"Auf Wiedersehen" dla Niemców po meczu. Sensacja w mistrzostwach Europy
Wicemistrzowie olimpijscy z Paryża byli typowani jako ci, którzy mogą w mistrzostwach Europy stawić czoła Duńczykom - absolutnej potędze w męskim szczypiorniaku. Mowa o reprezentacji Niemiec, kraju, który ma najlepszą ligę i najmocniejsze kluby na świecie. Tymczasem po dwóch kolejkach faworyci muszą drżeć o awans do fazy głównej turnieju, samo minimalne zwycięstwo w ostatnim starciu z Hiszpanią nie wystarczy. A wszystko jest pokłosiem kuriozalnego błędu ich słynnego trenera.

Dania - pewniak do finału. A później kandydaci do rywalizacji z nią o kolejne złoto, jakby już w drugim szeregu. Niemcy, Francuzi, Portugalczycy, może Portugalczycy czy Szwedzi. Tak mniej więcej wygląda hierarchia w męskiej piłce ręcznej.
Niemcy swój ostatni wielki sukces fetowali 10 lat temu w Polsce - zostali mistrzami Europy. To wtedy rodziła się gwiazda Andreasa Wolffa, który stał się jednym z najlepszych bramkarzy na świecie, ale nie dostawał swoich szans w THW Kielc. I to wykorzystała Industria Kielce, ściągnęła "Wilka" do siebie.
Rok temu Wolff opuścił Industrię, zadecydowały finanse, wrócił do Kilonii. Znów jest gwiazdą Bundesligi, podporą reprezentacji Niemiec, która w mistrzostwach Europy wygrała pierwsze spotkanie z Austrią 29:27. I była zdecydowanym faworytem starcia z Serbią. W niej zaś gwiazdą jest Dejan Milosavljev - bramkarz Füchse Berlin, a od najbliższego sezonu... Industrii Kielce. Serb ma wypełnił w Kielcach dziurę, która powstała po odejściu Wolffa.
Mistrzostwa Europy. Sensacja w meczu Niemiec. Co się stało w 58. minucie?
Serbowie przed mistrzostwami Europy rozegrali tylko dwa sparingi - przylecieli do Polski, zagrali w Cetniewie z naszą drużyną. Jeden przegrali jedną bramką, drugi zremisowali. A w czwartek, na inaugurację, przegrali z Hiszpanią 27:30.
Dla nich spotkanie w Herning było już o wszystko - porażka sprawiała, że odpadali z turnieju, a w drugiej fazie meldowali się Niemcy i Hiszpanie. Faworyci, tak się wydawało, długo mieli wszystko pod swoją kontrolą. Na końcu pierwszej połowy dwa razy potężnie huknął Miro Schluroff, Niemcy prowadzili 17:13. W ostatnim kwadransie wszystko zaczęło im się jednak psuć.

Także za sprawą Milosavljeva, który przyćmił obu niemieckich bramkarzy. Na 11 minut przed końcem Nemanja Ilić dał Serbom prowadzenie 23:21, ale za moment wyleciał z karą. Wciąż wszystko było blisko remisu, w ostatnie pięć minut Niemcy weszli na prowadzeniu 25:24. I mając piłkę.
Kluczowy moment? Na niecałe trzy minuty przed końcem. Było 26:25 dla Serbii, atakowali Niemcy, na szóstym metrze odnalazł się Juri Knorr. Trafił obok Milosavljeva, ale gdy piłka mijała linię bramkową, zapaliły się lampy w bramce. A to oznaczało, że Gislason... poprosił o przerwę. Doświadczony Islandczyk, dzięki któremu trenerem został - co zawsze powtarzał - Bogdan Wenta, nie wytrzymał. Nie patrzył, co się dzieje na boisku, ale na monitory pod dachem.
Węgierscy sędziowie przeanalizowali jeszcze tę sytuację w systemie VR, nie uznali trafienia. Decydowały... setne sekundy.

Po wznowieniu Schluroff popełnił faul w ataku, a Uroš Kojadinović podwyższył na 27:25. Serbowie już tego nie wypuścili, wygrali mecz 30:27.
A po spotkaniu mikrofony wychwyciły, jak Kojadinović woła "Auf Wiedersehen". Co ma oznaczać pożegnanie Niemców z EURO.
Tak się stać nie musi, ale faworyci są w bardzo trudnej sytuacji.
Jeśli w poniedziałek o godz. 18 Serbia wygra w Herning z Austrią, Niemco w późniejszym meczu (o godz. 20.30) nie wystarczy samo zwycięstwo z Hiszpanią. Będą musieli wygrać co najmniej różnicą trzech trafień. I wtedy wypadną z gry właśnie Hiszpanie, mający dzisiaj dwa zwycięstwa.
Serbia - Niemcy 30:27 (13:17)











