Świetny Wolff, brutalni Niemcy. Dwie czerwone kartki w grze o złoto. Nowy mistrz
Duńczycy od lat są potęgą w męskim handballu, wygrali cztery ostatnie mundiale, są aktualnym mistrzem olimpijskim. Tyle że w kontynentalnych zmaganiach, najtrudniejszych, nie potrafili pokazać tej wyższości od 2021 roku. A teraz do walki stanęli Niemcy, u których też coraz większe znaczenie ma młode pokolenie. I choć kapitalnie bronił w tym finale Andreas Wolff, to jednak lepiej prezentowali się w tej grze o złoto Duńczycy. Wygrali 34:27, po świetnej końcówce.

Dwa lata temu w półfinale mistrzostw Europy Dania pokonała Niemcy 29:26 - w Lanxess Arenie w Kolonii, miejscu kultowym dla piłki ręcznej. Bo to tam w czerwcu odbywają się finałowe zmagania w Lidze Mistrzów, w których głównymi aktorami w ostatnich latach byli oczywiście uczestnicy dzisiejszego finału.
Później doszło do potyczki tych ekip w olimpijskim finale w Paryżu - Dania okazała się bezlitosna, obnażyła wszystkie braki Niemiec - rozbiła ich 39:26. Sezon 2025? Starcie w mistrzostwach świata, w fazie zasadniczej - i triumf Danii 40:30, choć obie ekipy awansowały dalej.
Wreszcie sześć dni temu znów doszło do potyczki ekipy Nikolaja Jacobsena oraz Alfreda Gislasona. Duńczycy mieli już wtedy jedną porażkę w tabeli, z Portugalią, Niemcy zaś - komplet punktów. To było arcyważne starcie w Herning, Gislason miał jednak świadomość, że jeśli nie uda się wygrać z Danią, to zostaje mu jeszcze spotkanie z Francją. I skupił się na tym drugim, dał odpocząć podstawowym skrzydłowym, Andreasa Wolffa wpuścił dopiero na końcówkę. Dania wygrała wtedy 31:26, znów jednak obie ekipy cieszyły się z miejsca w fazie pucharowej.
I zawędrowały do finału, w którym Dania mogła napisać nową historię.
Mistrzostwa Europy piłkarzy ręcznych. Dania kontra Niemcy w grze o złoto
Duńczycy to potęga w męskim handballu, tak jak Norwegia w kobiecym. Wygrali cztery ostatnie mundiale, są mistrzami olimpijskimi, w tych turniejach czterolecia też zwykle grają o złoto. Ale mistrzostwa Europy tu jakoś się nie wpasowały. Czekają na złoto od 14 lat, tamten pojedynek z Serbii - z dzisiejszego składu - pamiętał tylko Rasmus Lauge. I to oni byli faworytami, choć akurat teraz dopadł ich ogromny pech.

Duńczycy już w trakcie turnieju mieli problem z obrotowymi, w kadrze Nikolaja Jacobsena zostało tylko dwóch zdrowych z czterech. Za to te największe gwiazdy: Simon Hald i Magnus Saugstrup. Tyle że ten pierwszy w półfinale z Islandią uderzył się w głowę, źle się poczuł, odwieziono go do szpitala. I dziś znalazł się tylko na trybunach, o grze nie było mowy.
A to nie tylko sprawa gry na linii szóstego metra w ataku, ale przede wszystkim - środka obrony. Saugstrup musiał więc podwójnie czuwać, by unikać kar. Może dlatego w pierwszej połowie grał pasywnie, a Juri Knorr czy Julian Köster wykorzystywali to i trafiali z drugiej linii.
Trudno było się spodziewać, by któraś z drużyn szybko tu odskoczyła. Duńczycy aż tak nie imponowali w tym turnieju jak w poprzednich latach, a i Niemcy mają coraz lepsze pokolenie. Nie minął kwadrans, a sytuacja Niemiec poważnie skomplikowała się. Mathias Gidsel szybko ruszył z piłką z prawego rozegrania do środka, Tom Kiesler mocno uderzył go w twarz. Sędziowie z Czarnogóry obejrzeli zapis faulu, od razu wyrzucili obrońcę Gummersbachu z boiska z czerwoną kartką.
To działo się przy wyniku 8:7 dla Danii, za moment było już 10:7. Koncertowo grał w ataku Simon Pytlick, ale sygnał Niemcom dał oczywiście Andreas Wolff, broniąc rzut karny Emila Jakobsena. A później jego zespół wyrównał - na 13:13 i 14:14.

