Szaleństwo na San Siro, byli jedną nogą poza finałem. Powrót "z piekła" na oczach Zielińskiego
Przyszedł czas na wyłonienie finalistów tegorocznej edycji piłkarskiego pucharu Włoch. Po bezbramkowym remisie w pierwszym spotkaniu, rywalizacji Interu z Como przeniosła się na legendarne San Siro. Po pierwszej połowie sytuacja "Nerazzurrich" nie prezentowała się dobrze, bowiem stracili oni gola. W drugiej odsłonie Como również trafiło do bramki, jednak tym razem Inter zdołał odpowiedzieć swoim golem. Później doszło do zwrotu, na który czekali wszyscy kibice mediolańskiej ekipy. Inter zdobył jeszcze dwa gole i z wynikiem 3:2 awansował do finału rozgrywek.

Po sprawnym pokonaniu Venezii (5:1) oraz rozprawieniu się z Torino (2:1), zawodnicy Interu Mediolan zameldowali się w półfinale tegorocznej edycji pucharu Włoch. Tam trafili oni na Como, które wcześniej odprawiło z kwitkiem między innymi: Fiorentinę (3:1), czy Napoli (2:1).
Do pierwszego spotkania Interu z Como doszło 3 marca. Wówczas, mimo zaciętej walki, żadna z ekip nie zdołała znaleźć drogi go bramki rywali, skutkiem czego mecz zakończył się bezbramkowym remisem.
Półfinał tych zmagań składa się z dwóch rywalizacji, dlatego 21 kwietnia wymienione zespoły spotkały się ze sobą na legendarnym "San Siro", aby to właśnie tam ostatecznie rozstrzygnąć losy awansu do finału krajowego pucharu.
Piękna akcja Zielińskiego, później zabójczy atak rywali. Inter w tarapatach
Już w pierwszych minutach meczu Piotr Zieliński popisał się świetnym wejściem w pole karne rywali. Polak ominął kilku obrońców, posyłając podanie do dobrze ustawionego kolegi. Ten niestety nie był jednak w stanie wykorzystać stworzonej okazji. Po jego strzale piłka wylądowała poza polem gry.
Niewykorzystana sytuacja mogła bardzo szybko zemścić się na "Nerazzurrich". Podopieczni Cesca Fabregasa przystąpili bowiem do groźnego kontrataku. Aż dwukrotnie mogli oni otworzyć wynik tego dwumeczu. Za pierwszym razem gospodarzy uratowała skuteczna interwencja golkipera, natomiast w drugim przypadku futbolówka wylądowała na poprzeczce.
Dalsze minuty pierwszej połowy upływały obydwu ekipom na konstruowaniu akcji, które jednak nie przynosiły upragnionego rezultatu. Doszło także do kilku kontrowersyjnych spięć, szczególnie w polu karnym zawodników Interu. Arbiter tego meczu nie decydował się jednak wskazać na jedenasty metr.
Przełamanie stagnacji nadeszło w 32. minucie. To właśnie wtedy Como przeprowadziło naprawdę ładną akcję na połowie rywali. Po wymianie podań futbolówka trafiła pod nogi niepilnowanego Martina Baturiny. Chorwat oddał mierzony strzał z bardzo bliskiej odległości. Futbolówka odbiła się od słupka i ostatecznie zatrzepotała w siatce.
To wydarzenie dodało gościom przysłowiowych skrzydeł. Tuż przed zakończeniem pierwszej połowy mieli oni kolejną okazję do zdobycia gola. Tym razem strzał z dystansu został wybroniony przez Josepa Martineza, natomiast późniejszy rzut rożny nie przyniósł większych korzyści. Niemniej, po gwizdku arbitra to Como było bliżej wywalczenia sobie awansu do wielkiego finału.
Kolejny cios Como, San Siro doczekało się odpowiedzi. Emocje do ostatniej sekundy
Inter chciał momentalnie ruszyć do odrabiania strat, jednak Como nie zamierzało tracić korzystnego rezultatu. Co więcej, już w 48. minucie za sprawą trafienia Lucasa Da Cunhi, Como podwyższyło swoje prowadzenie. Sytuacja Interu stała się w tym momencie jeszcze bardziej dramatyczna.
Zieliński i spółka próbowali złapać kontakt z odjeżdżającymi rywalami, jednak w ich atakach brakowało pewności siebie, która pozwoliłaby na zredukowanie strat. W 60. minucie spotkania Polak opuścił plac gry, będąc zastąpionym przez Petara Sucicia. Nikt nie mógł wywczas przypuszczać, jak istotna dla dalszych losów spotkanie będzie ta zmiana.
W osiągnieciu upragnionego celu gospodarzom pomógł dopiero nieszczęśliwy rykoszet jednego z defensorów Como. Po tej pechowej interwencji piłka, uderzona przez Hakana Calhanoglu, znalazła drogę do bramki gości. To dało "Nerazzurrim" nieco tlenu, choć wciąż byli oni jedną nogą poza krajowymi rozgrywkami. Do końca spotkania pozostało wówczas 20 minut.
Do długo wyczekiwanego zwrotu doszło w 86. minucie, kiedy to dośrodkowanie w pole karne trafiło na głowę Hakana Calhanoglu. Turek ponownie popisał się klasowym wykończeniem, doprowadzając swoją ekipę do upragnionego wyrównania. Była to zarazem druga asysta wspomnianego Sucicia.
To całkowicie pogrzebało pewność siebie, którą emanowali dotychczas zawodnicy Como. Bezlitośnie wykorzystali to natomiast piłkarze Interu. Do bramki gości trafił wspomniany wcześniej Petar Sucić, odwracając tym samym losy rywalizacji. Chorwat stał się absolutnym bohaterem spotkania, wprowadzając swoją ekipę do finału Pucharu Włoch.













