Reklama

Reklama

Daniel Waszkiewicz: Polskie drużyny grały już w finale

Daniel Waszkiewicz przypomniał, że polskie zespoły występowały już w finałach najważniejszych pucharowych rozgrywek piłkarzy ręcznych. On sam miał okazję trzy razy rywalizować o najwyższe trofeum.

"Wtedy rozgrywki pod szyldem Puchar Europy Mistrzów Krajowych miały trochę inną formułę. Walczono systemem pucharowym. Teraz gra się także w grupach, a zwycięzca wyłaniany jest w Final Four. Poza tym obecnie występom Vive Targom Kielce towarzyszy zdecydowanie większe zainteresowanie mediów. O naszych finałowych meczach pisało się wyjątkowo skromnie" - powiedział Waszkiewicz.

Były drugi trener reprezentacji Polski trzy razy miał okazję wystąpić w finałach Pucharu Europy. W 1978 roku w barwach Śląska Wrocław przegrał 22:28 z SC Magdeburg, natomiast w 1986 i 1987 roku jego Wybrzeże Gdańsk uległo odpowiednio Metaloplastice Sabac oraz SKA Mińsk.

Reklama

"W pierwszym finale miałem 21 lat i grałem wtedy na lewym rozegraniu. Nie byłem może zawodnikiem wiodącym, ale wychodziłem w pierwszej "siódemce". Wtedy w Śląsku występowali tak znakomici zawodnicy jak Jerzy Klempel, świetny obrotowy Andrzej Sokołowski, Jacek Moczulski, Bogdan Falęta, Andrzej Kocjan na środku rozegrania, a naszym trenerem był Bogdan Kowalczyk" - przypomniał były reprezentant Polski.

W 1978 roku w finale PEMK był tylko jeden mecz. "Nasz pech polegał na tym, że odbył się on na terenie rywala. Niestety, to mistrzowie NRD jako jedyni zgłosili się wcześniej do organizacji tego spotkania i dlatego mieli w finale dodatkowy atut" - ocenił.

Zdecydowanie najbliżej sukcesu byli piłkarze Wybrzeża w 1986 roku. W pierwszym meczu pokonali Metaloplastikę Sabac 29:24, ale w rewanżu na wyjeździe przegrali 23:30. Rok później gwardziści dwa razy ulegli w finale mistrzowi Związku Radzieckiego, SKA Mińsk 24:32 i 25:30.

"Za pierwszym razem byliśmy w świetnej formie. W półfinale wyeliminowaliśmy PEMK Atletico Madryt i w Gdańsku pokonaliśmy Metaloplastikę. Mistrzowie Jugosławii mieli w składzie wielu światowej klasy zawodników, jak Portner, Vujovic, Isakovic, Mrkonja czy Basic. W rewanżu przyszło nam jednak grać nie tylko przeciwko gospodarzom, ale również wyjątkowo ich faworyzującym sędziom. Tam się działy cuda i w tej rywalizacji byliśmy bez szans. Arbitrzy przyjechali do Sabac tydzień przed meczem i o przypadku nie było mowy. Natomiast co do wyników finałów w 1987 roku nie mieliśmy zastrzeżeń. Na parkiecie, w sportowej walce, zawodnicy SKA Mińsk okazali się lepsi" - wspomniał.

Brązowy medalista mistrzostw świata w 1982 roku podkreślił, że początki Wybrzeża w Pucharze Europy nie były jednak łatwe.

"W sezonie 1984/85 po zdobyciu pierwszego mistrzostwa Polski trafiliśmy w pierwszej rundzie na Duklę Praga. Graliśmy praktycznie w takim składzie jak w późniejszych finałach, ale musieliśmy uznać wyższość mistrzów Czechosłowacji. Przez rok jednak okrzepliśmy, nabraliśmy doświadczenia i kolejne pucharowe starty były dla nas bardzo udane" - zaznaczył.

Waszkiewicz przypomniał również bardzo dobrą organizację wyjazdów Wybrzeża. "Nie tułaliśmy się po Europie rozklekotanym autobusem, tylko lataliśmy generalnie czarterem. Jak-40 był idealnym samolotem na potrzeby drużyny piłki ręcznej" - stwierdził.

W 1987 roku kapitan Wybrzeża wyjechał do Niemiec, gdzie przez trzy lata występował w zespole aktualnego obrońcy trofeum i uczestnika Final Four LM THW Kiel.

"Obecna drużyna jest zdecydowanie silniejsza od zespołu, w którym ja miałem okazję grać. My wtedy raz zostaliśmy wicemistrzami RFN, a teraz THW jest głównym faworytem finałowego turnieju w Kolonii. Ta ekipa ma w składzie znakomitych zawodników i wydaje się być co najmniej krok do przodu przed innymi drużynami" - ocenił.

Do Final Four awansował również zespół Vive Targów prowadzony przez Bogdana Wentę, z którym Waszkiewicz występował razem w Wybrzeżu oraz był jego asystentem w reprezentacji Polski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama