"Kosmiczny" Piotr Zieliński. Takie coś robią tylko najlepsi na świecie
To, że Piotr Zieliński ma dobry sezon w Interze Mediolan, wie każdy, kto interesuje się piłką nożną. Ale to, jak wyglądają jego statystyki, jest czymś kosmicznym. Z piłkarza średnio pożądanego nawet we własnym klubie, stał się jego absolutną gwiazdą, bez której trudno sobie dziś wyobrazić jego grę.

Piotr Zieliński od lat kojarzony jest z wielkim futbolem, ale droga, którą przeszedł w obecnym sezonie, była wyjątkowa. U jego progu mógł zastanawiać się nad sensem pozostania w Interze Mediolan, na zakończenie - cieszy się z drugiego w karierze mistrzostwa Włoch. Zdobytego w dodatku w roli jednego z najlepszych (najlepszego?) pomocnika Serie A.
Jak rósł Piotr Zieliński
Zieliński w sierpniu ubiegłego roku rozmawiał o swojej sytuacji klubowej z Janem Urbanem. Przekonywał selekcjonera, że czuje, iż nadchodzą dla niego lepsze czasy w klubie. Zmienił się trener, odszedł Simone Inzaghi, który raczej nie był skory do odsuwania swoich żelaznych faworytów (do których Zieliński nie należał) - Zieliński czuł nadciągający wiatr zmian. Wreszcie wskoczył do składu Interu za kontuzjowanego Henricha Mchitarjana ze względu na największą zbieżność piłkarskich profili. I miejsca już nie oddał - to Ormianin po powrocie musiał się zadowolić rotacją w składzie. Poza jednym meczem Pucharu Włoch, w którym generalnie zagrali rezerwowi, ani raz (!) nie zdarzyło się, by "Zielu" nie pojawił się na murawie.
W meczu, w którym Inter zapewnił sobie mistrzostwo Italii, symboliczny był fakt, iż to Mchitarjan na boisku zmienił Zielińskiego. Obaj zaliczyli po "liczbie" - Piotr asystę, Henrich bramkę. Zdaniem serwisów statystycznych, Polak był najlepszy na boisku. Wysłał kolejny sygnał, że latem nie trzeba rozglądać się za jego następcą, bo u Zielińskiego i forma, i klasa piłkarska, okazały się permanentne.
O wcześniejszych problemach Zielińskiego, mówił Interii jakiś czas temu Piotr Dumanowski, który jego mecze komentuje na co dzień w Eleven Sports. - Idąc do Interu, wiedział, że nie będzie piłkarzem pierwszego wyboru, bo Simone Inzaghi to ten typ trenera, który - gdyby tylko mógł - najchętniej niczego by nie zmieniał. Do tego w kluczowym momencie sezonu doszło do kontuzji. Gdy w rundzie rewanżowej Piotrek był już zaadaptowany, gdy już miał kilka niezłych spotkań, jak z Juve, doznał chyba najdłuższej kontuzji w swojej karierze. Wypadł na ponad dwa miesiące w czasie, gdy można było błyszczeć - toczyła się walka o Scudetto, były mecze z Bayernem i Barceloną w Lidze Mistrzów, idealnie, by pokazać się na wielkiej scenie.
Niesamowite liczby Zielińskiego
O zawodnikach mających wpływ na ofensywę często opowiada się przez pryzmat najważniejszych liczb - goli i asyst. Zielińskiego one oczywiście bronią (sześć bramek, trzy asysty - jego najlepszy dorobek od pięciu lat w Serie A), ale w pozostałych statystykach mamy dosłownie efekt wow.
Na tle innych piłkarzy występujących na jego pozycji, wygląda to tak:
- lepszy od 87 proc. pomocników w kontaktach z piłką
- lepszy od 83 proc. pomocników w stworzonych okazjach bramkowych
- uderza na bramkę częściej od 71 proc. pomocników
A w konkretnych liczbach:
- 6 goli (lepszy od 95 proc. pomocników) uzyskanych z zaledwie 2,33 xG (sumarycznie według statystyk powinien strzelić tyle bramek, biorąc pod uwagę jakość sytuacji - strzelił znacząco ponad dwa razy więcej). Co ciekawe - zdobył dokładnie po trzy prawą i lewą stopą, co udowadnia obunożność
- 61,6 udane podania na 90 minut gry (lepszy od 93 proc. pomocników)
- 92,4 proc. celnych podań (lepszy od 97 proc. pomocników)
- 64,5 proc. celnych długich podań (lepszy od 85 proc.)
- 0,33 stworzonej poważnej okazji bramkowej na 90 minut gry (lepszy od 88 proc.)
- 70,8 proc. skutecznych dryblingów (lepszy od 93 proc.)
- 59,7 proc. wygranych pojedynków (lepszy od 89 proc.)
Wygląda na to, że na dziś jedynym problemem Piotra Zielińskiego, jest upływający czas, bo gdyby nie 31 lat na karku, przy tych statystykach byłby realnym kandydatem do transferu do największych klubów świata - większych od Interu.
Najbardziej szokujące jest to, że Zieliński wszedł na ten poziom w okolicach listopada i ani na moment nie spadł poniżej. Żałować możemy jedynie tego, że i tak okazało się to niewystarczające, by taki sezon ukoronować grą na mundialu.












