Reklama

Reklama

Ekstraklasa piłkarzy ręcznych. Energa MKS Kalisz w polskim wydaniu

W poprzednim sezonie piłkarze ręczni Energi MKS Kalisz zajęli szóste miejsce, najwyższe w historii występów klubu w ekstraklasie. Nowy trener drużyny z Wielkopolski Tomasz Strząbała nie mówi głośno o celach na kolejny, ale liczy na wynik nie gorszy niż ostatnio.

Strząbała, wieloletni asystent Bogdana Wenty i Tałanta Dujszebajewa w Vive Kielce, w maju został nowym szkoleniowcem kaliszan. Zastąpił on Szweda Patrika Liljestranda, któremu skończył się kontrakt. Strząbała wpisuje się w nową filozofię klubu, który w dobie pandemii i kryzysu ekonomicznego postanowił, by zarówno drużyny piłkarzy ręcznych, jak i siatkarek, będą oparte wyłącznie na krajowych zawodnikach i prowadzone przez polskie sztaby szkoleniowe.

Nowa strategia klubu spowodowała, że pożegnano się m.in. z Białorusinami Kiryłem Kniaziewem oraz Dzianisem Kryckim, Ukraińcem Mykolą Maliarewiczem oraz synem poprzedniego szkoleniowca, bramkarzem Casperem Liljestrandem. W przerwie letniej do MKS-u dołączyli Stanisław Makowiejew (ostatnio Chrobry Głogów), Piotr Krępa (Stal Mielec), Mateusz Kus (Motor Zaporoże), Kacper Adamski (MMTS Kwidzyn), Mateusz Góralski (Orlen Wisła Płock), a po rocznym pobycie w pierwszoligowym Grunwaldzie Poznań wrócił Michał Czerwiński.

Szkoleniowiec jest zadowolony ze wzmocnień, sam zresztą brał udział w doborze nowych graczy.

"Ci zawodnicy, którzy do nas dołączyli, nie trafili do Kalisza przez przypadek. Pracowaliśmy nad tymi transferami od dłuższego czasu. Mam nadzieję, że oni dadzą jakość tej drużynie, na razie staram się poukładać to wszystko" - powiedział.

Kaliszanie 19 lipca rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu. Zespół rozegrał siedem sparingów - z Grupą Azoty Tarnów (18:18), słowackim Tatranem Presov (25:33), Vive Kielce (28:29), Wybrzeżem Gdańsk (25:27), Duklą Praga (28:25) oraz dwa pojedynki z innym czeskim zespołem SKKP Handball Brno (24:19, 25:24).

Opiekun MKS-u cieszy się, że mimo trudnej sytuacji związanej z koronawirusem udało się rozegrać wszystkie zaplanowane spotkania kontrolne.

"Martwiliśmy się, żeby nam granicy słowackiej nie zamknęli, żebyśmy nie musieli przypadkiem przechodzić obowiązkowej kwarantanny po powrocie. Cieszę się, że udało nam się rozegrać mecze z zagranicznymi drużynami, Tatran Presov to ekipa naprawdę z górnej półki. Z Vive Kielce zaliczyliśmy całkiem niezły mecz, mimo, że w tym czasie pracowaliśmy z dużymi obciążeniami. Większość spotkań rozegraliśmy poza Kaliszem, ale w pierwszych czterech kolejkach mamy aż trzy wyjazdy" - tłumaczył Strząbała.

Jak zaznaczył, gra jeszcze jest daleka od ideału, ale dopiero zaczyna wdrażać nową filozofię gry.

"Na pewno zespół nie gra jeszcze tego, co ja bym chciał. To zdecydowanie za wcześnie, bo przecież wspólną pracę zaczęliśmy półtora miesiąca temu. Mamy sześciu nowych zawodników, drużyna cały czas uczy się filozofii, którą chcę narzucić. Mam nadzieję, że to wszystko przyjdzie z czasem. Uczę ich szacunku i respektu do każdego przeciwnika, oni też się uczą nowego podejścia nie tylko do piłki ręcznej, ale i do sportu" - podkreślił.

W poprzednim, skróconym sezonie kaliszanie zajęli szóste miejsce. To najwyższa lokata w krótkiej, trzyletniej historii występów MKS w ekstraklasie. Strząbała zapewnia, że jego zespół będzie walczył od pierwszego do ostatniego meczu, ale nie chce deklarować konkretnych celów.

"Nie będziemy kalkulować, nie jesteśmy zespołem takim jak Vive Kielce czy Wisła Płock, które mogą powiedzieć, że ich interesuje tylko medal. Nas interesuje zaliczyć dobry sezon od pierwszej do ostatniej kolejki. To może być też trudny sezon, w każdej chwili rozgrywki mogą być przerwane. Poziom polskiej ligi podniósł się i wyrównał. Trudno jednoznacznie ocenić, kto będzie na górze tabeli, kto będzie w środku stawki. Ambicje moje i zespołu zawsze idą do góry, postaramy się co najmniej powtórzyć wynik z poprzedniego sezonu" - ocenił.

Strząbała przez większość swojej kariery pracował w Vive jako drugi trener. W sezonie 2018/19 samodzielnie poprowadził MMTS Kwidzyn, z którym zajął czwartą lokatę. Szkoleniowiec nie obawia się nowego wyzwania i presji.

"Dla mnie nie ma to większego znaczenia czy jestem drugim trenerem, czy pierwszym. Zawsze staram się pracować jak najlepiej, przede wszystkim dla zawodników, bo to oni +robią+ wynik. Musi być motywacja, bliski kontakt, zespół ma być jak rodzina, gdzie jeden pójdzie za drugim. Na tym to musi polegać. A presji się nie boję, sam ją sobie stwarzam i biorę na siebie, by odciążyć zawodników" - podsumował trener Energi MKS.

Pierwszy mecz w sezonie 2020/21 kaliszanie rozegrają 6 września w Lubinie z Zagłębiem (początek, godz. 15).

Marcin Pawlicki

Dowiedz się więcej na temat: Energa MKS Kalisz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje