Reklama

Reklama

Ekstraklasa piłkarzy ręcznych: Mecz na szczycie tylko o prestiż

"Dla przebiegu dalszej części rozgrywek PGNiG Superligi piłki ręcznej mężczyzn, sobotni mecz na szczycie tabeli, Orlenu Wisły z Vive Targi Kielce nie ma większego znaczenia" - uważa prezes płocczan Andrzej Miszczyński.

"Prawdę mówiąc oprócz prestiżu, wynik spotkania nie ma na nic wpływu, z wyjątkiem dowartościowania zwycięzcy i potwierdzenia, że to co drużyny wypracowały w tym sezonie, idzie we właściwym kierunku" - dodał.

W sobotę 10 listopada o godz. 17.00 w Orlen Arenie w Płocku rozpocznie się spotkanie Superligi, które od kilku tygodni elektryzuje kibiców obu drużyn. Ponad 5 tys. biletów na ten mecz zostało wyprzedanych w ciągu kilku dni, ale najwięcej w kilka minut po uruchomieniu przedsprzedaży.

Hala zostanie zapełniona do ostatniego miejsca, a wejścia będą otwarte od godz. 15.30. Kibice mają przyjść ubrani w barwy Wisły, czyli na niebiesko, a dodatkowo zostaną wyposażeni w odblaskowe opaski, oczywiście w niebieskim kolorze. To w ramach akcji "Bezpieczny kibic" przygotowanej przez klub wspólnie z Komendą Policji w Płocku.

Reklama

Bez wątpienia kibice będą mieli swój spory udział w końcowym wyniku spotkania.

"Naszym celem jest utrzymanie pozycji lidera, czyli w grę wchodzi tylko zwycięstwo lub remis. Na wszystkie pytania o wynik meczu odpowiadamy, że interesuje nas tylko zwycięstwo, choć wiadomo, że parkiet to zweryfikuje. Na tym etapie rozgrywek chodzi tylko o prestiż, ale wiadomo, że jest to także motywacja do dalszej pracy i sprawdzenie formy przed meczem trzeciej rundy Pucharu EHF, w którym płocczanie zagrają 24 listopada z Sungulem Snieżynsk" - wyjaśnił prezes.

Cały Płock czeka na to spotkanie, nie mogą się też doczekać zawodnicy drużyny, także ci, którzy jeszcze nie grali w płocko-kieleckiej "świętej wojnie". Kapitan zespołu Adam Wiśniewski twierdzi, że dla żadnego z nich nie będzie to problem.

"Wiedzą doskonale, co ich czeka. Takie same spotkania mają w swoich krajach, gdzie również są rywale, których pojedynki wzbudzają tak ogromne emocje. Wszyscy nie możemy się doczekać spotkania, oczywiście nastawieni jesteśmy na zwycięstwo, chcemy utrzeć nosa rywalom z Kielc. W ostatnim sezonie to oni byli numerem 1, my nie wygraliśmy z nimi żadnego meczu. Dlatego jesteśmy bojowo nastawieni, oglądamy pojedynki, analizujemy możliwości poszczególnych zawodników i czekamy na starcie oko w oko" - zapewnił skrzydłowy Wisły Płock.

Kapitan drużyny zaprasza kibiców na pojedynek mistrzów z rozwieszonych w całym mieście plakatów. Wcześniej jego podobizna była na wszystkich materiałach reklamowych meczu reprezentacji Polski z Holandią. Jak twierdzi, nie liczył, na ilu plakatach pojawił się do tej pory. "Koledzy śmieją się ze mnie, że jak otworzą lodówkę, to też mnie w niej zobaczą" - powiedział Wiśniewski.

We wtorek dotarło do Płocka dziewięciu piłkarzy, którzy w minionym tygodniu grali w różnych reprezentacjach swoich krajów. Wszyscy "Nafciarze", z wyjątkiem kontuzjowanego Kamila Syprzaka, są zdrowi, wypoczęci i czekają na najważniejszy w tej części sezonu pojedynek.


Dowiedz się więcej na temat: vive targi kielce | Orlen Wisła Płock | Lars Walther

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje