Wielki niepokój, Ziółkowski runął na ziemię. Roma bije się o mistrzostwo z Polakiem w składzie
Tabela włoskiej Serie A w tym sezonie jest tak spłaszczona, że piąta AS Roma śmiało może myśleć o wygraniu mistrzostwa kraju, aby podtrzymać te marzenia niezbędny był triumf w poniedziałkowym meczu 17. kolejki z Genoą przed własnymi kibicami. Kolejną szansę w pierwszym składzie dostał Jan Ziółkowski. Mecz był dla Romy nadspodziewanie bezkonfliktowy, a znaczący udział w tym miał nasz obrońca. Roma wygrała 3:1, a Janek "stworzył" gola na 1:0. W pewnym momencie było z jego udziałem bardzo niebezpiecznie.

Mogłoby się wydawać, że Jan Ziółkowski, przechodząc z Legii Warszawa do AS Roma rzucił się na zbyt głęboką wodę. W końcu mówimy o zmianie poziomu rywalizacji o przynajmniej kilka stopni. Młody polski obrońca od zawsze jawił się jednak jako piłkarz z wielkim charakterem.
Początek w zespole z Rzymu był dla nieg trudny, ale wielka szansa pojawiła się na przełomie 2025 i 2026 roku, bo podstawowy stoper - Ndicka wyjechał na Puchar Narodów Afryki. Wobec tego to właśnie na Polaka postawił trener Gian Piero Gasperini i w meczu z Juventusem nasz kadrowicz nie dał argumentów ku zmianie.
Ziółkowski kluczowy. Roma zwycięska
W związku z tym Ziółkowski znalazł się w wyjściowym składzie na spotkanie 17. serii gier włoskiej Serie A - z Genoą przed własnymi kibicami. Był to dla Romy bardzo ważny mecz, bo potencjalny triumf zmniejszałby jej stratę do pierwszego Interu Mediolan do ledwie trzech oczek, co pozwoliłoby marzyć o mistrzostwie kraju.
Szybko okazało się, że decyzja o wystawieniu Ziółkowskiego od początku była słuszna. Polak okazał się kluczowy już w 14. minucie. 20-latek wygrał pojedynek główkowy, zgrywając piłkę do przodu. Futbolówka trafiła pod nogi wychodzącego na czystą pozycję Soule, a ten ze spokojem pokonał bramkarza.
Po upływie kolejnych pięciu minut na tablicy rezultatów widniało już prowadzenie Romy 2:0. Tym razem bramkarza gości pokonał Manu Kone. W 30. minucie sytuacja zdawała się być już rozstrzygnięta. Piłkę do bramki wepchnął "siłą woli" Evan Ferguson. Irlandczyk podwyższył prowadzenie na 3:0, wykorzystując fatalny błąd obrony gości.
Nie mogło dziwić, że druga połowa rozpoczęła się dość niemrawo. Roma miała pewne prowadzenie, a Genoa do marzeń o remisie potrzebowała praktycznie cudu. W pierwszych 20 minutach drugiej części gry statystycy zarejestrowali... zero celnych strzałów po stronie obu zespołów.
Z polskiej perspektywy bardzo groźnie zrobiło się w 78. minucie, gdy na ziemię runął Jan Ziółkowski po zderzeniu głowami z rywalem. Polak potrzebował nieco czasu, żeby dojść do siebie, ale zdołał wrócić na plac gry. W 87. minucie w końcu mogli uśmiechnąć się goście, którzy strzelili gola honorowego. Nic więcej to jednak nie dało i Roma pewnie wygrała.











