Rzut "à la Siódmiak" po zwycięstwo. Koszmar Szwedów, radość pogromców Polaków
Rywalizacja w fazie zasadniczej mistrzostw Europy dobiegnie końca już w środę, a wciąż znamy tylko jednego półfinalistę. Mało tego, w grupie II wszystko we wtorek stanęło na głowie. Najpierw fatalne nastroje mieli Islandczycy, bo tylko zremisowali ze Szwajcarią. Później Słoweńcy, bo porażka z Chorwacją praktycznie zamyka im drogę do strefy medalowej. A na końcu Szwedzi, którzy wypuścili z rąk olbrzymią szansę. I w środę, gdy przystąpią do meczu ze Szwajcarią, nastroje w Malmö Arena mogą być żałobne.

W latach parzystych piłkarze ręczni grają mistrzostwa Europy, w nieparzystych - mistrzostwa świata. W tych ostatnich rywalizacja na całego zaczyna się w ostatnim tygodniu, wcześniej co drugie spotkanie jest jednostronne. W turnieju dla najlepszych drużyn naszego kontynentu już po kilku dniach połowa ekip wysyłana jest do domu. A ta druga połowa gra fazę zasadniczą turnieju - ona trwa dłużej niż ta pierwsza.
I całe szczęście, bo zmagania najlepszych ekip są w tym roku doskonałe. Nie ma już zespołu niepokonanego, na dzień przed końcem znamy tylko jednego półfinalistę - są nim Duńczycy. Trudno jednak opisać to, jak zmianie się sytuacja w grupie II, która swoje spotkania rozgrywa w Malmö. Wydawało się bowiem, że wszystko idzie po myśli Szwedów. A na końcu gracze "Trzech Koron" mogą zostać z niczym.
A wystarczyło, by ich bramkarz - jak Artur Siódmiak - trafił przez całe boisko do pustej bramki, na pięć sekund przed końcem. Mowa o Andreasie Paliczce - golkiperze znakomitym, przez lata broniącym w PSG, a od nowego sezonu: w Fusche Berlin.
I w 19. rocznicę, co do dnia, rzutu Polaka ze starcia z Norwegią, dającego na półfinał MŚ, on się pomylił. Korki od szampanów wystrzeliły wtedy chyba we wszystkich domach na Islandii.
Szwajcaria - Islandia 38:38 (19:19). Zmarnowana szansa "Wyspiarzy". 30 sekund na ostatnią akcję
Niedzielna bardzo wyraźna wygrana Islandii ze Szwecją sprawiła, że Islandia znów wszystkie karty miała w swoim ręku. Wystarczyło tylko, by dziś w Malmö zdołała pokonać mającą chyba najsłabszy skład w tej grupie Szwajcarię. A ta już nie posiadała szans na awans do strefy medalowej, sukcesem drużyny Andy'ego Schmida było samo miejsce w gronie 12 najlepszych ekip Europy, kosztem Wysp Owczych.

Tymczasem Szwajcarzy pokazali, że poziomem nie odstają od rywali, zagrali kolejne dobre, a momentami nawet bardzo dobre spotkanie. To oni niemal przez cały czas mieli inicjatywę, a Islandczycy bili głową w mur. Kiepsko bronili, długo nie pomagał Viktor Hallgrimsson. I nic nie zapowiadało, że w końcówce to się może zmienić. Jeszcze w 50. minucie Szwajcarzy mieli trzy bramki zapasu (33:30), w 58. - dwie (36:34). Problemy pojawiły się wtedy, gdy najpierw Lukas Laube, a po nim Lenny Rubin dostali kary dwóch minut.
Grając w przewadze Islandii udało się zdobyć dwie bramki z rzędu - Ellidi Vidarsson wyrównał na półtorej minuty przed końcem. Było jasne, że Szwajcarzy nie zdołają grać do końca meczu, sędziowie by na to nie pozwolili. Schmid miał jeszcze przerwę na żądanie, wykorzystał ją. Ale i to nie pomogło - świetnie grający w tym spotkaniu skrzydłowy Noam Leopold pogubił się, popełnił faul w ataku.
Teraz Islandczycy mieli 40 sekund na decydującą akcję, która otwierałaby im sytuację w kontekście awansu do półfinału bez oglądania się na innych. A po czasie dla ich trenera, 30 sekund. I zmarnowali ją, mecz skończył się remisem. Musieli czekać na to, co wydarzy się w kolejnych spotkaniach. Zwłaszcza na wynik Szwedów, bo ich wygrana byłaby dla nich spełnieniem koszmarnych snów.
Słowenia - Chorwacja 25:29 (11:14). Zaskakujący lider chorwackiej ofensywy. Niedawny mistrz Polski
Słoweńcy, mimo potężnych osłabień, są rewelacją tych mistrzostw Europy, bo chyba nikt się nie spodziewał, że bez wielu kontuzjowanych gwiazd będą w stanie walczyć o półfinał. A przecież Uros Zorman nie ma tu m.in. czterech podstawowych zawodników z Kielc i Płocka (Mitja Janc, Miha Zarabec, Aleks Vlah, Klemen Ferlin). Tyle że to kluczowe spotkanie jego podopieczni grali dzisiaj - z wicemistrzem świata. I zderzyli się ze znakomitą chorwacką obroną, kierowaną przez Leona Susnję.
Chorwacja od początku miała wszystko pod kontrolą, mimo że dziś zawodziły jej największe strzelby: Zvonimir Srna (1/7) i Ivan Martinović (3/10). Tyle że był w stanie w decydujących momentach zastąpić ten, który pogodził się z rolą rezerwowego.
Mowa o byłym asie Orlenu Wisły Płock - Tin Lučin trafiał jak na zawołanie właśnie wtedy, gdy było to potrzebne drużynie. Czyli w ostatnim kwadransie, wtedy zdobył pięć bramek. Bo choć Słoweńcy od początku meczu nie remisowali ani razu, to w końcu zdołali wyrównać. Kristjan Horžen najpierw trafił na 18:18 w 42. minucie, a później na 19:19 kilkadziesiąt sekund później.

Chorwacja jednak odskoczyła, choć w 55. minucie obie ekipy wciąż dzieliło tylko jedno trafienie. Duet Lučin - Dominik Kuzmanović zamknął jednak sprawę. Temu drugiego nic w bramce nie szło, aż w końcu odbił trzy ważne piłki. Chorwaci odskoczyli na pięć bramek, w środę do awansu wystarczy im tylko wygrana z Węgrami.
A Słowenia musi liczyć na to, że sama ogra Islandię, a później Szwedzi przegrają ze Szwajcarią.
Szwecja - Węgry 32:32 (14:16). Kluczowe ostatnie 10 sekund meczu. Remis, rzuty z obu stron
Węgrzy nie mieli już szans na awans do strefy medalowej, z trzech spotkań zaliczanych do tabeli, jedno zremisowali, a dwa minimalnie przegrali. Pogromcy Polaków nie grali źle, ale w wyrównanych starciach brakowało im szczęścia. Tak jak i we wtorek.
To Szwecja była faworytem, to ona potrzebowała zwycięstwa, by w ostatnim dniu wszystko mieć w swoich rękach. Tymczasem nie potrafiła uzyskać bezpiecznej przewagi, Węgrzy nie bali się siłowej walki. Mało tego, Gergo Fazekas z każdą minutą wyrastał na bohatera.
W samej końcówce coś się jednak zmieniło, w 55, minucie gospodarze ograli Miklosa Rostę, Albin Lagergren dał im prowadzenie. Za chwilę Rosta nie trafił z koła, a Hampus Wanne ze skrzydła rzucił na 30:28. Szwedzcy kibice wiwatowali. Akle za wcześnie.
Cały ciężar gry na siebie brał Fazekas, lider Orlenu Wisły Płock. Asystował, ale i "wywalczył" karę dla Oscara Bergendahla. Na niecałe cztery minuty przed końcem znów był remis (30:30), Szwedzi grali w osłabieniu. Mało tego, Adrian Sipos trafił w 58. minucie na 31:30.

Na niecałe dwie minuty przed końcem to jednak Węgier Andrej Pergel dostał karę, a Szwedzi wyrównali. Ich remis nie satysfakcjonował, byliby zależni od wyników Islandii i Chorwacji. A tymczasem Rosta znów trafił z koła, przepchnął się, rzucił na 32:31. Zostało 50 sekund.
Szwedzi wyrównali bardzo szybko, ale to im nie wystarczało. Piłkę mieli Węgrzy, ciężko im było jednak stworzyć sytuację. Aż wreszcie Fazekas podał do Szity, ten wskoczył do koła z prawego rozegrania. Ale jego rzut obronił Palicka.
Sytuacja była kontrowersyjna, niemieccy sędziowie odgwizdali faul ofensywny na Hampusie Wanne, choć Szwed miał pięty w polu bramkowym. Palicka przejął piłkę, zostało pięć sekund, gdy oddawał rzut przez całe boisko do pustej bramki, bo Kristian Palasics dopiero do niej wracał. Doświadczony bramkarz się jednak pomylił o metr, wściekły uderzył w poprzeczkę.
Niemieccy sędziowie jeszcze analizowali, czy Węgrom należał się rzut karny, który mógł dać im zwycięstwo. I chyba powinni go dostać. Uznali jednak, że Wanne był ustawiony poprawnie. I zakończyli spotkanie.

Szwedzi w środę zagrają ostatnie spotkanie ze Szwajcarią. Jeśli jednak wcześniej Islandia wygra ze Słowenią, a Chorwacja z Węgrami - oni na pewno do półfinału nie awansują. Nawet jeśli wygrają. Bo przegrali bezpośrednie starcie z Islandią.
- Szwajcaria - Islandia 38:38 (19:19)
- Słowenia - Chorwacja 25:29 (11:14)
- Szwecja - Węgry 32:32 (14:16)
- 1. Chorwacja - 4 mecze, 6 punktów - 112:111
- 2. Islandia - 4 mecze, 5 punktów - 126:118
- ---------
- 3. Szwecja - 4 mecze, 5 punktów - 127:122
- 4. Słowenia - 4 mecze, 4 punkty - 129:131
- 5. Węgry - 4 mecze - 2 punkty - 116:120
- 6. Szwajcaria - 4 mecze, 2 punkty - 126:133
- godz. 15.30: Słowenia - Islandia
- godz. 18.00: Chorwacja - Węgry
- godz. 20.30: Szwajcaria - Szwecja













