O ile mecze rozgrywane w ramach okresu przygotowawczego przeważnie nie są najbardziej emocjonujące i trudno spodziewać się, że piłkarze będą walczyć w tych spotkaniach niczym w finale Ligi Mistrzów, to jednak są one świetną okazją do sprawdzenia przez trenerów, na czym mogą bazować w nadchodzącym sezonie.
Luciano Spalletti, prowadzący włoski Juventus, z pewnością zastanawiał się jeszcze niedawno, czy Arkadiusz Milik będzie w stanie wrócić do gry na najwyższym poziomie po kolejnym urazie, który wykluczył go w gry na długie miesiące.
Starcie "Starej Damy" z Chelsea było idealną okazją do tego, aby przekonać się, w jakiej dyspozycji jest Polak. I ten - pomimo ogólnie przeciętnej oceny Włochów po tym spotkaniu, miał swoje momenty.
Milik udowodnił, że potrafi jeszcze znaleźć się w dobrej sytuacji, kiedy po strzale jednego z kolegów czekał - unikając spalonego - aż bramkarz rywali odbije piłkę, którą mógłby dobić. Na jego nieszczęście, tak się nie stało. Chwilę później Polak spróbował swojego szczęścia strzałem z ok. 30 metrów i o ile w światło bramki nie trafił, to pomylił się nieznacznie.
Ostatecznie na drugą połowę już nie wyszedł, a dziennikarze "La Gazzetta dello Sport" mogli skupić się na ocenie jego występu. I na nieszczęście Polaka, podeszli do sprawy bardzo surowo, skupiając się przede wszystkim na minusach jego występu - usprawiedliwiając to jednak długą przerwą.
- Stracił wyczucie gry - to skutek długiej przerwy - co zaowocowało serią strat wybijających kolegów z rytmu. Brakowało mu przebojowości, momentami znikał z pola widzenia, choć chęci mu nie brakowało - czytamy na łamach portalu.
Przed Juventusem jeszcze kolejne mecze towarzyskie poprzedzające rozpoczęcie sezonu Serie A. W sobotę "Stara Dama" zmierzy się z Interem, a trzy dni później z Palermo. Dla Arkadiusz Milika będzie to więc idealna okazja na złapanie kolejnych minut, a jak pokazało starcie z Chelsea Xabiego Alonso, jest na czym budować pozycję Polaka.













