Reklama

Reklama

​Arkadiusz Moryto dla Interii: Nie biorę pod uwagę czarnego scenariusza

- Cały czas chcemy awansować na mistrzostwa Europy. Mamy na to szanse. Po prostu trzeba wygrać najbliższe dwa mecze - mówi w rozmowie z Interią Arkadiusz Moryto, skrzydłowy reprezentacji Polski i Łomży Vive Kielce.

Zbigniew Czyż, Interia: W dwóch ostatnich meczach eliminacji do mistrzostw Europy ze Słowenią na wyjeździe i z Holandią u siebie nasza reprezentacja nie zdobyła ani jednego punktu. Chyba nie tak to sobie wyobrażaliście?

Arkadiusz Moryto, reprezentant Polski, Łomża Vive Kielce: No tak. Lepiej zagraliśmy w meczu ze Słowenią, trochę nie wtedy kiedy trzeba było. Przegraliśmy nieznacznie ze Słoweńcami, a potem w meczu, który musieliśmy wygrać zaprezentowaliśmy się słabiej. Niestety, nie udało się tego spotkania chociażby zremisować.

Reklama

Jeszcze kilka lat temu na Holandię patrzyliśmy z przymrużeniem oka, a teraz zdołała nas pokonać, i to na naszym parkiecie. Duże rozczarowanie?

- Na pewno taka porażka nas boli. To był bardzo ważny mecz. Przegrywając z Holandią znacznie skomplikowaliśmy sobie sytuację w grupie. Czeka nas jeszcze mecz u siebie ze Słowenią i na wyjeździe z Holandią. Tam będzie jeszcze trudniej niż we Wrocławiu. Zajmujemy obecnie trzecie miejsce, ale musimy wygrać z Holandią, żeby awansować na Euro.

Po wylosowaniu Turcji i Holandii wydawało się, że nasza reprezentacja uzyska awans bez większych problemów, tymczasem jest inaczej. Jak musimy zagrać na początku maja na wyjeździe z Holandią, żeby wygrać to spotkanie?

- W meczu we Wrocławiu zabrakło na pewno kontry, szybkiej gry z naszej strony. W obronie zagraliśmy poprawnie. Holendrzy większej krzywdy w ataku nam nie zrobili. Zabrakło jednak naszego szybkiego wyjścia z obrony do ataku. W ataku pozycyjnym trochę się męczyliśmy.

Brak awansu z takiej grupy byłby bez wątpienia dużym ciosem dla piłki ręcznej w naszym kraju.

- Nie chciałbym za bardzo wybiegać do przodu. My cały czas chcemy awansować. Mamy na to szanse. Po prostu trzeba wygrać najbliższe dwa mecze. Nie zakładam innego scenariusza niż brak awansu na Euro, nie biorę tego pod uwagę.

Reprezentacja Polski cały czas się buduje. W czym tkwią największe rezerwy tej kadry, nad czym musicie najwięcej pracować?

- Przede wszystkim nad atakiem pozycyjnym. W obronie pokazujemy już coraz lepszy poziom. Nawet, gdy mierzymy się z najlepszymi na świecie, to mają problem z naszą defensywą.

Podczas ostatnich mistrzostw świata w Egipcie był pan najskuteczniejszym zawodnikiem reprezentacji Polski, w sześciu meczach zdobył 36 bramek. Brak pana osoby w meczach ze Słowenią i Holandią był odczuwalny. Kiedy Arkadiusz Moryto upora się z kontuzją więzadła rzepki w prawym kolanie?

- Jest już coraz lepiej. Wczoraj odbyłem pierwszy trening z drużyną. Być może w czwartek uda się mi nawet zagrać w półfinale Pucharu Polski z Wisłą Płock.

No właśnie. W czwartek "święta wojna" w Pucharze Polski. W finale tych rozgrywek jest już Grupa Azoty SPR Tarnów. Nie ma co kryć, to zespół z Kielc jest faworytem jutrzejszego półfinału, a potem finału.

- Faworytem pewnie jesteśmy, ale to jeszcze nie powoduje, że na pewno wygramy półfinał. To jest tylko jeden mecz, w którym wszystko się może zdarzyć. Bardzo duże znaczenie będzie mieć dyspozycja dnia. Podchodzimy do tego spotkania jak do małego finału.

Jak bardzo różni się obecne Vive Kielce od drużyny z poprzedniego sezonu?

- W tym sezonie gramy chyba trochę lepiej i bardziej dojrzale. Trudno jest to jednak do końca porównać. Ubiegły sezon nie został dokończony.

A jak w waszym odczuciu obecne rozgrywki różnią się od tych z poprzednich lat?

- Niestety, ale trochę się już przyzwyczailiśmy do gry przy pustych trybunach. To jest smutne. Wiadomo, jak dużo dają nam kibice w Kielcach. Kibice są zresztą bardzo ważni dla wszystkich zespołów i w każdej hali. Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy jak najszybciej.

Na przełomie marca i kwietnia Łomża Vive Kielce zagra z francuskim Nantes w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Będziecie faworytem tej konfrontacji.

- Trochę żałowaliśmy przez kilka dni naszej porażki w ostatnim meczu grupowym z Flensburgiem. Mieliśmy szanse na pierwsze miejsce w grupie i lepsze rozstawienie. Trzeba już jednak o tym zapomnieć. Nasz cel pozostaje taki sam, czyli awans do Final Four. Jeśli chcemy być w gronie czterech najlepszych drużyn Europy, to zespół z Francji musi się obawiać nas, a nie my ich. Powinniśmy mieć nad nimi przewagę psychologiczną. Wiemy, jaki mamy cel na ten sezon. Nieważne z kim zagramy, chcemy wygrywać wszystkie najbliższe mecze.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje