Berlin w końcu zdobyty. Sensacja w starciu Industrii z mistrzem Niemiec
We wrześniu gracze Füchse Berlin, obecnego lidera grupy A w Lidze Mistrzów, ale też mistrzowie Niemiec, rozbili w Kielcach Industrię w pierwszych 20 minutach, wygrali tamten fragment 18:8. I później spokojnie zdobyli dwa punkty. Dziś w Max-Schmeling-Halle też byli zdecydowanym faworytem, ale przecież Kielczanie już tydzień temu, w starciu z One Veszprem, pokazali, że giganci im niestraszni. Dziś grali momentami fenomenalnie, na kwadrans przed końcem mieli cztery bramki przewagi. A później musieli odrabiać straty, by po dramatycznej końcówce wygrać 33:31. Füchse po raz pierwszy w sezonie przegrało w LM w Berlinie.

Jedenaście miesięcy temu Industria Kielce przegrała we własnej hali z "Lisami" z Berlina sześcioma bramkami, na rewanż do stolicy Niemiec jechała skazana na pożarcie. Stawką był ćwierćfinał Ligi Mistrzów, niemiecki potentat był pewny swego. Już sama obecność Mathiasa Gidsela, najlepszego piłkarza ręcznego na świecie, gwarantowała względne bezpieczeństwo.
Kielczanie mieli problem z zatrzymaniem fenomenalnego Duńczyka, ale świetnie radzili sobie z resztą graczy Füchse. Doszło do tego, że Gidsel niemal samodzielnie utrzymywał gospodarzy przy życiu, w pierwszej połowie zdobył 10 bramek, a kielczanie prowadzili po pół godzinie 24:21. Jeszcze kilka minut przed końcem spotkania mieli zapas czterech trafień, ale tego szalonego tempa i agresywnej gry jednak nie wytrzymali. Skończyło się remisem, który premiował awansem Füchse.
Dziś, 11 miesięcy później, stawka spotkania tych drużyn nie była aż tak wysoka. Berlińczycy nie muszą się martwić o bezpośredni awans do ćwierćfinału - wywalczą go oni i Aalborg. Kielczanie zaś mają już pewną fazę play-off, ale rywalizują jeszcze o wyższe miejsce niż szóste. W tym kontekście kluczowe będą dwa kolejne spotkania: ze Sportingiem Lizbona i w Trondheim z Kolstad.
Liga Mistrzów. Füchse Berlin kontra Industria Kielce. Największe grupowe wyzwanie wicemistrza Polski
Tamto spotkanie z początku kwietnia 2025 roku pokazało jednak, że nawet w starciu z tak znakomitym rywalem Industria nie jest bez szans. Füchse miało słabszą końcówkę roku, przegrało trzy spotkania, w tym to w Norwegii w Lidze Mistrzów. Ale to wciąż jednak zespół gwiazd, aktualny wicelider Bundesligi, najmocniejszych rozgrywek na świecie. I z genialnym Dejanem Milosavljevem w bramce, który latem przeniesie się do... Kielc.
Kielczanie znów zaczęli świetnie - może nie jakoś szczególnie agresywnie w obronie, ale skutecznie. Notowali przechwyty, kontrowali, odskoczyli na 3:1, później na 6:3. I wtedy od razu ciężar gry na siebie wziął Gidsel, momentalnie trzy razy pokonał Klemena Ferlina. W ataku też nie było źle, z ataku postraszył Szymon Sićko, trafiał Daniel Dujszebajew, udało się raz zagrać z Arciomem Karaliokiem na kole, a później z Theo Monarem. Wszechstronność była mocną stroną ekipy Tałanta Dujszebajewa.

