Niemal 40 minut koncertu Polek, mistrzynie świata zaskoczone. A później już demolka
Tak jak zwycięstwa Polek z Chinami czy Tunezją miały być formalnością, choć nie były, tak pewna wygrana broniących złota Francuzek nad naszym zespołem też powinna być taką formalnością. A nie była. Polki przez ponad 30 minut grały kapitalnie, po pierwszej połowie traciły do faworytek zaledwie jedną bramkę. W samej końcówce różnica umiejętności była już jednak widoczna. I to bardzo widoczna. Obie drużyny awansowały do drugiego etapu, w czwartek Polki zagrają w Rotterdamie z Argentyną.

36:20 z Chinami, dzięki kapitalnemu ostatniemu kwadransowi oraz 29:26 z Tunezją, po fatalnej grze, ale skutecznej samej końcówce - to były dwa wyniki Polek w grupie F mistrzostw świata. Cztery punkty po dwóch kolejkach były obowiązkiem, sprawdzianem dla kadry Arne Senstada powinno być dopiero trzecie starcie: z Francją. Mistrzem świata i wicemistrzem olimpijskim, który mimo absencji - z różnych powodów - pięciu gwiazd, wciąż jest głównym kandydatem do finału.
Bo nawet brak Estelle Nze Minko, Laury Flippes, Chloe Valentini, Grace Zaadi czy Laury Glauser momentalnie jest uzupełniany przez kolejne gwiazdy, choć nieco młodsze.
W tych spotkaniach z Tunezją i Chinami Francuzki rzuciły aż o 51 bramek więcej od rywalek. Świetnie broniły i wyprowadzały kontry: to wystarczyło.
Aby myśleć o rywalizacji z taką drużyną, nasz zespół musiał ograniczyć błędy. I dość długo czynił to perfekcyjnie. "Pękł" dopiero w ostatnim kwadransie.
Francja - Polska w 's-Hertogenbosch w trzecim spotkaniu grupowym. Biało-Czerwone kontra obrońca mistrzowskiego tytułu
Zaczęło się dla Polek idealnie: obrony Adrianny Płaczek, trafienia z dystansu Pauliny Uścinowicz, wreszcie przechwytu w obronie. A te elementy musiały być absolutnie perfekcyjnie, by w ogóle myśleć o nawiązaniu tu walki.
W 6. minucie Polki prowadziły 4:2, trafiła z koła Natalia Pankowska.A to kolejny ważny element, który kompletnie nie funkcjonował w starciu z Tunezją. A jeszcze po kontrze Magda Balsam trafiła za chwilę w poprzeczkę.

Nasz zespół był wszechstronny, we Francji trafiała niemal wyłącznie Lena Grandveau. Tylko ona była w stanie pokonać fenomenalną Płaczek. Przez 10 minut obrończynie tytułu zaskoczyły ją tylko trzy razy, trzykrotnie dokonała tego właśnie środkowa rozgrywająca Metz Handball.
Z czasem mistrzynie świata dorzuciły też kapitalne dogrania na koło do Pauletty Foppy, ale i nasza drużyna grała jak z nut. Nawet w osłabieniu, bo po trafieniu z karnego Magdy Balsam Polska odskoczyła na 10:7. A zdenerwowany trener Francuzek Sebstien Gardilleau poprosił o przerwę.
Przez ponad 20 minut nasz zespół popełnił tylko jeden błąd techniczny, Uścinowicz źle zagrała do koleżanki w ataku. A później coś zaczęło się psuć, rywalki wzmocniły defensywę. I szybko ze stanu 12:9 zrobiło się 12:12. A później 13:14. Senstad musiał robić zmiany, tego wymagała sytuacja i zmęczenie podstawowych reprezentantek Polski. Niestety, to wiązało się ze spadkiem jakości gry drużyny. Wejścia Aleksandry Rosiak czy Natalii Nosek były - delikatnie mówiąc - kiepskie. Dość szybko musiały wrócić więc Uścinowicz i Kobylińska.
Pierwszą połowę Francja wygrała 18:17, świetnie nasz zespół rozegrał ostatnią minutę. I za te 30 minut Polkom należały się wielkie brawa.

Sęk w tym, że taką dyspozycję trzeba jeszcze utrzymać w drugiej połowie, gdy zaczyna już brakować sił. Jeszcze przez kilka minut było dobrze, udało się parę razy wyrównać, jedną interwencję dodała Płaczek.
A później zaczęły się kłopoty. Po pierwsze: obrona 5-1 rywalek stwarzała problemy naszej środkowej. A po drugie: pojawiły się pudła z czystych pozycji, Hatadou Sako obroniła rzuty Michalak i Kobylińskiej. Nie pomogła przerwa dla Senstada, Francja w 39. minucie odskoczyła na 24:20. A za chwilę kary tuż po sobie dostały: Paulina Uścinowicz i Natalia Pankowska.

Do 44. minuty i wyniku 25:28 Polki walczyły dzielnie, tego nie można im odmówić. Senstad próbował różnych rozwiązań, włącznie z grą siedem na sześć. Czasem przynosiło to jakieś efekty, przeważnie nie, ale Francja jednak w tej drugiej połowie miała więcej atutów. Tak w obronie, jak i w ataku.
I szkoda, że w samej końcówce w grze Biało-Czerwonych więcej było błędów niż udanych zagrań. Szkoda tej całej pracy wykonanej przez ponad pół godziny. Gdy w 54. minucie Senstad poprosił o ostatnią przerwę, jego zespół przegrywał 28:37. Rezerwowe zupełnie nie dawały rady. Francja zdobyła osiem ostatnich bramek w tym spotkaniu, wygrała 42:28.
W czwartek Polska zagra w Rotterdamie z Argentyną.
Minutowy zapis ze spotkania Francja - Polska w 's-Hertogenbosch można znaleźć TUTAJ.
Francja - Polska 42:28 (18:17)
Francja: Andre (0/6 - 0 proc.), Sako (8/30 - 27 proc.) - Nocandy 2, Toublanc 2 (1/1 z karnego), Mairot 2, Dury, Sajka 2, Kanor 2, Horacek 4, Jacques, Foppa 7, Granier 6, Ondono 1, Bouktit 1 (1/1), Grandveau 7, Wajoka 6.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 2/2.
Polska: Płaczek (8/40 - 20 proc., Wdowiak (0/4 - 0 proc.), Zima (0/4 - 0 proc.) - Janas, Rosiak, Cygan 3, Balsam 8 (4/4 z karnych), Pankowska 3, Granicka, Nosek, Olek 2, Michalak 2, Kochaniak 5, Uścinowicz 2, Kobylińska 3, Nocuń.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 4/4.