W końcóce Duńczycy znów byli nieco lepsi. Zmiana w bramce Emila Nielsena (miał 5 obron) na Kevina Møllera była zaskakująca, ale okazała się strzałem w dziesiątkę. 36-latek zaczął bronić kapitalnie, zatrzymał rzut Köstera, później Knorra, wreszcie ze skrzydła Lukasa Zerbe. Wolff odpowiedział tym samym, imponowała parada w sytuacji sam na sam z Pytlickiem. Ale to Dania jednak prowadziła 18:16.
Można się było spodziewać, że zespół Gislasona tak tego nie zostawi. I nie powtórzy błędu z poniedziałku, gdy sprawę zawalił na początku drugiej połowy. Teraz Niemcy zaczęli tę część gry lepiej, kapitalnie bronił Wolff. I wkrótce zrobiło się 19:19. Czyżby przełom? Nic z tego.
Duńczycy pokazali, że nawet jak wypadają ze składu podstawowi obrońcy, to defensywa może pracować niemal bezbłędnie. Gospodarze finału cudownie przesuwali, ograniczali możliwości Niemców gry z obrotowym czy skrzydłowymi. A z dystansu zaczęły się pojawiać problemy. Tym głównym dla Niemców był Kevin Møller, w kwadrans po przerwie zaliczył pięć kolejnych interwencji.

Duńczycy odskoczyli na 24:21 (43. minuta), mieli piłkę. I ją zgubili. Za za chwilę było 26:22 (47. minuta), gdy Pytlick znów stanął oko w oko z Wolffem. I były bramkarz Industrii ten pojedynek wygrał. Co z tego, skoro jego koledzy w ofensywie popełniali już koszmarne pomyłki. Gislason podjął się już pełnego ryzyka, od 48. minuty jego zespół grał siódemką w ataku, bez bramkarza.
I to chwilowo dało efekt - Grgić zmniejszy straty do dwóch trafień. To już było coś, ale Dania nie zmarnowała jednak całej przewagi. Miała kontrolę, mimo świetnej postawy Wolffa. A w 56. minucie do bramki wrócił Nielsen - na rzut karny Nilsa Lichtleina. I odbił tę piłkę, za moment mistrzowie świata prowadzili po dwóch bramkach 31:27. A jeszcze nie wytrzymał Jannik Kohlbacher, mistrz Europy sprzed 10 lat z Krakowa. Huknął łokciem w twarz, w ataku, Madsa Hoxera - on też zobaczył czerwoną kartkę.
I już nie było szans na odwrócenie losów złota w ostatnich czterech minutach.
Dania wygrała 34:27 - i ma już komplet. Jest mistrzem Europy, mistrzem świata i mistrzem olimpijskim.
Pełny zapis relacji "na żywo" z finału mistrzostw Europy Dania - Niemcy można znaleźć TUTAJ.
Dania - Niemcy 34:27 (18:16)
Dania: Nielsen (7/19 - 37 proc.), K. Møller (8/23 - 35 proc.) - Pytlick 8, Gidsel 7, Hansen 7 (4/4 z karnych), Arnoldsen 5, Jakobsen 3 (0/1), Kirkeløkke 2, Saugstrup 1, Hoxer 1, Landin, Lauge, Mensah, Andersson, Svane, L. Møller.
Kary: 6 minut. Rzuty karne: 4/5.
Niemcy: Wolff (14/45 - 31 proc.), Späth (0/2 - 0 proc.) - Golla 5, Knorr 5, Grgić 5, Köster 4, Lichtlein 2 (1/2 z karnych), Zerbe 2, Uščins 2, Semper 1, Mertens 1, Schluroff, Langhoff, Kiesler, Dahmke, Kohlbacher.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 1/2.
Czerwone kartki: Kiesler (14. minuta), Kohlbacher (57. minuta)












