Reklama

Reklama

Bertus Servaas: Chcemy po raz czwarty zagrać w Final Four Ligi Mistrzów

"Chcemy by PGE Vive po raz czwarty pojechało do Kolonii i zagrało w Final Four Ligi Mistrzów" - powiedział PAP prezes kieleckiego klubu piłkarzy ręcznych Bertus Servaas, który zapewnia, że sytuacja finansowa jest już pod kontrolą.


Wyjazdowym meczem z Veszprem piłkarze ręczni PGE Vive rozpoczynają dziesiąty z rzędu sezon Ligi Mistrzów. Na co stać drużynę, w której doszło do tak wielu zmian?
- Faktycznie budujemy nowy zespół, ale cel pozostaje niezmienny od kilku lat. Walczymy o awans do Final Four. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, ze zastąpienie Karola Bieleckiego, Sławomira Szmala czy Urosa Zormana nie będzie łatwe. To ikony naszego klubu. Ale w ich miejsce przyszli młodzi zawodnicy, głodni sukcesów i gry. Jestem przekonany, że tworząca się nowa drużyna jest w stanie nawiązać do sukcesów swoich wielkich poprzedników.  Wliczając Daniela Dujszebajewa, który wrócił z wypożyczenia z Celje Pivovarna Lasko, do zespołu dołączyło siedmiu, w większości bardzo młodych zawodników. Czy awans do Final Four to nie za wysokie wymagania wobec drużyny, w której doszło do kadrowej rewolucji? 

Reklama

- Oczywiście nie mają takiego obycia międzynarodowego jak Bielecki, Szmal, Zorman czy Manuel Strlek. Ale nie można o nich powiedzieć, że to zawodnicy bez żadnego doświadczenia, może poza Arkadiuszem Moryto czy Władysławem Kuleszem, chociaż oni też mają już za sobą występy w narodowych reprezentacjach. Z kolei Angel Fernandez Perez występował w reprezentacji Hiszpanii, a Arciom Karalek Białorusi. Luka Cindric grał z Vardarem Skopje w dwóch ostatnich Final Four, bramkarz Vladimir Cupara zdobył mistrzostwo Serbii i występował w lidze hiszpańskiej. To nie są anonimowi szczypiorniści.

Dobry nastrój przed sezonem mąci plaga kontuzji w zespole, a rywale w pierwszych spotkaniach Ligi Mistrzów bardzo wymagający - Veszprem, Rhein-Neckar Loewen i Montpellier. O punkty zwłaszcza na początku sezonu może być bardzo trudno>

- Lepiej, że do tych urazów doszło teraz, niż później w decydującej części sezonu. Powoli do drużyny po kontuzjach wracają Cindric i Michał Jurecki. Z czasem sytuacja wróci do normy. Oczywiście jest to pewien problem. W poprzednim sezonie potraciliśmy w pierwszych spotkaniach trochę punktów, co zadecydowało o tym, że zajęliśmy dopiero piąte miejsce w grupie i już w ćwierćfinale trafiliśmy na mistrzów Francji. Ale kontuzje to niestety nieodłączny element tego sportu. Na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Mamy jednak zespół z charakterem, który potrafi walczyć nawet w tak okrojonym składzie.

PGE Vive trafiło do bardzo mocnej grupy. Oprócz Veszprem, Rhein-Neckar Loewen i Montpellier są w niej również słynna Barcelona, Vardar Skopje czy mocniejszy z roku na rok Mieszkow Brześć. Kieleccy fani zgodnie twierdzą, że to "grupa śmierci". 

- Ja nie lubię tego określenia. W Lidze Mistrzów nie ma słabych drużyn. Jest 10-12 zespołów które podobnie jak i my będą walczyć o awans do Final Four. Rywalizacja jest coraz bardziej wyrównana i każdy wynik w takich pojedynkach jest możliwy. Ale to dobrze, że spotykamy się z tak silnymi rywalami. Tylko w starciu z topowymi ekipami możemy nabierać niezbędnego doświadczenia i czynić dalsze postępy. Ale my też przecież nie jesteśmy kopciuszkiem. Dwa lata temu wygraliśmy Ligę Mistrzów, trzy razy graliśmy w Final Four i chcemy tam znaleźć się po raz czwarty.

W ostatnich miesiącach wiele mówiło się o problemach finansowych klubu. Jak pod tym względem wygląda obecnie sytuacja?

- Mamy domknięty budżet na obecny sezon. Tutaj sytuacja jest pod kontrolą. Co prawda +nigdy nie mów nigdy+, ale nie powinniśmy już mieć problemów. Martwi mnie natomiast sezon 2019/20. Potrzebne są nam dodatkowe fundusze. Cały czas jednak ich szukamy, rozmawiamy też ze sponsorami. Będzie nam też potrzebna pomoc lokalnego środowiska. Wszystko powinno się wyjaśnić w ciągu kilku najbliższych miesięcy.  Widać, że te kłopoty finansowe jeszcze scementowały zespół. Zawodnicy i trener Dujszebajew zgodzili się w tym sezonie na obniżkę swoich pensji - to gest, który nie jest chyba w środowisku sportowym codziennością? 

- Dlatego chciałbym im wszystkim jeszcze raz bardzo gorąco podziękować. Przez wiele lat było bardzo dobrze. Teraz, kiedy mamy pewne problemy zawodnicy i trenerzy nie odwrócili się od klubu. Taka postawa jest dla nas budująca, świadczy też o tym, że mamy do siebie duże zaufanie. To jeszcze dodało nam sił do dalszego działania. Wszyscy tworzymy jedną drużynę i dążymy do tego, aby klub był coraz silniejszy i odnosił kolejne sukcesy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje