieleckiego Vive Tauronu Kielce: Ivan Cupić i Manuel Strlek. Znakomita jest obsada na prawym rozegraniu z Marko Kopljarem z PSG i Luką Stepanciczem z Zagrzebia. Dalej zachwytów już nie ma co na siłę tworzyć. Mirko Alilović od lat jest uznaną marką, a Polacy go od takiego samego czasu przeklinają, bo zawsze przeciwko nam gra kapitalne zawody. Ale to nie jest poziom na przykład Niklasa Landina z Danii czy Thierry'ego Omeyera z Francji. Także porównania z naszym Sławomirem Szmalem u większości by nie wytrzymał. A Goluza nie zabrał na turniej doświadczonych i bardzo dobrych bramkarzy Venio Loserta czy kolejnego kielczanina Marina Sego.

Słabsza jest obsada kołowego. Co prawda Igor Vori to, jak Alilović, ciągle fachowiec ale swoje lata już ma i choć poniżej dobrego poziomu nie schodzi, to i na wyższy się nie wdrapie. Żelijko Musy obawiać się nie musimy, bo znamy jego wszystkie słabe strony z drużyny mistrzów Polski, gdzie rywalizuje z Julenem Aginagalde.

Na pewno Chorwacja jest do pokonania. Do pokonania przez zespół, który przeciwstawi jej niesamowitą ambicję, walkę i kapitalną obronę, jeszcze lepszą od tej, którą Polacy zaprezentowali przeciwko Szwedom. To są warunki dla "Biało-czerwonych" do spełnienia. Dużo trudniej będzie ich rozgryźć taktycznie i wystąpić przeciwko nim jak całość, jako zespół. Na katarskim turnieju Polakom udało się to raptem raz, dzięki Bogu w kluczowym meczu ze Szwedami. Przeciwko naszym szansom na półfinał jest większość racjonalnych argumentów. Powiedzieć, że taktycznie zespół Michaela Bieglera odstaje od czołowych drużyn, to nie powiedzieć nic.

Czasami, a czasami zdarza się zbyt często, jedynym oczekiwaniem wobec trenera zostaje, by nie przeszkadzał. By zostawił kierowanie zespołem zawodnikom najbardziej doświadczonym, którzy - jak pokazuje dotychczasowa praktyka - w chwilach najważniejszych przyzwoicie sobie z tym radzą. By nie zdejmował w nieodpowiednich momentach Karola Bieleckiego, nie zmieniał bramkarzy, gdy tego nie trzeba, by nie trzymał Andrzeja Rojewskiego, gdy mu nie idzie, by nie brał czasu wtedy, kiedy to jest zbędne, tylko wtedy kiedy może przynieść pożytek. Skoro przez dwa i pół roku nie udało się wypracować swojego stylu, własnych zagrywek, to nie uda się w trakcie turnieju. Chyba, że nastąpi cud jak przeciwko Szwedom. Potencjał w polskim zespole jest nadal bardzo duży, nasza wygrana nie będzie sensacją, ale dużą niespodzianką. Oby racjonalne argumenty nie miały dzisiaj zastosowania i niesamowity charakter drużyny znów wziął górę nad rozsądkiem.

Początek meczu o 16.30 czasu polskiego. Transmisja w TVP 2 i TVP Sport.

Leszek Salva

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje