Wściekły trener Polek, później chwila prawdy. Powrót Biało-Czerwonych z dalekiej podróży
Aby zachować szansę na awans do ćwierćfinału mistrzostw świata, Polska bezwzględnie musiała dziś w Rotterdamie z Argentyną wygrać. Gdyby podopieczne Arne Senstada zagrały tak, jak w pierwszej połowie wtorkowego spotkania z Francją, o dwa punkty bylibyśmy spokojni. A gdyby tak jak w drugiej... Aż strach myśleć. Biało-Czerwone zaczęły fatalnie, musiały gonić wicemistrza Ameryki Południowej. I ta pogoń trwała jeszcze w drugiej połowie. Losy meczu rozstrzygnęły się w trzech ostatnich minutach.

Dwa dni temu Polki zagrały fenomenalną pierwszą połowę w starciu z mistrzyniami świata z Francji, a później tragiczną drugą. I przegrały 28:42. Odwrotnie zaś Argentyna - w meczu decydującym o awansie do strefy zasadniczej mundialu przegrywała z Egiptem po 30 minutach 10:11, by drugą część meczu wygrać aż 17:3. Te dwa spotkania wiele mówią o kobiecej piłce ręcznej, gdy nie dotyczy to najlepszych ekip Norwegii, Dani czy Francji. Wszystko może się zdarzyć.
Polki zaczynały drugą część turnieju od starcia z trzecim zespołem grupy E - Argentyna awansowała mimo dwóch porażek. Aby pozostać w grze o ćwierćfinał, nasz zespół bezwzględnie musiał dzisiaj wygrać. A później liczyć na sensację w sobotnim spotkaniu z Holandią.
Tyle że potrzebna była co najmniej przyzwoita gra, a nie taka, jak po przerwie w meczu z Francją. Tymczasem nasz zespół kontynuował to, co wydarzyło się po przerwie dwa dni temu.
Mistrzostwa świata. Pierwszy mecz Polski w Rotterdamie. Wicemistrz Ameryki Południowej rywalem
Polki zaczęły dość przyzwoicie w ataku, ale obrona nie istniała. Już w 9. minucie Arne Senstad poprosił o przerwę - i bynajmniej trudno mu było podczas tej minuty zachować spokój. Polki przegrywały 5:8, a przecież dwa dni temu przez 10 minut mistrzynie świata z Francji pokonały Adriannę Płaczek zaledwie trzy razy. Teraz zaczęła Paulina Wdowiak, nie mogła "zderzyć się" z piłką.
Tyle że było to zwłaszcza efektem błędów defensywy, nieumiejętnej gry przeciwko liderkom drużyny rywalek: Elke Karsten i Malenie Cavo. A te uwielbiają akcje jeden na jeden, gdy obrońca nie dostaje jeszcze pomocy.

Polki dochodziły wicemistrzynie Ameryki Południowej na jedno trafienie - i za chwilę znów działo się coś złego. Próby wyższej obrony, z wyjściem Karoliny Kochaniak, niewiele dawały, bo Argentynki od razu szukały swojej obrotowej. A brakowało też aktywnej defensywy, gdy na siódmy, ósmy metr nabiegała Malena Cavo, rozgrywająca Zagłębia Lubin. No i bramkarki naszej drużyny też niewiele pomagały.
Sytuacja zrobiła się już bardzo zła, po karze dla Darii Michalak Argentynki odskoczyły na 15:12, a jeszcze miały kolejną szansę. Swoje drugie trafienie w tym spotkaniu zaliczyła nawet bramkarka Valentina Menucci, znów rzutem przez całe boisko. Dwukrotnie w tych trudnych chwilach Polki ratowała w bramce Płaczek. A później dwa razy Argentynki zgubiły piłkę.
Polki zaś popełniały takie błędy non stop, trudno oglądało się ich grę. Aż w końcu przyszło przełamanie - po trafieniu Pauliny Uścinowicz. Bramkę zdobyła jeszcze z koła Nikola Głębocka, po 30 minutach Polki przegrywały 14:15. Ten wynik był znacznie lepszy niż gra naszego zespołu.
Zwrot w drugiej połowie meczu Polski z Argentyną. Nie tak od razu. Biało-Czerwone potrzebowały czasu
Niewiele brakowało więc do rywalek, ale zaraz po przerwie Biało-Czerwone nie wykorzystały trzech kolejnych akcji, w których mogły pierwszy raz wyrównać. A później tej sztuki nie dokonała Balsam, rzucając przez całe boisko.
Na szczęście w bramce kapitalnie zaczęła grać Płaczek, ratowała zespół. I to nawet w sytuacjach, gdy dwie jej koleżanki z pola odpoczywały na ławce kar. W końcu Michalak wyrównała na 16:16, niemniej i tak trudno mówić o przełomie w ofensywie.

Niemniej w 41. minucie Polki pierwszy raz objęły prowadzenie w meczu, gdy Kobylińska obsłużyła na kole Głębocką.
Coś zaczęło się zmieniać, jakby Argentynki opadały z sił. Jedynie Karsten wciąż była bardzo groźna, nawet Cavo odbijała się od polskiej defensywy. W 47. minucie Balsam z karnego podwyższyła na 22:19, prawdziwy przełom był już bardzo blisko.
Tyle że gdy do końca zostało dziewięć minut, oba zespoły dzieliło jedno trafienie, a piłkę w ofensywie miały Argentynki. Za moment zaś był już remis, nasze zawodniczki znów straciły piłkę, a jeszcze Aleksandra Olek dostała karę dwóch minut.
Sytuacja zrobiła się zła, ale wtedy z pomocą znów przyszła Płaczek. I Kochaniak w ataku. A w decydującym momencie rzut karny obroniła Paulina Wdowiak. Pożniej trafiły Michalak, Kobylińska i Aleksandra Rosiak, zrobiło się 27:23 w 59. minucie. A to już wystarczyło.

W sobotę Polki zmierzą się z Holandią, kandydatem do medalu, którego będzie wspierać kilka tysięcy kibiców. Tylko zwycięstwo pozwoli marzyć o grze w ćwierćfinale mistrzostw świata.
Minutowy zapis relacji z meczu Argentyna - Polska w Rotterdamie można znaleźć TUTAJ.
Argentyna - Polska 25:28 (15:14)
Argentyna: Menucci 2 (5/26 - 19 proc.), Cerratu (0/7 - 0 proc.) - Karsten 9 (3/4 z karnych), Gavilan 5, Cavo 4, Bono 2, Casasola 1, Camigli 1, Garcia 1, Romero, Molina, Bolling, Dalle, Lang, Frelier, Azcune.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 3/4.
Polska: Wdowiak (2/11 - 18 proc.), Płaczek (10/22 - 45 proc.) - Balsam 6 (4/4 z karnych), Michalak 5, Kochaniak 5, Głębocka 3, Kobylińska 3, Cygan 3, Pankowska 1, Uścinowicz 1, Rosiak 1, Olek, Janas, Nosek, Nocuń.
Kary: 14 minut. Rzuty karne: 4/4.












