Reklama

Reklama

Adam Wiśniewski: Jesteśmy w grupie śmierci

- Jesteśmy w grupie śmierci i jeden wygrany mecz może nie wystarczyć do awansu - uważa Adam Wiśniewski, skrzydłowy reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych, która w poniedziałek w Danii od meczu z Serbią rozpocznie rywalizację w mistrzostwach Europy.

"Tu każdy z każdym może wygrać. Nasi grupowi rywale Serbia, Francja i Rosja to utytułowane zespoły i w meczach między nimi możliwe są różne rozwiązania. O wyniku mogą zadecydować dwie, trzy udane akcje" - powiedział Wiśniewski, który wraz z resztą kadry narodowej trenuje na ostatnim zgrupowaniu przed ME w Warszawie. 

Pierwszym rywalem Polaków będą wicemistrzowie Europy Serbowie, którzy przed dwoma laty byli gospodarzami turnieju.

"Z Serbią graliśmy ostatnio kilka razy w ważnych turniejach i zawsze losy spotkania rozstrzygały się w ostatnich sekundach, a o wyniku decydowała jedna udana akcja. To bardzo silny zespół, naszpikowany gwiazdami" - dodał 33-letni szczypiornista Orlenu Wisły Płock.

Reklama

Najtrudniejszym przeciwnikiem wydaje się być Francja, która ma na koncie m.in. dwa tytuły (ostatni w 2010 roku) mistrza Starego Kontynentu.

"Z Francuzami nigdy nie wygraliśmy, ale z drużyny ubyło kilka znakomitości, jak Jerome Fernandez, czy bramkarz Thierry Omeyer, którzy są kontuzjowani. To nam może teoretycznie ułatwić sprawę, ale to jest ekipa, która nawet bez tych zawodników znajduje się na absolutnym topie" - podkreślił.

Podobne kłopoty personalne ma Rosja, która dyktowała warunki w męskiej piłce ręcznej w latach 90.

"Rosjanie wystąpią bez Michaiła Czipurina i Timura Dibirowa, ale pozostają inni świetni zawodnicy, głównie występujących w klubie Czechowskie Miedwiedi, krórzy tworzą wyrównany, bardzo zgrany zespół" - dodał.

Reprezentacja "Biało-czerwonych" w bardzo dobrych nastrojach powróciła do kraju po wygranym turnieju towarzyskim na Węgrzech.

"Po tej imprezie w naszej ekipie panuje fajna atmosfera i z optymizmem czekamy na wyjazd do Aarhus. Co prawda pod koniec pierwszego meczu z Białorusią mieliśmy chwilę przestoju, przez co przegraliśmy, ale już następnego dnia dyktowaliśmy swoje warunki Czechom, a na koniec "odjechaliśmy" zupełnie Węgrom. Trener Michael Biegler był bardzo niezadowolony z naszej gry w tym pierwszym meczu, potem już było coraz lepiej" - podsumował Wiśniewski.

Po znakomitym występie polskich piłkarek ręcznych, które w grudniowych mistrzostwach świata znalazły się w czołowej czwórce, od ich kolegów także oczekuje się podobnego sukcesu.

"Przyznam szczerze, że wcześniej nie śledziłem ze zbyt wielką uwagą, tego co dzieje się w żeńskiej piłce ręcznej. Teraz całymi rodzinami oglądaliśmy w telewizji mecze dziewczyn. Żal, że były czwarte, bo potem pamięta się głównie medalistów. Teraz ciągle słyszę, że nie możemy być gorsi" - powiedział.

Wiśniewski jest w miarę pewny swojego miejsca w reprezentacji, ale na innych pozycjach sprawa już jest bardziej skomplikowana.

"Najprawdopodobniej Przemek Krajewski i ja pojedziemy do Danii. Wcześniej próbowano też innych kolegów, ale wygląda na to, że zostaliśmy my dwaj. Na innych pozycjach trener będzie miał ból głowy, kogo wybrać do szesnastki" - podsumował Wiśniewski.

Mistrzostwa Europy w Danii rozpoczną się 12 stycznia. Dzień później w Aarhus ruszy rywalizacja grupy C, w której występują Polacy.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL