Zobaczył, co zrobił lider obrony kadry Urbana i nie wytrzymał. "Irracjonalne i nielogiczne"
Reprezentacja Polski w ostatnim meczu eliminacji mistrzostw świata zagrała na wyjeździe z Maltą. Wydawało się, że po kapitalnym spotkaniu przeciwko Holandii starcie z rywalem tego pokroju będzie spacerkiem. Tymczasem zwycięstwo wyszarpaliśmy w samej końcówce. - To wszystko było takie kompletnie irracjonalne i nielogiczne - mówi o jednym z kadrowiczów Mateusz Borek.

Murawa stadionu na Malcie nie należała do najlepszych, a przede wszystkim do najszybszych. Po ostatnim gwizdku nie ukrywali tego nasi kadrowicze. Nie jest to jednak powód do tego, aby 166. w rankingu FIFA reprezentacja strzelała nam dwa gole i była bliska kolejnych.
Gospodarze dwukrotnie doprowadzali do wyrównania. Dopiero w 85. minucie bramkę na 3:2 zdobył Piotr Zieliński, który zapewnił nam zwycięstwo. Na przestrzeni całego spotkania nasza kadra zaprezentowała się po prostu kiepsko, wolno, mozolnie. Zdecydowanie był to najgorszy mecz za kadencji Jana Urbana. Ale najważniejsze, że wygrany.
Borek wprost o liderze defensywy reprezentacji Polski: Popełniał błędy, dokonywał złych obliczeń
Niedociągnięcia pojawiały się przede wszystkim w linii defensywy. Bardzo przeciętny występ zaliczył Jakub Kiwior, który zawinił przy obu trafieniach Malty. Szczególnie przy drugim, kiedy sprokurował rzut karny.
- Po takim meczu nie mogę skreślać Kuby Kiwiora, który rośnie, który ma być szefem defensywy na najbliższe lata, ale dzisiaj po prostu zagrał słaby mecz - rozpoczął w "Kanale Sportowym" Mateusz Borek.
- Popełniał błędy, dokonywał złych obliczeń. To było jego 41. spotkanie w narodowej reprezentacji. To wszystko było takie kompletnie irracjonalne i nielogiczne, bo jest jednym z dwóch najlepszych obrońców w FC Porto. Zwykle gra dobrze albo bardzo dobrze na poziomie reprezentacji, a dzisiaj - mam wrażenie - że wróciły demony z tych meczów, gdzie nie wyglądało to solidnie, przyzwoicie czy dobrze - dodał.
I trudno nie zgodzić się z taką opinią, biorąc pod uwagę to, co 25-latek momentami wyczyniał na tle rywali z niższej półki. Oberwało się również Przemysławowi Wiśniewskiemu. - Też nie do poznania. Przyzwyczailiśmy się, że jest agresywny, pewny siebie, szybszy od rywali. Dzisiaj to był trochę pociąg towarowy. Do tego doszły proste błędy techniczne przy podaniach i obliczeniach - mówił Borek.














