Reklama

Reklama

Andrzej Kraśnicki zrezygnował z funkcji prezesa ZPRP. "Oddałem piłce ręcznej część swojego życia"

- Mam nadzieję, że wybór nowego prezesa Związku Piłki Ręcznej w Polsce będzie decyzją przemyślaną, wiarygodną i że to będzie najlepszy wybór dla tej dyscypliny. Nie wyobrażam sobie, żeby prezesem był ktoś spoza piłki ręcznej - mówi w rozmowie z Interią Andrzej Kraśnicki, były prezes ZPRP, który złożył właśnie rezygnację z pełnienia funkcji po 15 latach.

O swojej rezygnacji Andrzej Kraśnicki poinformował dziś w południe podczas posiedzenia zarządu ZPRP. Tymczasowo jego obowiązki przejmuje I wiceprezes i kierownik biura ZPRP Henryk Szczepański. Na początku marca zarząd ZPRP podejmie decyzje, kiedy odbędą się wybory nowego prezesa. Najprawdopodobniej, będzie to koniec czerwca tego roku. Wyboru dokona Walne Zgromadzenie Wyborcze Delegatów ZPRP.

Zbigniew Czyż, Interia: Był pan szefem Związku Piłki Ręcznej od 2006 roku. Dlaczego przed upływem kadencji, która za kilka miesięcy i tak by się skończyła, postanowił zrezygnować z tej w funkcji?

Reklama

- Andrzej Kraśnicki, prezes Związku Piłki Ręcznej w Polsce: - Ta rezygnacja ma tylko charakter formalny. Zawsze będę związany z dyscypliną, którą kocham i w której reprezentowałem nasz kraj. Jestem w takim miejscu, że wypracowałem fantastyczny zespół. Mogę mu ze spokojem przekazać wszystkie dotychczasowe obowiązki. Jestem przekonany, że piłka ręczna nie ucierpi. Tym bardziej, że zawsze będę ją wspierał, jak tylko będzie to możliwe, także z funkcji, które będą sprawował.

Jakie dla pana było to ponad 15 lat dla w roli prezesa ZPRP?

- To było dla mnie ogromne doświadczenie i szansa na zebranie zespołu, z którym mogłem kierować tą wspaniałą organizacją. Cieszę się, że w tym okresie polska piłka ręczna zmieniła swoje oblicze zarówno, jeśli chodzi o infrastrukturę sportową, stabilność finansową, jak i o wyniki. Często pod uwagę bierze się tylko wyniki, ale nasza działalność było dużo większa. Jeśli chodzi o sukcesy, to przypomnę tylko, że w tym czasie trzy raz stawaliśmy na podium mistrzostw świata jako reprezentacja mężczyzn, kobiety dwukrotnie zajmowały podczas mundialu czwarte miejsca.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

- W piłce ręcznej plażowej zdobyliśmy wicemistrzostwo Europy. Zorganizowaliśmy mistrzostwa Europy, które ocenia się, że do tej pory były najlepszymi na Starym Kontynencie. Uzyskaliśmy prawo do organizacji mistrzostw świata wraz ze Szwecją w 2023 roku. To także organizacja wielu mistrzostw świata i Europy na poziomie młodzieżowym, a także mistrzostw Europy w piłce ręcznej plażowej.

- Wróciliśmy do stabilizacji finansowej, która umożliwiła wszystkim godną pracę.  Utworzyliśmy także ligę zawodową mężczyzn i kobiet. Mógłbym tych naszych sukcesów wymieniać jeszcze bardzo dużo, jak chociażby powstanie w całym ponad 300 ośrodków szkolenia piłki ręcznej oraz zwiększenie liczby Szkół Mistrzostwa Sportowego. Chcę, żeby zmieniła się formuła funkcjonowania tych ośrodków.

Z czego jest pan najbardziej dumny?

- Przede wszystkim z faktu, że zyskałem wielu przyjaciół do realizacji przedsięwzięć na różnych poziomach. Chodzi o współpracę zarówno na szczeblu rządowym, jak i ze sponsorami i partnerami. Niezwykle ważna jest dla nas współpraca z PGNiG, ale też z innymi mniejszymi sponsorami. Dzięki temu polska piłka ręczna ma szansę na dalszy rozwój.

Jest coś, czego jednak nie udało się zrealizować?

- Zawsze marzenia wybiegają poza realizację. Brakuje mi medali olimpijskich. Niewiele do tego zabrakło w Rio de Janeiro. Marzę, abyśmy stanęli na podium podczas igrzysk.

W jakiej kondycji od strony sportowej zostawia pan piłkę ręczną w Polsce następcy?

- Ostatnie mistrzostwa Europy kobiet i mistrzostwa świata mężczyzn pokazały, że podjęcie decyzji o zmianie pokoleniowej w naszych flagowych zespołach, czyli w reprezentacjach to była słuszna decyzja. Mam nadzieję, że moi następcy będą to kontynuowali i że będziemy się mogli cieszyć z kolejnych sukcesów.

