Milik wrócił do łask. Kluczowy pojedynek przegrany przez Ziółkowskiego. Wielkie emocje w Turynie
Przed hitowym meczem 16. kolejki Serie A gruchnęły wieści o Arkadiuszu Miliku. Polak wrócił do kadry Juventusu na spotkanie z AS Roma. Tę rywalizację zaczął oczywiście na ławce rezerwowych, ale i tak mieliśmy mocny polski akcent. Od pierwszych minut w centrum defensywy zagrał bowiem Jan Ziółkowski. Polak spisał się dobrze, ale przegrał jeden - kluczowy pojedynek, a AS Roma wraca do domu z porażką 1:2.

AS Roma od startu 2025 roku jest jedną z najlepszych włoskich ekip, a można się nawet zastanawiać, czy na krajowym podwórku ekipa z Rzymu nie jest tą najlepszą. Wyniki rzymian są na tyle dobre, że piłkarze "Giallorossi" śmiało mogą myśleć o tym, aby na koniec sezonu świętować mistrzostwo Włoch.
Wobec tego przed wizją wielkiego sukcesu staje Jan Ziółkowski, który w Rzymie miewał lepsze i gorsze momenty. Te gorsze zwykle wiązały się z tym, że zaczynał mecz w wyjściowym składzie desygnowanym do gry przez Gian Piero Gaspariniego. Tak też stało się w hicie 16. kolejki.
Juventus triumfuje w hicie kolejki. Ziółkowski w akcji
W tymże Roma mierzyła się na wyjeździe z Juventusem, a Ziółkowski grał właśnie od początku. Z kolei do kadry "Starej Damy" po wielu miesiącach oczekiwania w końcu wrócił Arkadiusz Milik. W tabeli Serie A oba zespoły dzieliły ledwie cztery oczka, czwarta Roma do pierwszego Interu traciła ledwie dwa oczka.
To wszystko zapowiadało wielkie emocje w Turynie. Tak też faktycznie było, choć pierwsza połowa rozkręcała się dość mozolnie. Można pewnie nawet napisać, że w pierwszych 25 minutach gry lepiej spisywali się goście, a naprawdę solidnie wyglądał tego wieczoru Ziółkowski. Z każdą kolejną upływającą minutą Juventus przejmował inicjatywę.
Puentą nacisku gospodarzy były ostatnie minuty rywalizacji w pierwszej połowy. Dwukrotnie bardzo dobre okazje miał Francisco Conceicao. Najpierw w 43. minucie zatrzymał go Mile Svilar, ale minutę później golkiper Romy nie miał już nic do powiedzenia i Portugalczyk otworzył wynik spotkania.
Trudno szukać w tej sytuacji winy po stronie polskiego stopera, który za pierwszą połowę zasłużył na naprawdę solidne recenzje. W drugą połowę Juventus wszedł z takim samym impetem, jaki oglądaliśmy w końcówce tej pierwszej. Kilkukrotnie skutecznie w polu karnym interweniował Ziółkowski.
Bez wątpienia Polak mógł się zachować lepiej w 70. minucie. Nasz środkowy obrońca przegrał pojedynek główkowy w polu karnym z Westonem McKenniem. Zaraz potem zrobiło się zamieszanie, w którym najlepiej odnalazł się Llois Openda. Belg z bliska doprowadził do podwyższenia prowadzenia Juve.
Dwubramkowe prowadzenie Juventusu stało się jedynie historią w 75. minucie. Strzał na bramkę gospodarzy oddał Evan Ferguson, a odbitą przez bramkarza piłkę z bliska wpakował do siatki wpakował Baldanzi, dając nadzieję Romie. Ta nie przerodziła się jednak w nic większego i Roma musi przełknąć gorzki smak porażki. Milik do gry nie wrócił.











