Dobę przed meczem Polek doszło do sensacji. Półfinalistki olimpijskie w potrzasku
Norwegia, Francja, Dania, Szwecja - te cztery reprezentacje grały w półfinałach tak poprzednich mistrzostw świata, jak i igrzysk olimpijskich. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku do powtórki nie dojdzie i jedna z potęg opuści mundial mocno rozczarowana. A to efekt zaskakującego wyniku w Porsche Arenie w Stuttgarcie - miejscu dla polskich kibiców dość szczególnym. Być może wszystko stanie się jasne już w środę wieczorem.

Wtorek jest dla części drużyn ostatnim dniem rywalizacji w pierwszej fazie mistrzostw świata piłkarek ręcznych, dla części zaś - dniem startu w drugiej. W tej pierwszej grupie jest m.in. reprezentacja Polski - o godz. 21 zmierzy się z broniącą tytułu Francją, zdecydowanymi faworytkami będą jednak rywalki. Co istotne, tak Francja, jak i Polska, już w niedzielę zapewniły sobie grę w drugiej części mistrzostw, jutro więc przeniosą się do Rotterdamu. I ta nasz zespół na pewno będzie jeszcze rywalizował z Austrią i Holandią oraz lepszym z dzisiejszej potyczki Argentyna - Egipt.
W niedzielę i poniedziałek zakończyły się zaś zmagania w niemieckich miastach - tam były cztery inne grupy, po trzy najlepsze zespoły z każdej przeniosą się teraz do Dortmundu. I już dziś zaczną zmagania w głównym etapie.
Jest wielce prawdopodobne, że w środę wieczorem będziemy świadkami rozpaczy jednych z głównych kandydatek do medalu.
Mistrzostwa świata w piłce ręcznej. Hitowy mecz w Stuttgarcie. I szok w Skandynawii
W pierwszej części mundialu nie było zbyt wielu wyrównanych spotkań, na dobrym poziomie. Zwykle aby do takich doszło, muszą grać dwie ekipy z Europy. Jedynym wyjątkiem jest tu właściwie Brazylia - niespodziewany mistrz świata z 2013 roku. Tyle że to było dawno temu, grała inna generacja zawodniczek. Cztery lata temu mistrzynie Ameryki doszły do ćwierćfinału, dwa lata temu zabrakło ich w ósemce.
Teraz trafiły do jednej grupy z Czechami, Szwecją i Kubą, która była dostarczycielem punktów. Jasne stało się, że w kontekście walki o ćwierćfinał kluczowe będą mecze między trzema pierwszymi zespołami, te bezpośrednie. Bo ich wyniki zostaną zabrane do drugiego etapu w Dortmundzie, a tam zagrają choćby z Norwegią, aktualnym mistrzem olimpijskim.
Szwedki bez większych problemów wygrały z Czeszkami 31:23, Brazylia miała zaś tu kłopoty. Przegrywała już po przerwie z tym zespołem 12:17, a jeszcze w 47. minucie - 19:20. I zagrała kapitalnie w końcówce, co powinno być ostrzeżeniem dla Szwecji. Wygrała z Czechami 28:22, zdobyła cztery ostatnie bramki.

W poniedziałek w Stuttgarcie, w tej samej hali, w której Iga Świątek zdobyła dwa tytuły WTA 500 w tenisie, doszło do potyczki Brazylii i Szwecji. Faworytkami były oczywiście te drugie, czwarta drużyna ostatniego mundialu i igrzysk, która meczu o stawkę nie przegrała z "Canarinhos" od wielu lat. Głównie dzięki świetnej postawie bramkarki Johanny Bundsen Szwedki tuż przed przerwą prowadziły 15:11, ale nie dość, że straciły kontuzjowaną liderkę defensywy Annę Lagerquist, to drugiej połowie znów Brazylia zagrała znakomicie. Jak w meczu z Czechami.
Ostatni remis był w 52. minucie (25:25), później prowadziły już tylko szczypiornistki z Ameryki Południowej. Tym razem radzące sobie bez Patricii Matieli z Zagłębia Lubin, która przez kontuzję straciła ten turniej. W końcówce dwóch sytuacji sam na sam ze skrzydła nie wykorzystała Clara Lerby - Szwecja przegrała aż 27:31 (16:15).

Do rywalizacji w Dortmundzie Szwedki przystąpią z dwoma punktami, Dania i Brazylia mają po cztery. W środę o godz. 20.30 dojdzie do hitu Dania - Szwecja, ewentualna przegrana praktycznie odbierze tym drugim szansę na grę w ćwierćfinale. Trudno się bowiem spodziewać, by Brazylijki mogły się potknąć w spotkaniach z Koreą Południową czy Angolą.
Jeśli Szwecja nie znajdzie się w ćwierćfinale, będzie to jej najgorszy występ od 10 lat. I dojdzie do zmiany w najlepszej czwórce, którą ostatnio tworzyły także: Norwegia, Dania i Francja.
- Brazylia nie wygrała z klasową drużyną od dziewięciu lat. A teraz wygrała. Można chyba powiedzieć, że Szwecja osiągnęła szczyt formy półtora roku temu - napisał Johan Flinck na łamach Aftobladet. I nawiązał do półfinału igrzysk, w którym Szwedki, przy remisie, miały ostatnią akcję w regulaminowym czasie w starciu z Francją. A przegrały po dogrywce i zostały bez medalu.