Tymczasowo, do momentu wyborów, prezesem ZPRP zostanie Henryk Szczepański. Kogo może pan wskazać jako najbardziej odpowiednią kandydaturę na szefa związku podczas czekających nas wkrótce wyborów?

- Henryk Szczepański kieruje biurem ZPRP. Doskonale oceniam jego działalność, nie mam żadnej obawy, że w okresie przejściowym będzie znakomicie wywiązywał się ze swojej roli. Wyboru nowego prezesa dokona zarząd. Mam nadzieję, że będzie to decyzja przemyślana, wiarygodna i to będzie najlepszy wybór dla tej dyscypliny.

Posiada pan wiedzę, ilu kandydatów będzie się ubiegało o fotel prezesa ZPRP?

- Niestety, na ten moment nic w tej kwestii nie mogę powiedzieć, bo nie wiem.

Następnym prezesem powinien być działacz, były zawodnik, czy może były trener?

- To nie jest akurat najistotniejsze. To musi być osoba mająca zdolności organizacyjne, posiadająca umiejętność współpracy i doświadczenie związane z tą dyscypliną. Taka osoba powinna się wywodzić z tej dyscypliny. Nie wyobrażam sobie, żeby prezesem był ktoś spoza piłki ręcznej.

Niedawno mówił nam pan, że reprezentant Polski musi chcieć walczyć z orzełkiem na piersi. Wraz z Tałantem Dujszebajewem z gry w kadrze zrezygnowało wielu doświadczonych zawodników. Część z nich grała lub gra jednak w dalszym ciągu w klubach. Czy taka właśnie powinna być postawa naszych najlepszych zawodników?

- Nie oceniam tych wyborów, ale ich konsekwencje związek musiał uwzględnić w swoich decyzjach dotyczących zmiany pokoleniowej. Niektórzy mówią, że nastąpiło to za późno, inni, że za wcześnie. Nie jest jednak możliwe, żeby bez żadnych wahań reprezentacja cały czas utrzymywała się na takim samym, wysokim poziomie.

- My nie zrywamy relacji i kontaktów z tymi gwiazdami, które stworzyły potencjał dla piłki ręcznej. W tym miejscu chciałbym powiedzieć, że za swój osobisty sukces uważam utworzenie Wyższej Szkoły Trenerskiej, w której większość członków reprezentacji uzyskała stopień licencjata. Później otrzymali także dalsze kształcenie na AWF we Wrocławiu. Z tej grupy wywodzi się znacząca część naszych trenerów klubowych. Niektórzy, jak Sławomir Szmal czy Bartosz Jurecki, współpracują z kadrą.

Potencjał byłych znakomitych reprezentantów został jednak skutecznie wykorzystany do promocji piłki ręcznej w Polsce?

- To jest kwestia oceny. Cieszę się, że wielu reprezentantów prowadzi kluby i współpracuje z reprezentacją. To wszystko nie jest takie łatwe i oczywiste, ale myślę, że stanowią pewien wzór dla młodzieży. Ten wzór ułatwia nam pozyskiwanie nowych talentów dla dyscypliny.

Z którym selekcjonerem współpracowało się panu najlepiej?

- Każdy selekcjoner wniósł dużo dobrego. Uważam, że wszystkie nazwiska, które w czasie moje kadencji się przewinęły są niezwykle istotne dla rozwoju piłki ręcznej. Nie chciałbym nikogo wyróżnić, wyróżniają ich wyniki, które osiągnęli.

W 2023 roku zorganizujemy razem ze Szwecją turniej finałowy mistrzostw świata. Finał i mecz o brąz odbędą się jednak tylko w Szwecji. Nie powinniśmy czuć z tego powodu jakiegoś niedosytu?

- Szwecja i Hiszpania to są dwa państwa, z którymi współpracowało się mi najlepiej jako prezesowi ZPRP. Ze Szwedami była prosta i dżentelmeńska umowa. Tam gdzie będą lepsze warunki do organizacji finału, to tam się on odbędzie. Cały czas wierzyłem, że finał zostanie zorganizowany w Warszawie, że powstanie odpowiednia hala sportowa. Tak się jednak nie stanie i mecz o złoto rozegrany zostanie w Szwecji. Znaleźliśmy jednak takie rozwiązanie, że najlepsze drużyny zobaczymy w naszym kraju, bo odbędą się u nas półfinały.

Pozostanie pan w jakiś sposób w piłce ręcznej, czy skupi się tylko na pozostałych, swoich wciąż licznych obowiązkach?

- Jestem prezesem PKOl, a piłka ręczna jest częścią ruchu olimpijskiego. Poprzez to, że piłce ręcznej oddałem część swojego życia, to nigdy nie będę chciał się od niej odciąć, ani działać minimalnie na rzecz jej rozwoju. Zawsze będę ją wspierał na miarę swojej pozycji i możliwości.

Rozmawiał Zbigniew Czyż

Reklama

Reklama

Reklama