Reklama

Reklama

El. ME. Polskie piłkarki ręczne przed decydującymi meczami

​Reprezentacja Polski piłkarek ręcznych wchodzi w decydującą fazę kwalifikacji do tegorocznych mistrzostw Europy we Francji. Nasz zespół rozegra dwa ostatnie mecze - w czwartek (19.00) na wyjeździe z Włoszkami i w niedzielę w Koszalinie ze Słowaczkami. Po czterech seriach gier Polki zajmują drugie miejsce w tabeli, które daje awans na mistrzostwa, ale trzecie Słowaczki mają tyle samo punktów.

"Biało-Czerwone" we wcześniejszych spotkaniach z tymi rywalkami nie miały większych kłopotów - pokonały Włoszki 40-13 i Słowaczki 29-20.

Reklama

- Wyniki pokazują, że w zasadzie czeka nas łatwe zadanie, aczkolwiek nie ma nic gorszego niż tego typu podejście. Musimy być skoncentrowani, uważać na to, co robimy, a przede wszystkim solidnie pracować, bo w sporcie zdarzają się różnego rodzaju niespodzianki. Takiej nie chcemy przeżyć, dlatego będziemy oczywiście pracować i koncentrować się by jak najlepiej z tymi rywalami wypaść - mówi w rozmowie z Polskim Radiem trener reprezentacji Leszek Krowicki.

Szkoleniowiec tak scharakteryzował najbliższe rywalki: - Nie ukrywajmy, że Włoszki prezentują niezbyt wysoki europejski poziom. Wywodzą się z klubów, które też niewiele znaczą, chociaż mają w swoim składzie kilka wybitnych indywidualności. Nie obawiam się użyć słowa wybitnych, bowiem ich lewa rozgrywająca Anika Niederwieser gra na co dzień w Thuringer HC, zespole mistrzyń Niemiec, prezentuje dobry poziom i jest groźną egzekutorką. Mają też kilka innych zawodniczek, które potrafią grać w piłkę ręczną, co udowodniły w dwumeczu ze Słowacją, przegrywając po niezmiernie wyrównanej walce (20-21 i 17-20 - red.).

- Staramy się jeszcze nie myśleć o Słowaczkach, choć jako trener oczywiście muszę być przygotowany do tego boju. Analizuję to co robią, jak grają, w jakim składzie wystąpią. To oczywiście teoretycznie lepszy zespół od Włoszek. Bardzo rutynowany, gra w nim kilka piłkarek występujących na co dzień w dobrych zachodnioeuropejskich ligach. Nasze zwycięstwo na wyjeździe na Słowacji bardzo nas ucieszyło, ale z jednej strony było sporym zaskoczeniem - nie tylko dla nas - pozytywnym, ale również niespodzianką dla rywalek. Obu tych zespołów nie możemy zlekceważyć - powiedział trener.

Krowicki podkreśla, że jego zespół czyni postępy, choć jeszcze czeka go wiele wysiłku. - Pracujemy nad taktycznym obliczem i programem, nad elementami mogącymi niwelować silne strony rywali, a równocześnie ułatwiających nam dobre granie. To, co wynika z mojej filozofii handballu - cieszę się, że bardzo poprawiliśmy szybkość grania. Gramy lepiej kontratak, szybki środek, natomiast oczywiście ciągle zauważamy całą masę mankamentów. Chciałbym, żebyśmy jeszcze lepiej, agresywniej grali w obronie. Chciałbym wprowadzić jeszcze kilka kombinacji taktycznych w ataku pozycyjnym, także jest nad czym pracować - podkreślił.

W drużynie pojawiły się dwie debiutantki. - Powołaliśmy je z nadzieją, że wystąpią w jednym bądź dwóch spotkaniach. Natalia Krupa - bramkarka, która różni się nieco stylem gry od tych, które do tej pory testowałem; i Małgorzata Mączka, która rozegrała bardzo udany sezon w Zagłębiu Lubin. Rozgrywająca potrafiąca grać na każdej pozycji, zawodniczka bardzo wszechstronna. Jej warunki fizyczne pozwalają na zdobywanie bramek z drugiej linii. No i dlatego obie panie zostały powołane, bo wyróżniały się na tle pozostałych - ocenia Krowicki.

Dowiedz się więcej na temat: ME w piłce ręcznej mężczyzn | Leszek Krowicki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje