Reklama

Reklama

Eliminacje ME piłkarzy ręcznych: Polska - Rumunia 32-31

Co za horror! Reprezentacja Polski pokonała Rumunię 32-31 (19-13) w ostatnim meczu eliminacji mistrzostw Europy. Zwycięstwo dała bramka Piotra Chrapkowskiego, który trafił na trzy sekundy przed końcową syreną. "Biało-czerwoni" już w środę stracili szansę na awans na przyszłoroczny czempionat Starego Kontynentu.

Od początku spotkania Polacy prezentowali ten sam swobodny i skuteczny styl gry, co w środowym wyjazdowym meczu z Serbią (34-34). Szybka gra w ataku i wykorzystanie różnych wariantów zdobywania bramek dawały spokój w ataku, choć w porównaniu do pojedynku z Serbią biało-czerwoni dołożyli znacznie lepsza grę w defensywie. To dzięki niej Rumunii co rusz gubili piłkę, do tego dochodziły udane interwencje Mateusza Korneckiego, a jego koledzy Raz po raz wychodzili z kontrami. I trzeba przyznać, że ten element wychodził im perfekcyjnie. Z tego elementu gru w pierwszej połowie biało-czerwoni zdobyli aż 11 z 19 bramek zdobytych przed przerwą.

Reklama

Od remisu 4-4 drużyna Piotra Przybeckiego zdobyła 5 goli z rzędu, z których trzy z kontry. Po kwadransie przyszedł przestój, który Rumuni wykorzystali zmniejszając straty do dwóch trafień (10-8 w 19.). Przybecki wziął czas, wymienił dwa ogniwa i czekał na owoce. Gole Antoniego Łangowskiego i Rafała Przybylskiego (po dwa), Jana Czuwary, Kamila Syprzaka i Arkadiusza Moryty pozwoliły kolejne siedem minut wygrać 7-1 i prowadzić najwyżej w meczu - aż 17-9 w 26. minucie. Może trochę za łatwo albo za szybko ta przewaga wzrosła, bo wystarczyły trzy kolejne akcje i rywale znów odrobili trzy bramki ze swojej straty, ale zarówno wynik (19-13 do przerwy), jak i gra biało-czerwonych nie dawały wielkich powodów do niepokoju przed drugą połową.

Po przerwie status quo trwał tylko przez pierwsze minuty, w których już widać było, że polski zespół przestawia się na grę szarpaną, nierówną i niedokładną. Indywidualnymi zrywami jeszcze przez jakiś czas udawało isę utrzymywać bezpieczną, wysoką przewagę ale Rumuni powoli, choć nieubłaganie zmniejszali stratę. W 35. minucie było mieliśmy jeszcze na liczniku +5 goli, w 40. +4, w 43. +3, a w 47. +2. Zanosiło się na emocje, bo przeciwnik też zmienił swój sposób gry. Aktywnie w defensywie z obrońcami wychodzącymi do naszych rozgrywających, co skutecznie psuło polskie schematy ataku pozycyjnego. Sytuację ratowały jeszcze rzuty z drugiej linii w wykonaniu Przybylskiego i Łangowskiego i w 54. minucie nadal udawało się utrzymać przewagę 3-4 bramek. Wtedy jednak obudził się rumuński bramkarz Mihai Popescu, który w ostatnich 180 sekundach obronił dwie świetne akcje Polaków - Syprzaka i Marka Szpery. W ataku z kolei goście byli bezbłędni i trzy razy z rzędu trafił do siatki Sadovia i pół minuty przed końcem był remis 31-31.

Ostatnią akcję Polacy grali na raty, co chwila przerywały ją gwizdki sędziów, dwa razy przymierzał się Chrapkowski, biało-czerwoni szukali rozwiązania sytuacyjnego i w końcu dwie sekundy przed końcem na rzut z biodra zdecydował się Chrapkowski i takim trochę rzutem rozpaczy zapewnił wygraną 32-31.

Gol "Chrapka" i zwycięstwo "jedną na luzie" to symboliczna - miejmy nadzieję - kontynuacja stylu i charakteru reprezentacji z ostatnich 10 lat. Chrapkowski to jeden z dwóch w niedzielnym meczu zawodnik z tzw. starej gwardii (drugi to Przemysław Krajewski), bo w kadrze grał regularnie od 2014 roku zdobywając brązowy medal mistrzostw świata w Katarze w 2015 roku.

Wygrana nie pozwoliła reprezentacji opuścić ostatniego miejsca w 2. grupie eliminacji i na przyszłoroczne Euro do Chorwacji nasz zespół nie pojedzie. Następna impreza, na którą Polacy mogą się zakwalifikować to mistrzostwa świata w 2019 roku w Danii i Niemczech. By tam jednak wystąpić w czerwcu przyszłego roku trzeba będzie wyeliminować w rundzie play off wyżej notowane zespoły. Pary tego etapu losowane powinny być w czasie półfinałów mistrzostw Europy poprzedzających mundial, czyli w styczniu.

lech

Polska - Rumunia 32-31 (19-13)

Polska: Mateusz Kornecki, Adam Morawski - Arkadiusz Moryto 10, Rafał Przybylski 7, Antoni Łangowski 4, Przemysław Krajewski 3, Kamil Syprzak 3, Piotr Chrapkowski 2, Jan Czuwara 2, Michał Potoczny 1, Patryk Walczak, Paweł Genda, Marek Szpera, Adrian Kondratiuk, Ignacy Bąk.

Najwięcej bramek dla Rumunii: Cristian Fenici 5 oraz Chike Osita Onyejekwe i Marius Mocanu po 4.

Sędziowali: Oscar Lopez i Angel Ramirez (Hiszpania). Widzów: 6000.

Eliminacje ME:

Polska - Rumunia 32-31 (19-13)

Białoruś - Serbia 27-27 (13-10)

Tabela:

             M  Z  R  P  bramki  pkt

1. Białoruś  6  3  2  1  177-152  8 - awans

2. Serbia    6  3  2  1  175-173  8 - awans

3. Rumunia   6  2  0  4  151-160  4

4. Polska    6  1  2  3  171-189  4

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje