Euforia w Lizbonie w przerwie. Nikt się nie spodziewał takiej drugiej połowy
Mistrzowie Polski z Płocka zajęli w swojej grupie trzecią pozycję, byli jej pewni już na dwie kolejki przed końcem. A Sporting w tej drugiej był dopiero szósty. I choćby to wskazywało, że faworytem dwumeczu powinna być Wisła Płock, która miała przywilej rozegrania rewanżu w swojej hali. Tyle że w drugiej połowie Orlen Wisła miała aż o 10 bramek mniej w dorobku od rywala, ćwierćfinał uciekał już przed rewanżem. Fantastyczna gra Torbjorna Bergeruda, Michała Daszka i Przemysława Krajewskiego sprawiły, że w czwartek 9 kwietnia będzie jednak ciekawie.

W Płocku w tym roku aspiracje sięgały gry w Final 4 Ligi Mistrzów w Kolonii - zwłaszcza, po najlepszej w historii fazie zasadniczej rozgrywek i znakomitemu wejściu do drużyny Melvyna Richardsona. Dobra też, tak się wydawało, była ścieżka w fazie pucharowej: najpierw dwumecz ze Sportingiem Lizbona, później z nierównym w ostatnich miesiącach mistrzem Danii z Aalborga. O ile jednak styl gry tej drugiej drużyny może sprzyjać "Nafciarzom", to dwumeczu z mistrzem Portugalii tym bardziej trzeba się było obawiać.
Przede wszystkim z uwagi na braci Costa - 21-letniego Francisco oraz starszego od niego o 2,5 roku Martima chcą wszyscy giganci w Europie. A oni pewnie latem gdzieś w końcu wyjadą, ktoś wyda prawie 2,5 miliona euro na ich wykupienie, razem z ojcem Ricardo, który jest w Sportingu trenerem. Mówi się o klubie z północy Niemiec, przekonamy się już wkrótce.
Francisco zdobył w tej edycji Ligi Mistrzów, do dziś, 93 bramki, jest w niej piątym strzelcem. A Martim 82 - zajmuje siódme miejsce. Obaj są w stanie "rozłożyć" każdą defensywę, trzeba ich umieć zatrzymać. Płocczanie dziś długo nie potrafili, ale to był chyba najmniejszy problem mistrza Polski.
W ekipie Xaviera Sabate szwankowało bowiem wszystko, może poza Torbjornem Bergerudem w bramce.
Liga Mistrzów. Sporting Lizbona podejmował Orlen Wisłę Płock. Pierwsza część dwumeczu o ćwierćfinał
Ten mecz układał się dla gości jak najgorszy koszmar. Porażała liczba błędów, niechlujność w ofensywie. To zaś momentalnie przekładało się na wynik. Szalał nie tylko młodszy z braci Costa, ale i islandzki skrzydłowy Orri Thorkelsson. Po kwadransie Sporting prowadził 10:6, gra defensywna Płocczan wyglądała bardzo źle. A ta ofensywna - niewiele lepiej.
Przyszedł jednak moment, gdy można było te straty zmniejszyć. Było siódme trafienie Zorana Ilicia, a za moment karny dla mistrza Polski i kara dla Edneya Silvy Oliveiry. Tyle że Richardson przegrał pojedynek z Mohamedem Aly, za moment także i Mihić przegrał bój z Egipcjaninem. I mimo gry w osłabieniu, Sporting uciekł na pięć trafień. Przy stanie 12:7 Sabate poprosił w końcu o przerwę.
Po 20 minutach tego spotkania było już 13:7 dla Sportingu, w 22. minucie - już 14:7. Mistrzowie Polski powoli musieli myśleć już o tym, by zostać w ogóle w grze o awans przed powrotem do Płocka. Bo sytuacja na parkiecie w Pavilhao Joao Rocha wskazywała na to, że dwumecz może praktycznie zostać rozstrzygnięty już dzisiaj.
Pierwsza połowa skończyła się na siedmiu bramkach różnicy - Sporting prowadził 19:12. I to tylko dlatego, że w ostatnich sekundach trafił Richardson, a nie trafił Jan Gurri.
Dość powiedzieć, że najlepszym graczem "Nafciarzy" był Bergerud - Norweg odbił siedem piłek, o jedną więcej niż po drugiej stronie Aly. A Richardson mógł w 25. minucie wylecieć z boiska z czerwoną kartką, bo centralnie trafił w twarz atakującego Martima Costę. Niemieccy sędziowie orzekli karę dwóch minut, ale gdyby poszli sprawdzić to zdarzenie w powtórce, werdykt zapewne byłby bardziej surowy.
Mistrzowie Polski byli więc w bardzo trudnej sytuacji, ale przecież zostało im jeszcze pół godziny gry. Tyle że nie potrafili zmienić tego fatalnego obrazu z pierwszej połowy. Nie trafił Ilić, za chwilę spudłował w idealnej sytuacji Serdio, a jeszcze - w przewadze - błąd techniczny zaliczył Richardson.