W 19. minuce, gdy trener "Lisów" Nicolej Krickau poprosił o przerwę, był remis 8:8. Wtedy wydawało się, że gospodarze powoli łapią już właściwy rytm. A tu tymczasem to Industria zaskoczyła rywala. Jakoś szczególnie nie zaszkodziła nawet kolejna głupkowata prowokacja Dylana Nahiego - Francuz bez piłki uporczywie trzymał na środku boiska Gidsela. I dostał za to dwie minuty.
W bardzo trudnej sytuacji trafił Jorge Maqueda, przy pokazxywanej już grze pasywnej - Industria odskoczyła na 13:10 (25. minuta). A w 29. minucie, w osłabieniu, na 15:11. Skończyło się na 15:13. Nie było mowy o powtórce z września z Kielc, gdy Niemcy po 20 minutach mieli o 10 bramek więcej. I już byli pewni swego.
W tej pierwszej połowie, poza Gidselem, nie było w Füchse zawodnika, który jakoś poważniej sprawiłby problem defensywie Kielc. Duńczyk szalał też po przerwie, ale i Industria miała swojego bohatera. Szymona Sićkę, który szybko popisał się trzema znakomitymi rzutami. Industria pierwszy raz odskoczyła wtedy na cztery trafienia.
I te cztery bramki przewagi Kielczan były kwadrans przed końcem, gdy Alex Dujszebajew "zabawił się" z bramkarzem Lasse Ludwigiem, wkręcił piłkę do bramki obok jego ręki i nogi. Świetnie bronił Ferlin, a atutów goście mieli więcej.

Problemy gości zaczęły się wraz z karą Maquedy, przy stanie 25:22. Niemcy wyszli bardzo wysoko, zaczęli bronić na połowie. I już w 48. minucie był remis 25:25, Gidsel rzucił do pustej bramki przez całe boisko. Wicemistrzowie Polski pogubili się, dopadł ich kryzys. Za moment Duńczyk trafił tak jeszcze raz, na 26:25. Ale już dla "Lisów". Strzelecką niemoc gości przerwał z karnego Piotr Jarosiewicz.
W 55. minucie był remis, za moment gospodarze prowadzili 29:28, gdy kontuzji mięśniowej doznał Alex Dujszebajew. To on w końcówce brał rozgrywanie akcji na siebie. Był wściekły, prawdopodobnie "nawalił" mięsień dwugłowy, to może oznaczać kilka tygodni przerwy.
Industria teraz albo remisowała, albo traciła jedną bramkę. Na trzy minuty przed końcem Jarosiewicz rzucił na 30:30. Teraz już każda akcja była istotna. Nahi bronił przeciwko Gidselowi, ale główne role w ekipie wicelidera Bundesligi brali inni.
Po minucie akcji w końcu z dystansu rzucił Lasse Andersson. Duński mistrz Europy był w tym meczu nieskuteczny, teraz znów zatrzymał go Ferlin. A za moment na 31:30 trafił dla Industrii Michał Olejniczak. Doznał jednak przy tym kontuzji, a Max Darj został na dwie minuty wykluczony.

A później Ferlin jeszcze raz zatrzymał Anderssona, gdy zaś Daniel Dujszebajew rzucił na 32:30, sensacja była już o krok.
Industria pokonała mistrza Niemiec! A "Lisy" po raz pierwszy w tym sezonie przegrały w Lidze Mistrzów w swojej hali.
Dokładny zapis relacji na żywo z meczu Füchse Berlin - Industria Kielce można znaleźć tutaj.
Füchse Berlin - Industria Kielce 31:33 (13:15)
Fuchse: Milosavljev (4/18 - 22 proc.), Ludwig (8/27 - 30 proc.) - Gidsel 10, Grondahl 9 (7/8 z karnych), Lichtlein 5, Prantner 2, Arino 2, Marsenić 2, Andersson 1, Darj, Freihoefer, Pichiri, Langhoff, Herburger, av Teigum.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 7/8.
Industria: Ferlin (10/40 - 25 proc.), Cordalija (0/1 - 0 proc.) - Sićko 6, A. Dujszebajew 4, D. Dujszebajew 4, Olejniczak 3, Monar 3, Jarosiewicz 3 (3/4 z karnych), Kounkoud 2, Karaliok 2, Vlah 2, Nahi 2, Maqueda 1, Moryto 1, Latosiński, Rogulski.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 3/4.
Zobacz również:











