Cudowne 20 minut Biało-Czerwonych, niesamowita końcówka. Polska czekała 18 lat
Czasem trzeba czekać do samego końca, by zobaczyć zespół niemal perfekcyjny, radzący sobie z drużyną, która jest wyżej notowana. A takie spotkanie w drugiej połowie starcia z Rumunią zagrały we wtorek w Debreczynie Polki - pokonały Rumunię 29:24, choć po pierwszej połowie przegrywały 10:11. I było to wystarczające zwycięstwo, by cieszyć się z miejsca w czołowej dziesiątce kontynentu. Po raz pierwszy od 2006 roku.

Dwa zwycięstwa i cztery porażki - tak przed starciem z Rumunią wyglądał bilans polskiej drużyny w mistrzostwach Europy. Najlepszy występ od 2014 roku, bo pierwszy raz Biało-Czerwonym udało się awansować do zasadniczej fazy turnieju. Nie jesteśmy w kobiecej piłce ręcznej potęgą, ale też niekoniecznie podopieczne Arne Senstada musiały kończyć tę część turnieju z kompletem porażek. Jak 10 lat temu, też w Debreczynie.
Ostatnią szansą na triumf było spotkanie z Rumunią, która też już nie miała szansy na awans do półfinału. Przy wyjątkowo szczęśliwym zbiegu okoliczności mogła jeszcze wskoczyć na trzecie miejsce w tej grupie, przenieść się do Wiednia, by tam stoczyć batalię o piątą pozycję.
A Polki mogły być piąte w grupie pierwszej, skoczyć mistrzostwa Europy w czołowej dziesiątce. To już byłby spory sukces drużyny Senstada, który prawdopodobnie przesądziłby o kontynuacji pracy przez Norwega. Warunkiem były zwycięstwo różnicą pięciu bramek. Ewentualnie - jakiekolwiek, przy późniejszym triumfie Szwecji (lub remisie) z Czarnogórą.
Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Polska grała z Rumunią. Stawką - miejsce w najlepszej dziesiątce na kontynencie
Oba zespoły od początku grały nerwowo, nawet za bardzo. A nic tego nie zapowiadało, pierwszą akcję Polki zagrały koncertowo: Monika Kobylińska dostrzegła na skrzydle Darię Michalak, zagrała przez kilka pozycji. A skrzydłowa, grająca w lidze rumuńskiej, rzuciła obok bramkarki.

W 7. minucie był jednak remis 1:1, to efekt tego chaosu i licznych błędów. Nerwy górowały w obu zespołach, niemniej żaden zespół nie potrafił tu odskoczyć. Sporo było ostrej walki, sędziowie z Norwegii często podnosili do góry dwa palce, oznaczające karę. W 16. minucie jednak i oni długo zastanawiali się, co właściwie spowodowało upadek rumuńskiej skrzydłowej Coriny Lupei.
A biegła wzdłuż polskiej defensywy, po linii dziewiątego metra. I nagle upadła, chwyciła się za klatkę piersiową. Zrobiło się groźnie, ale gdy odzyskała oddech, pokazała, że została uderzona. Arbitrzy udali się do monitora, powtórka wykazała, że została uderzona przez Marlenę Urbańską. A zawodniczka będąca filarem naszej defensywy zobaczyła czerwoną kartkę. Sama tym się zresztą zdziwiła.
Dobra końcówka pierwszej połowy dla reprezentacji Polski. A mogło być jeszcze lepiej, rywalki trafiły tuż przed syreną
Polki broniły dobrze, ale w 27. minucie drugą karę dostała też druga podstawowa środkowa obrończyni - Aleksandra Olek. Polki były w trudnej sytuacji, przegrywały w 19. minucie 6:8, zepsuły karnego. A mimo to udało się wyrównać na 10:10. Biało-Czerwone miały jeszcze szansę na wygranie tej części gry, na kilka sekund przed końcem Aleksandra Rosiak jednak przekombinowała. I to rywalki, rzutem przez całe boisko, wyszły na prowadzenie 11:10, dwie sekundy przed syreną.
Polki tym razem, w przeciwieństwie do kilku spotkań w tym turnieju, nie pękły jednak w drugiej połowie. Mało tego, zaczęły grać koncertowo. 10 bramek, czyli tyle co w całej pierwszej połowie, rzuciły w niespełna 13 minut. Dobrze wyglądała też nasza defensywa, mimo przeciętnego wsparcie bramkarek, w ataku kapitalnie spisywała się Karolina Kochaniak-Sala, do kontr biegała chętnie Dagmara Nocuń, włączyły się też obrotowe.

Czerwona kartka dla Rumunki, koncert Dagmar Nocuń. Pięć bramek przewagi Polski, to był idealny rezultat
W 45. minucie po raz trzeci karę dwóch minut dostała Lorena Ostase - to oznaczało czerwoną kartkę. A za chwilę, w przewadze, w trudnej sytuacji, ze skrzydła trafił Dagmara Nocuń. Polki prowadziły 22:19, miały komfortową sytuację, wszystko już w swoich rękach.
Podopieczne Senstada były na fali, za moment Nocuń po raz czwarty w drugiej połowie pokonała rumuńską bramkarkę, na 23:19. A jeszcze Adrianna Płaczek dołożyła swoje w bramce. Co istotne, skończyły się proste błędy naszej reprezentacji, tak bolesne w skutkach w wielu meczach tego turnieju.

Rumunki były jeszcze w stanie zmniejszyć straty do trzech bramek, ale Senstad poprosił o przerwę, uspokoił sytuację.
Jeszcze w samej końcówce Daria Michalak mogła trafić na 30:24, rozwiać wszelkie wątpliwości. A tak zostawiła okazję Rumunkom - Alisia Boiciuc pokonała Płaczek, ale tuż po upływie czasu.
Zatem: Polska wśród 10 najlepszych reprezentacji w Europie. Po raz ostatni ta sztuka udała się Biało-Czerwonym w 2006 roku w Szwecji.
Rumunia - Polska 24:29 (11:10)
Rumunia: Curment (6/28 - 21 proc.), Kelemen (5/12 - 42 proc.) - Grozav 7, Bazaliu 4, Boiciuc 4, Necula 2, Ostase 2, Bors 2, Stoica 1, Cotet 1, Gogirla 1, Bucur, Dindiligan, Seraficeanu, Popa, Lupei.
Kary: 10 minut. Rzuty karne: 1/3.
Polska: Płaczek (8/21 - 38 proc.), Zima (3/13 - 23 proc.) - Balsam 5, Nocuń 5, Matuszczyk 3, Rosiak 3, Uścinowicz 3, Kobylińska 2, Michalak 2, Kochaniak-Sala 2, Olek 1, Górna 1, Drażyk 1, Nosek 1, Tomczyk, Urbańska.
Kary: 8 minut. Rzuty karne: 3/4.



![GKS Katowice - Legia Warszawa. O której i gdzie obejrzeć? [NA ŻYWO, TV]](https://i.iplsc.com/000MBMRVW3QFWD4G-C401.webp)
![Terminarz zimowych igrzysk olimpijskich na dziś [13.02.2026, HARMONOGRAM]](https://i.iplsc.com/000LR470X1ADYUAW-C401.webp)



![Skoki narciarskie na igrzyskach olimpijskich, piątek 13 lutego [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MC43MTTP113BC-C401.webp)

