Niemiecka maszyna zaskoczyła, zaledwie 23 bramki Norwegii. Złoto rozdane w końcówce
Starcie Norwegii i Niemiec w Ahoy Arenie w Rotterdamie kończyło mistrzostwa świata - turniej świetny w drugiej fazie, pełen emocjonujących spotkań. I taki też był finał, ale w nim defensywa dominowała nad ofensywą. I to było sporym zaskoczeniem, bo przecież Norweżki gromiły wszystkich rywali po kolei, rzucały grubo ponad 30 bramek w każdym meczu. A tu napotkały potężny opór. Dość powiedzieć, że w 54. minucie obie ekipy dzieliło zaledwie jedno trafienie.

Norwegia - dominator, może obok Francji, w ostatnich latach we wszelkich mistrzowskich imprezach. Obecność tej drużyny w finale mistrzostw świata nie była najmniejszym zaskoczeniem, podziw budził styl, w jakim dokonała tego drużyna Ole Gustava Gjekstada. Ten ostatni zastąpił na początku roku legendarnego Thorira Hergeirssona, kontynuuje jego pracę. Dwa lata temu Norweżki przegrały co prawda finał mistrzostw świata z Francją, ale później zdobyły złoto na igrzyskach i w mistrzostwach Europy. Teraz więc mogły skompletować komplet najważniejszych tytułów.
A po drugiej stronie barykady - Niemki. Całkowity "underdog" w tym finale, choć przecież drużyna Markusa Gaugischa dotarła do tego meczu o złoto w niemal równie imponującym stylu. Też bez porażki, grający twardo, nawet bardzo twardo. Mający w bramce świetną Katharinę Filter, ale i mocne zawodniczki w polu. Nie takie gwiazdy jak w ekipie Norwegii, ale przy słabszym dniu faworytek, mogło dojść w Ahoy Arenie do emocjonującego wydarzenia.
I taki scenariusz nastąpił.
Finał mistrzostw świata w Rotterdamie. Norwegia faworytem spotkania z Niemcami
Obie ekipy zaczęły to spotkanie w szalonym tempie, w pierwszych pięciu minutach padło osiem bramek. A później sytuacja się ustabilizowała. Właśnie kapitalna defensywa, skupiona m.in. na Henny Reistad, ale i odcinaniu obrotowej sprawiała ogromny kłopot mistrzyniom olimpijskim. W 8. minucie Xenia Smits wyprowadziła po kontrze Niemki na prowadzenie 6:4, za chwilę było 8:6, a jeszcze drużyna Gaugischa miała kolejne sytuacje.
I tak to już wyglądało - walka pod jedną i drugą bramką, a wynik wciąż bliski remisu.

W 28. minucie Annika Lott przywróciła Niemkom prowadzenie (11:10), jej zespół grał dwie minuty w liczebnej przewadze. To była spora szansa na to, by choć nieznacznie uciec Niemkom w tych ostatnich sekundach przed przerwą
Nie dały, jeszcze tuż przed końcem miały piłkę, a wynik się nie zmieniał. I Alina Grijseels źle dogrywała piłkę na koło, Maren Aardahl nie spudłowała do pustej bramki.
Remis po pierwszej połowie zaskakiwał, ale też Norweżki grały najsłabsze spotkanie w tym turnieju. Jak Francja w piątek przeciwko Niemkom. Trzeba oddać rywalkom, że świetnie broniły między szóstym a dziewiątym metrem, ale Katharina Filter miała zaledwie trzy udane interwencje - choć akurat bardzo efektowne. Tyle że aż siedem razy piłka po rzutach Norweżek nie trafiała w bramkę. I to zaskakiwało.
Drugą część meczu od trafienia zaczęła Henny Reistad. Szło jej w tym spotkaniu jak po grudzie, bo przecież w piątek Hoelnderkom rzuciła przed przerwą aż siedem bramek, mecz skończyła z dziesięcioma. Dziś miała dwa niecelne rzuty przez 30 minut, co dla potencjalnie najlepszej snajperki turnieju (traciła przed tym spotkaniem cztery bramki do Kubanki Loreny Tellez Delgado) musiało być szokiem.
To jednak dzięki niej Norwegia odskoczyła na 14:12, a za chwilę - na 15:12. Była 37. minuta i trener Niemek Markus Gaugisch musiał prosić o czas. Jego drużynie kończyły się powoli pomysły w ataku, a Norweżki nie dawały też okazji do kontr.
Mistrzynie olimpijskie miały świetną okazję, by wyraźnie odskoczyć, ale przeszkodziła w tym... Reistad. Najpierw faulem w ataku, za moment - po wrzutce Mork - trafiła prosto w twarz Filer. I wyleciała z boiska. Gdy zaś wróciła, znów się gubiła. Jakby w podświadomości siedział gdzieś ten tytuł najlepszej snajperki turnieju.
Niemki zaś korzystały, w 47. minucie wyrównały na 17:17, za moment miały piłkę w ataku. Do końca zaś zostało mniej niż 12 minut.
Nikt się chyba jednak nie spodziewał, że ten bój o złoto może być aż tak zacięty.

Nic dziwnego, że trener Gjekstad zareagował przerwą na żądanie. Ustawił akcję w ataku, pokazał informację dotyczącą defensywy. I to zadziałało. Norweżki odskoczyły na 19:17, później na 20:18. Te dwie bramki zdobyła Reistad, w tym momencie została "królową strzelczyń".
Niemki miały dobry moment, by wrócić do tego spotkania. W 55. minucie Filter obroniła karnego Mork, a było tylko 19:20. Nie udało się jednak wyrównać, a bohaterką w ekipie faworytek została skrzydłowa Malin Aune. To jej bramki akcje pozwoliły odskoczyć na 22:19, niespełna trzy minuty przed końcem. I to wystarczyło, Norwegia wygrała 23:20.
I ma komplet tytułów. Po raz piąty została mistrzem świata.
Zapis relacji na żywo z finału Niemcy - Norwegia można znaleźć TUTAJ.
Niemcy - Norwegia 20:23 (11:11)
Niemcy: Filter (6/27 - 22 proc.), Wachter 0/1 (0 proc.) - Grijseels 4, Vogel 4, Leuchter 4, Lott 2, Engel 1, Antl 1, Smits 1, Kuhne 1, Doll 1 (1/1 z karnego), Behrend 1, Steffen, Maidhof, Hauf, von Pereira.
Kary: 4 minut. Rzuty karne: 1/1.
Norwegia: Lunde (14/34 - 41 proc.), Raasok - Reistad 5, T.R. Deila 5, Bakkerud 3, Mork 3 (3/4 z karnych), Wollik 2, Aune 2, Ingstad 2, Ardahl 1, Hovden, Breistol, L.R. Deila, Henriksen, Kristiansen.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/4.













