Kwadrans Polek jak z najgorszego koszmaru. Taki sygnał trafił do mistrzyń świata
Zaledwie dwa dni temu polskie piłkarki ręczne przez ponad 45 minut męczyły się w starciu z Chinkami, ale przyspieszyły na końcu i wysoko wygrały. Podobnego końcowego rozstrzygnięcia można się było spodziewać po dzisiejszym starciu z Tunezją, rozgromioną w piątek przez Francję. Tymczasem nasz zespół przegrywał po kwadransie czterema bramkami, nie prowadził do przerwy. Taki sygnał Polki wysłały mistrzyniom świata, z którymi we wtorek zagrają o pierwsze miejsce.

W piątek Polska pokonała Chiny aż 36:20, ale by ł to wynik trochę mylący. Bardzo słaby zespół z Azji postawił się naszej drużynie, jeszcze w 48. minucie przewaga ekipy Arne Senstada wynosiła sześć bramek. A to łatwo można odrobić. W Maaspoort Arena w 's-Hertogenbosch taki cud się nie stał, Polki w końcówce "zajechały" rywalki kontrami.
A gdy one zeszły z boiska, pojawiły się na nim ekipy Francji i Tunezji. Mistrzynie świata oraz trzeci zespół z Afryki, która jednak w kobiecej piłce ręcznej specjalnie się nie liczy. Tunezja była w stanie stawiać opór przez 11 minut, ale od wyniku 6:6 "Trójkolorowe" uzyskały olbrzymią przewagę. Wygrały 43:18, zostały liderkami grupy F.
Dziś faworyci z Europy "zamienili się" rywalami: Polka grała z Tunezją, Francja - z Chinami. Tu miały być planowe zwycięstwa, a później - we wtorek - bój o pierwsze miejsce w grupie między faworytami. Choć faworytem jest oczywiście Francja, dla ekipy Senstada marzeniem jest nawiązanie walki.
Taki był plan - i w sumie wciąż jest. Niemniej dziś rzeczywistość dość boleśnie zweryfikowała chyba możliwości Polek.
Mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Polska kontra Tunezja w drugiej kolejce w grupie F
Nie da się ukryć, że ten mecz z Tunezją Polki miały po prostu odhaczyć - i szykować się na wtorkowy hit z Francją. Odhaczyć, czyli zagrać spokojnie, bez żadnego ryzyka. Po swojemu, bo chyba nikt nie wątpił, że różnica umiejętności między tymi ekipami jest olbrzymia. Tymczasem od początku można było przecierać oczy ze zdumienia - Biało-Czerwone grały fatalnie, a to i tak łagodne określenie. Potężne dziury na środku obrony, fatalna skuteczność w ataku, błędy nawet liderek drużyny. A Tunezja grała konsekwentnie - i budowała sobie przewagę.
Przez pięć minut nasz zespół nie był w stanie rzucić do bramki, w 11. minucie było już 2:5, gdy trafiła Mouna Jlezi. Jedynie - i to momentami - Adrianna Płaczek spisywała się bez zarzutu, a to wiele świadczy po postawie naszej drużyny. W 15. minucie było już 4:8 - wynik wręcz nieprawdopodobny. Przypomnijmy - Francja wygrała z Tunezją różnicą 25 trafień. Nawet Magdalena Balsam, mająca zwykle niemal idealną skuteczność, spudłowała do pustej bramki, a później nie wykorzystała z karnego.

Później przyszło 10 dobrych minut, z lepszą obroną, ale i wreszcie - kontrami. W 19. minucie Natalia Janas trafiła ze skrzydła na 8:8, w 22. minucie Dagmara Nocuń z kontry dała pierwsze prowadzenie (10:9), w 25. minucie Karolina Kochaniak przedarła się środkiem. I było 12:9.
Wydawało się, że w tym momencie wszystko pójdzie już zgodnie z planem, a Polki powiększą przewagę do pięciu, a w drugiej połowie - dziesięciu bramek.
Tymczasem gdy oba zespoły schodziły do szatni był remis 13:13. A po 10 minutach drugiej części Tunezja wygrywała 18:17.

Druga połowa nie przyniosła bowiem przełomu - nie było żelaznej defensywy Polek, ani dominacji naszej ofensywy nad defensywą reprezentacji z północy Afryki. Dobre momenty w bramce Barbary Zimy i z przodu Magdy Balsam pozwoliły uciec na trzy trafienia, ale za chwilę znów obie drużyny dzieliła tylko jedna bramka. I w 47. minucie Senstad poprosił o przerwę. Na dodatek sędzie z Czarnogóry pozwalały Tunezyjkom na bardzo długie rozgrywanie akcji.
W piątek Francja wygrała tak wysoko, bo po przerwie dobrze broniła i wyprowadzała kontry. A naszej drużynie obu tych elementów brakowało. Doszło do tego, że w 53. minucie Tunezyjki przegrywały tylko 23:24 i miały piłkę w ataku. Polkom trzęsły się ręce, Monika Kobylińska sfaulowała w ataku, Katarzyna Cygan źle dograła do koła. A za moment Kobylińska znów nie pokonała bramkarki rywalek.

Tę niemoc przełamała dopiero Karolina Kochaniak, ale gdy do końca meczu zostały cztery minuty, znów obie ekipy dzieliła... jedna bramka.
W końcówce polską drużynę uratowała Cygan, przynajmniej ona trafiała. I jeszcze udało się trafić z koła, co było dużym wyzwaniem dla Polek. Nasz zespół wygrał 29:26 - niesmak po tym spotkaniu jednak pozostał.
A jeszcze w końcówce z boiska wyleciała z czerwoną kartką Natalia Pankowska, a sfaulowana przez nią obrotowa Tunezji została zniesiona z boiska na noszach. Dużo w tym zdarzeniu było przypadku, podobnie jak i dużo przypadku było w pracy sędziującego to spotkanie duetu z Czarnogóry: Andjeliny Kazanegry i Jeleny Vujacić. W tej sytuacji Pankowskiej należała się co najwyżej zwykła kara dwóch minut.
We wtorek o godz. 21 Polska zagra w 's-Hertogenbosch z Francją.
Minutowy zapis relacji ze spotkania Polska - Tunezja znajduje się TUTAJ.
Polska - Tunezja 29:26 (13:13)
Polska: Płaczek (7/21 - 33 proc.), Zima (2/14 - 14 proc.) - Balsam 7 (4/5 z karnych), Kochaniak 6, Cygan 5, Kobylińska 3, Nocuń 2, Janas 2, Michalak 2, Pankowska 1, Uścinowicz 1, Rosiak, Głębocka, Granicka, Nosek, Olek.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 4/5. Czerwona kartka: Pankowska (59. minuta, faul)
Tunezja: Mkadem (6/27 - 22 proc.), Sfar (4/12 - 33 proc.) - Hachana Ep Kerkeni 8 (2/2 z karnych), Hamrouni 4 (3/3), S. Ben Hassine 3, Mostefaoui 2, Abdalah 2, Jlezi 2, Bouri 2, Belhadj 1, Dhaouadi 1, Rezgui 1, Zelfani, Rmiza, M. Ben Hassine, A. Ben Hassine.
Kary: 6 minut. Rzuty karne: 5/5.












