Aż 37 bramek wicemistrza Polski w Lizbonie. Tak odpowiedział im Sporting
Przed tygodniem Industria Kielce dość nieoczekiwanie została liderem grupy A Ligi Mistrzów, gromiąc w swojej hali norweskie Kolstad. I duże były nadzieje związane z drugim spotkaniem w Lizbonie, mimo że mistrz Portugalii ma dużo więcej atutów w ofensywie. Przez kwadrans kielczanie mieli wydarzenia pod swoją kontrolą, później Sporting był już wyraźnie lepszy. I wygrał 41:37 (20:15).

Aleks Vlah w dość krótkim czasie stał się liderem drużyny, Piotr Jarosiewicz znakomicie wykorzystuje rzuty karne, Hassan Kaddah może być odpowiedzią na płaską obronę rywali. Tych trzech zawodników Tałant Dujszebajew miał do dyspozycji tydzień temu, cała trójka nie poleciała zaś do Lizbony. Jarosiewicz się rozchorował, dwóch pozostałych złapało kontuzje, a przecież wciąż gotowy do gry nie jest Dylan Nahi.
Nie można powiedzieć, że skład wicemistrza Polski się posypał, niemniej w zestawieniu ekipy Tałanta Dujszebajewa powstały solidne dziury. Zwłaszcza w ofensywie, co pokazał mecz w Lizbonie.
Sporting w pierwszej kolejce wygrał w Bukareszcie, teraz już realnie mówi się w stolicy Portugalii o historycznym awansie do Final 4. Mieli go na wyciągnięcie ręki już cztery miesiące temu, ale zawalili rewanż z Nantes, zwłaszcza końcówkę. Bracia Costa - Martim i Francisco - są w stanie rozmontować każdą defensywę w Europie, a mają wsparcie innych asów z portugalskiej kadry, choćby Salvadora Salvadora.
W czwartek okazało się, że Martim przeciwko Industrii nie zagra. I to choć częściowo równoważyło ubytki wicemistrza Polski.

Liga Mistrzów. Sporting Lizbona - Industria Kielce. Dobry pierwszy kwadrans gości. A później się wszystko posypało
Ten pierwszy kwadrans rzeczywiście dawał nadzieje, że Lizbonie wicemistrz Polski będzie w stanie sprawić miłą niespodziankę. Bo wygrana osłabionej Industrii taką by była. Świetny początek miał Piotr Jędraszczyk, zdobył dwie bramki, wyrzucił dwóch rywali z karami na ławkę. Goście prowadzili 5:3, do 15. minuty mieli inicjatywę. To nie tak, że ich gra wyglądała bardzo dobrze, niemniej w ataku udawało się kończyć akcje przez obrotowych: Arcioma Karalioka i Theo Monara.
A później Portugalczycy tę opcję praktycznie odcięli. I wtedy zaczęły się spore problemy.
W 17. minucie Sporting objął prowadzenie 11:10, osiem minut później prowadził już 18:12. Co szwankowało? Niemal wszystko. Adam Morawski raz nie dał się pokonać z rzutu karnego, ale z gry miał zerową skuteczność. Podobnie jak i Klemen Ferlin, tak świetny w starciu z Kolstad. W ataku nie było gry skrzydłami, nie było zagrożenia z drugiej linii.
Dodatkowo Sporting, mając świetnego technicznie i szybkiego Francisco Costę, łatwo kreował sytuację. A gdy kielczanie nie wychodzili, sprzed nich rzucał Salvador. Jakby tego było mało, odezwał się brak Jarosiewicza, który trafiał z karnych. Sićko w samej końcówce nie zdołał pokonać Mohameda Aliego - trafił w jego nogę.
Wynik 15:20, na korzyść Sportingu, nie był dla kielczan wcale taki zły.
Doświadczony trener kielczan nie miał więc łatwego zadania w szatni, goście z Polski potrzebowali drastycznego poprawienia swojej gry, by tu w ogóle powalczyć. A na pewno wsparcia bramkarzy.

To drugie miało miejsce, Ferlin rzeczywiście zaczął odbijać pojedyncze piłki. W ataku też było trochę lepiej, Industria kończyła swoje akcje głównie środkiem. Ale szwankowała defensywa. Sporting miał trzy-cztery bramki przewagi, gości przy życiu trzymał Szymon Sićko. Gdy się jednak pomylił dwa razy z rzędu, już było niedobrze.
A jakby tego było mało, jeszcze z czerwoną kartką - w drugim meczu z rzędu, licząc Orlen Superligę - wyleciał Arciom Karaliok.
Sporting wygrywał 28:23, grał w przewadze. I został dwa razy zaskoczony przez Jędraszczyka. Do końca meczu był kwadrans.
Goście potrzebowali lepszej gry w defensywie, tu jednak poprawy nie było żadnej. A z takimi dziurami nie było czego w końcówce szukać. Sporting wygrał to spotkanie Pozytyw? Trzy trafienia debiutanta w Lidze Mistrzów Marcela Latosińskiego.
Za tydzień kielczanie podejmą w Hali Legionów Fuchse Berlin, finalistę ostatniej edycji Ligi Mistrzów. Mecz w czwartek 25 września o godz. 18.45.
Sporting Lizbona - Industria Kielce 41:37 (20:15)
Sporting: Aly (5/21 - 23 proc.), Kristensen (1/22 - 5 proc.) - F. Costa 9 (0/1 z karnych), Salvador 9, Suarez 6, Silva 4, Graca 4, Alvarez 2 (1/1), Gurri 2, Porkelsson 2 (0/1), Berlin 1, Gassama 1, Romero 1, Martinez, Branquinho, Moga.
Kary: 16 minut. Rzuty karne: 1/3.
Industria: Ferlin (4/33 - 12 proc.), Morawski (3/15 -20 proc.) - Sićko 8 (0/1 z karnych), Karaliok 6 (1/1), Monar 6, Jędraszczyk 5, Kounkoud 3 (1/1), Latosiński 3, D. Dujszebajew 2, Olejniczak 1, A. Dujszebajew 1, Moryto 1, Maqueda, Rogulski.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 2/3.












