Reklama

Reklama

El. ME: Polska - Białoruś 27-27

Nie udało się polskim piłkarzom ręcznym przedłużyć nadziei na awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Remis 27-27 z Białorusią w Płocku oznacza, że Polacy nie zajmą ani pierwszego, ani drugiego miejsca w grupie, a będące teraz w ich zasięgu trzecie praktycznie jest poza zasięgiem

Nadzieja na awans reprezentacji Polski na przyszłoroczne mistrzostwa Europy w pierwszej połowie jeszcze nie umarła. Ledwo dychała, ale żyła. Bo po pierwszej "Biało-czerwoni" przegrywali 13-15, ale ponieważ spisywali się o niebo lepiej niż trzy dni wcześniej w Mińsku, to przerwa - jak zawsze zresztą - dawała nadzieję na odmianę losów meczu. To, że spisywali się niebo lepiej nie oznacza że było dobrze, bo po prostu w Mińsku był sportowy dramat naszej drużyny. Przegrana dziewięcioma golami 23-32 - bez walki, bez ambicji, bez pomysłu, bez obrony, bez ataku, bez sensu.

Reklama

Dlatego przyjemniej oglądało się "Biało-czerwonych" w pierwszych minutach, gdy byli skuteczni w ataku i nawet nieźle walczyli w obronie. Ciągnął grę Michał Jurecki (wreszcie), obrona pozwoliła wyprowadzić ze dwie kontry (wykorzystane) i do 10 minuty był remis (5-5). A Białorusini dalej grali swoje - to samo co w Mińsku, jakby czas od meczu przespali jak niedźwiedź i obudzili się w Płocku i rozgrywali dalej to samo spotkanie. Co gorsza, nawet im to wychodziło. Nie do zatrzymania był Pukowski, łatwe bramki zdobywał Szyłowicz, a spustoszenie w naszej obronie robił (tak samo jak w Mińsku) potężny kołowy Karalek. Po paru błędach Polaków, ale innych niż w pierwszym meczu, goście wyszli na prowadzenie 1,2-bramkowe. Błędy były inne, bo akcje nawet przyzwoicie rozegrane kończyły się rzutami bronionymi przez białoruskich bramkarzy - w sumie przed przerwą zaliczyli aż osiem udanych interwencji. Właśnie po dwóch kolejnych takich interwencjach Białoruś zwiększyła przewagę do czterech trafień (10-14 w 24. minucie) i zaczynało się robić niewesoło. Na szczęście dobrą zmianę w polskiej bramce Adamowi Malcherowi dał Adam Morawski i kilka razy spektakularnie zatrzymał Białorusinów. Do tego zaczynała mu pomagać obrona i udało się do szatni schodzić ze stratą tylko dwóch trafień. I gdyby nie bramkarze wynik byłby dużo korzystniejszy, więc poziom optymizmu przed drugą połową nieco skoczył.

I utrzymywał się niemal do samego końca, a dokładniej do 59 minuty 55 sekundy, gdy Michał Jurecki źle podał do kołowego i Białorusini przejęli piłkę. Był wtedy remis 27-27 i to była decydująca akcja meczu. Dlaczego "Dzidziuś" wybrał takie rozwiązanie - podanie przez plecy, po koźle, do Kamila Syprzaka, który w dwumeczu z Białorusią, jako kołowy piłkę złapał dwa razy - pozostanie pewnie tajemnicą, bo trudno się spodziewać by wybrany najlepszym zawodnikiem meczu (zasłużenie) Jurecki sam znał odpowiedź.

Ta akcja przekreśliła cały wysiłek tego meczu, i całych eliminacji (choć tutaj akurat tego wysiłku za dużo nie było). W 45. minucie Polacy wyszli na pierwsze (!) w tym meczu prowadzenie, ale błyskawicznie je stracili. Ale i tak w końcówce rzucili na szalę wszystkie siły. Obudził się Krzysztof Łyżwa, obudziła się obrona i swoje dołożył w bramce Morawski (zmienił świetnego zaraz po przerwie Malchera). Nie przeszkodziła nam czerwona kartka (i niebieska) dla Mateusza Kusa w 46. minucie , zasłużona jak mało która. W 57. minucie "Biało-czerwoni" wyszli na dopiero drugie w tym meczu prowadzenie, a zdobywając cztery gole z rzędu wygrywali już dwoma golami. Ale najpierw z karnego Białorusini zdobyli kontaktowego gola, a wyrównali 40 sekund przed końcem po rzucie Kuleszowa.

Mając 40 sekund Polacy połowę z tego czasu rozegrali zanim Tałant Dujszebajew poprosił o czas. Ale ostatnia akcja zakończyła się totalna klapą.

Remis oznacza, że Polacy mogą zająć najwyżej trzecie miejsce, a i to nie zależy tylko od nich. Najlepsza drużyna z trzecich miejsc w ośmiu grupach wywalczy bezpośredni awans, ale szanse na to by byli to "Biało-czerwoni" jest minimalna, bo między innymi zależy to od... Norwegów. W grupie 7. na prowadzeniu na razie są Francuzi i Litwini, którzy mają po 6 punktów, a trzecia jest Norwegia z 4 pkt. Ale Norwegowie mają do rozegrania jeszcze wyjazdowy mecz z najsłabszą w grupie Belgią i we własnej hali z Litwą.

Leszek Salva, Płock

Polska - Białoruś 27-27 (13-15)

Polska: Adam Malcher, Adam Morawski - Przemysław Krajewski 5, Krzysztof Lijewski 1, Paweł Paczkowski 1, Mateusz Jachlewski 1, Marek Daćko 2, Michał Jurecki 5, Kamil Syprzak 1, Michał Daszek 5, Piotr Chrapkowski 2, Krzysztof Łyżwa 2, Karol Bielecki 1, Mateusz Kus 1, Arkadiusz Moryto.

Białoruś: Iwan Mackiewicz, Wiaczeslau Sałdacenka - Iwan Brouka 1, Uladzislau Kulesz 7, Maksym Babiczew 1, Barys Puchouski 9, Dzianis Rutenka, Siarhej Szyłowicz 5, Andrej Jurynok, Maksym Baranau, Artur Karwacki, Aliaksandr Padszywalau, Arcem Karalek 2, Aliaksandr Citou, Arcjom Kułak, Wadym Gajduczenko 2.

Sędziowali: Dalibor Jurinovic i Marko Mrvita (Chorwacja). Kary: Polska - 4, Białoruś 0 - minut. Widzów: 3 700.

Tabela grupy 2. el. ME 2018 (mecze, zwycięstwa, remisy, porażki, bramki, punkty):

1. Serbia 4 3 0 1 114:112 6
2. Białoruś 4 2 1 1 118:103 5
3. Rumunia 4 2 0 2 98:96 4
4. Polska 4 0 1 3 105:124 1

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Polska - Białoruś

Zapis relacji na urządzenia mobilne


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje