Niemcy zdemolowani w 10 minut, sensacja z udziałem Francji. Pierwszy półfinalista
W sobotę Niemcy nie mogli nachwalić się Andreasa Wolffa, który zagrał wybitne spotkanie z Norwegią, przybliżając zespół do strefy medalowej. By dziś przez ponad 50 minut z ławki patrzeć, jak drużyna przegrywa z Danią. Jeszcze lepiej dwa dni temu zaprezentowali się Francuzi, rozbili w pył Portugalię. By teraz ulec ostatniej w tabeli Hiszpanii. Jeszcze ciekawiej było w starciu Portugalii i Norwegii, nikt tam nie kończył zadowolony. Na kolejkę przed końcem zmagań w grupie I ME poznaliśmy pierwszego półfinalistę.

Mistrzostwa Europy wkroczyły w decydującą fazę z przytupem - w najbliższą niedzielę poznamy starego (Francja) lub nowego mistrza kontynentu. Do dziś nie znaliśmy żadnego półfinalisty, sytuacja w obu grupach była - i w sumie wciąż jest - bardzo zagmatwana. W tej teoretycznie mocniejszej, w Herning, co jedno spotkania zaskakiwało dziś bardziej.
Jeden ze scenariuszy zakładał, że poznamy dziś półfinalistę, tu szansę mieli przede wszystkim Niemcy. Uzyskaliby taki status, gdyby w ostatnim spotkaniu dnia ograli Danię. Ta ostatnia, główny faworyt, potrzebowała kilku sprzyjających rozwiązań, aby nie czekać na środowe starcie z Norwegią, kończące fazę grupową.
I to jej plany w całości się spełniły.
Norwegia - Portugalia. Fatalny wynik dla obu zespołów. Pozostało czekanie na potwierdzenie końca marzeń
Najpierw bowiem swoje spotkanie zagrały ekipy Norwegii i Portugalii - obie miały po dwa punkty, tylko zwycięstwo realnie przedłużało szansę na półfinał. Przed przerwą lepsze wrażenie sprawiała Norwegia, tak było jeszcze w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Tyle że Portugalia miała dzisiaj asa w rękawie - i nie był to żaden z braci Costa. Piłki trafiały na koło, tam wybitną robotę wykonywał Luis Frade. Obrotowy Barcelony trafiał raz za razem, w całym meczu zdobył 11 bramek. Mimo że nie rzuca karnych.
W 50. minucie Portugalia odskoczyła na 31:28, już wydawało się, że zdołała "złamać" Norwegów. A tak się nie stało, trzy minuty później August Pedersen wyrównał.

Końcówkę Portugalczycy zagrali jednak źle, w 58. minucie Kiko Costa zmarnował karnego, za moment Frade dostał karę, a Pedersen rzucił na 34:34. Gdy do końca zostało 80 sekund, wciąż był remis - 35:35. I najpierw swoją akcję zepsuli Portugalczycy, a po nich - nie zdołał rzutu na bramkę zamienić Simen Lyse.
Remis sprawił, że jedni i drudzy stracili już szansę na półfinał. Choć to okazało się dopiero pod koniec dnia.
Hiszpania - Francja. Sensacja, a to mało powiedziane. Obrońca tytułu zaskoczony
Później do boju ruszyli Francuzi i Hiszpanie - tu faworyta było wskazać dość łatwo. Dwa dni temu Francja rozbiła Portugalię, tylko w pierwszej połowie rzuciła jej 28 bramek. A Portugalia jest tu wyżej notowana niż Hiszpania, która w fazie finałowej miała zaliczone... trzy nieznaczne porażki. I dziś walczyła tylko o honor.
Tymczasem od początku "Trójkolorowym" szło pod górę. Fatalnie grał Dika Mem (skuteczność 0/4), dobrze pilnowany był Aymeric Minne, niewiele wnosił Elohim Prandi. A bez drugiej linii Francuzi mieli kłopoty. Po kwadransie Hiszpanie zaczęli wyraźnie przeważać, ze stanu 7:8 doprowadzili do 12:8. A pierwszą połowę wygrali 20:14.

Znakomicie grał Ian Barrufet, najlepszy mecz w turnieju rozgrywał bramkarz Magdeburga Sergey Hernandez. W 37. minucie Hiszpania prowadziła 23:17, sensacja była coraz bardziej realna. Francuzów stać było na jeszcze jeden zryw, w 48. minucie nawiązali kontakt, gdy na 25:26 trafił Thibault Briet. A później wszystko wróciło do normy - potwornych męczarni mistrzów Europy w ataku i świetnych kontr Hiszpanów. Ci drudzy wygrali 36:32.
Dania - Niemcy. 10 minut wstrząsnęło reprezentacją Niemiec. W środę mecz o wszystko
Francja musiała więc w tym momencie kibicować Danii, aby wciąż wszystko mieć w swoich rękach. Wygrana Niemców sprawiłaby, że ci uciekliby już na bezpieczne cztery punkty. I "Trójkolorowym" pozostałaby walka o półfinał z Danią, od której mieliby gorszy bilans bezpośrednmich spotkań. Nawet remis był korzystny dla Niemiec.
Po pierwszej połowie trudno było wskazać lepszy zespół - Dania prowadziła 13:12, ale Niels Lichtlein mógł wyrównać z karnego już po czasie. Trafił jednak w słupek.

Zaskoczeniem było to, że trener Alfred Gislason posadził na ławce Andreasa Wolffa - najlepszego bramkarza turnieju, bohatera z soboty. David Späth grał jednak bardzo dobrze, przynajmniej do 40. minuty. Wtedy miał niemal takie same statystyki jak Emil Nielsen.
Niemcy nie wykorzystali niemal 10-minutowego przestoju mistrzów świata z końcówki pierwszej i początku drugiej połowy. Ich też dopadła niemoc, ale o połowę krótsza. W 35. minucie Marko Grgić wyrównał na 13:13, jeszcze w 38. minucie było tylko 15:14 dla Danii.
A później zaczął się odjazd genialnej drużyny Nikolaja Jacobsena - w 48. minucie Simon Pytlick trafił na 23:16. Było po meczu, a Gislason wpuścił Wolfa dopiero na 9 minut przed końcem. Za późno, duet Mathias Gidsel (8/12 w meczu) - Pytlick (8/14) zdążył już zapewnić zwycięstwo gospodarzom.
Dania wygrała 31:26, może już czekać na piątkowy półfinał. Choć w środę zagra jeszcze z Norwegią o utrzymanie pierwszej pozycji w grupie. A Niemców czeka starcie z Francją - muszą je co najmniej zremisować.
- Portugalia - Norwegia 35:35 (17:18)
- Hiszpania - Francja 36:32 (20:14)
- Niemcy - Dania 26:31 (12:13)
TABELA:
- 1. Dania 4 mecze - 6 pkt - 128:117
- 2. Niemcy 4 mecze - 6 pkt - 122:121
- ---------
- 3. Francja 4 mecze - 4 pkt - 145:140
- 4. Norwegia 4 mecze - 3 pkt - 132:137
- 5. Portugalia 4 mecze - 3 pkt - 134:142
- 6. Hiszpania 4 mecze - 2 pkt - 133:137