Jakby tego było mało, źle wyglądała dalej też defensywa. I to nie tylko bracia Costa stanowili tu zagrożenie, Sporting miał znacznie więcej atutów. A to ktoś zabiegł za plecy gości, a to... W 36. minucie zespół z Libony miał już 10 bramek przewagi (24:14), gdy starszy z braci popisał się piękną wkrętką niemal z lewego skrzydła, między nogami Bergeruda.
Można było załamywać ręce, a tymczasem na jeszcze wyższy poziom wskoczył Bergerud. Jeszcze w 45. minucie Thorkelsson rzucił na 27:18, różnica wydawała się bezpieczna. A za moment Norweg zaczął koncert, obronił dwa rzuty karne Islandczyka. To była jedna strona medalu, drugą była poprawa w ofensywie. Zaczęli ci doświadczeni - Michał Daszek i Przemysław Krajewski, później kapitalną bramkę zdobył Zarabec. W 49. minucie Daszek rzucił ponownie, na 22:27. A za moment Serdio poprawił na 23:27. Z sytuacji tragicznej zrobiła się całkiem już przyzwoita. Dająca nadzieję w rewanżu.
Cała ofensywna gra Sportingu była już tylko oparta na braciach Costa - przez 25 minut drugiej połowy obaj zdobyli po pięć bramek, reszta zespołu dołożyła w sumie dwie. Ale wiślacy mieli Daszka i Krajewskiego, wreszcie skrzydła dawały bramki.

Goście zmniejszyli starty do 3 bramek, w ostatniej minucie z karnego Francisco Costa trafił na 33:29. Na 11 sekund przed końcem karnego mieli jednak Płocczanie - Richardson przegrał jednak z Alym. Teraz Sportingowi zostało 6 sekund, to była ważna akcja. Wynik się nie zmienił.
Skończyło się na 33:29 - nieznacznej wygranej Sportingu. A to nie jest już strata, której nie da się odrobić.
Rewanż w czwartek 9 kwietnia o godz. 18.45 w Orlen Arenie w Płocku. Lepsza z drużyn zmierzy się w ćwierćfinale z Aalborgiem.
Dokładny zapis relacji na żywo z meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów Sporting Lizbona - Orlen Wisła Płock można znaleźć tutaj.
Sporting Lizbona - Orlen Wisła Płock 33:29 (19:12)
Sporting: Aly (9/32 - 28 proc.), Kristensen (0/6 - 0 proc.) - F. Costa 10 (1/1 z karnego), M. Costa 9, Thorkelsson 6 (3/5), Gurri 3, Salvador 3, Silva 1, Alvarez 1, Berlin, Martinez, Gassama, Branquinho, Monteiro, Moga, Romero.
Kary: 12 minut. Rzuty karne: 4/6.
Orlen Wisła: Bergerud (13/45 - 29 proc.), Alilović (0/1 - 0 proc.) - Daszek 5, Richardson 5 (3/5), Krajewski 5, Fazekas 4, Janc 3, Serdio 3, Zarabec 2, Mihić 1, Ilić 1, Szyszko, Šušnja, Samoiła, Dawydzik, Kosorotow.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/5.












