Reklama

Reklama

Bogdan Kowalczyk: Nie podniecajmy się wygraną z Rumunkami

Euforia, łzy radości i odtrąbienie wielkiego sukcesu - w takim nastroju były nasze piłkarki ręczne po niedzielnej wygranej z Rumunkami. Hurraoptymistyczne oceny drużyny Kima Rasmussena tonuje jednak Bogdan Kowalczyk. - To na razie jednorazowy wyskok. Trzeba potwierdzić klasę w meczu z Francuzkami - mówi w rozmowie z INTERIA.PL były trener reprezentacji mężczyzn.

Niedzielne zwycięstwo z Rumunkami było zaskoczeniem. To wyżej notowany od nas rywal, do tego triumf miał miejsce w dramatycznych okolicznościach. Dziewczyny Rasmussena odrobiły z nawiązką czterobramkową stratę z pierwszej połowy i zwyciężyły 31-29. Wygrana to duża sprawa, bo Polki przez ostatnie lata nie zaliczały się do potęg. Dość powiedzieć, że naszej drużyny nie było na żadnej wielkiej imprezie od 2007 roku. Wówczas na mistrzostwach świata "Biało-czerwone" zajęły 11. miejsce. Teraz dla Polek może to być najlepszy start w historii. Do tej pory największym sukcesem było zajęcie 6. lokaty na mundialu w 1978 roku. Teraz już są w czołowej ósemce.

INTERIA.PL: Czy panu też udzielił się hurraoptymizm po wygraniu z Rumunkami?

Reklama

Bogdan Kowalczyk: - Zwycięstwo jest zaskoczeniem, Rumunki są wyżej notowane od nas, więc to niewątpliwie duży sukces. Nasze dziewczyny wygrały, bo postawiły wszystko na jedną kartę. W drugiej połowie zaczęły świetnie grać w obronie, a Małgorzata Gapska zamurowała bramkę. Jej fantastyczne interwencje dały kopa całej drużynie.

Czy w Serbii rodzi nam się zespół podobny do fantastycznej drużyny Bogdana Wenty?

- Bardzo bym sobie tego życzył, ale trzeba poczekać z takimi ocenami. Nie zapominajmy, że szczypiorniści pod wodzą Wenty zdobywali medale na najważniejszych imprezach. Drużyna Rasmussena na razie wygrała jedno ważne spotkanie. Poprzednie zwycięstwa na mistrzostwach to był raczej obowiązek niż wspięcie się na wyżyny. Co nie zmienia faktu, że mamy teraz fajny okres dla żeńskiego szczypiorniaka. Doświadczone zawodniczki okrzepły, do swoją rolę odgrywają młodsze dziewczyny. Stworzyły zespół, który gra lepiej niż przed paroma laty.

Niektórzy już obwołują Rasmussena cudotwórcą, który odmienił obraz naszego szczypiorniaka.

- Tak się zawsze mówi po niespodziewanej wygranej. Zobaczymy, czy ten wynik zostanie potwierdzony w kolejnych spotkaniach. Jeden mecz nie świadczy o podniesionym poziomie. W środę dziewczyny grają z Francuzkami, zwycięstwo byłoby naprawdę dużą rzeczą. W razie przegranej będą musiały, wygrać mecze o miejsca 5-8, aby potwierdzić, że z Rumunkami to nie był jednorazowy wyskok.

W środę mecz z Francuzkami. Wygramy?

- Bardzo bym tego chciał, będzie to jednak piekielnie trudne zadanie. Francja jako kraj postawiła na piłkę ręczną i ma bardzo silne drużyny zarówno mężczyzn jak i kobiet. Do tego w żeńskiej drużynie występuje kilka bardzo silnych fizycznie czarnoskórych zawodniczek. Charakterystycznym elementem jest to, że trener buduje formę zawodniczek dopiero na fazę pucharową. W związku z tym w drugiej części turnieju grają lepiej. Francja to zespół na podobnym poziomie co Norweżki i Hiszpanki, a z nimi w grupie przegraliśmy.

Krzysztof Oliwa

Dowiedz się więcej na temat: Kim Rasmussen | reprezentacja szczypiornistek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje