Zbigniew Boniek o kadrze: nie tak to powinno wyglądać
- Jeśli była potrzeba powołania, to trzeba było powołać, a tak to się później dużo mówi i powstają z tego jakieś dziwne historie. To było niepotrzebne, tym bardziej, że z komunikacją do mediów wyszedł asystent trenera. Nie tak to powinno wyglądać. Komunikuje pierwszy trener, a reszta jest od roboty - mówi w wywiadzie z Interią Zbigniew Boniek.

Ze Zbigniewem Bońkiem rozmawiamy o nadchodzących meczach reprezentacji Polski. Bialo-Czerwoni zmierzą się w czwartek w półfinałowym barażu o mistrzostwa świata z reprezentacją Albanii.
Z Jana Urbana robi się wariata?
Przemysław Langier (Interia Sport): Kiedyś pan powiedział, że w Polsce w ciągu roku z każdego selekcjonera zrobimy wariata. Mam wrażenie, że powoli zaczyna się to dziać w przypadku Jana Urbana.
Zbigniew Boniek (były prezes PZPN): - Pewnie szerzej będzie można odpowiedzieć na to pytanie po meczach barażowych, natomiast widzę, że nastawienie stało się zupełnie inne, bo kilku kreatorom opinii publicznej nie podoba się, że jest powołany ten, a nie jest powołany tamten. Inna sprawa, że pewnej narracji sam nie rozumiem.
To znaczy?
- Mam na myśli historię z Walukiewiczem. Właściwie to nie wiadomo, o co chodzi. Tu chęć powołania, tu się okazuje, że to nie Janek dzwonił, tu że ktoś nie oddzwonił… Jeśli była potrzeba powołania, to trzeba było powołać, a tak to się później dużo mówi i powstają z tego jakieś dziwne historie. To było niepotrzebne, tym bardziej, że z komunikacją do mediów wyszedł asystent trenera. Nie tak to powinno wyglądać. Komunikuje pierwszy trener, a reszta jest od roboty.
Walukiewicz sportowo by się obronił?
- Gra i wygląda dobrze, ale oglądając Serie A, powiem panu o kimś innym - Piotrowski jeszcze nigdy nie był w tak dobrej formie, jak jest teraz. A jak był zawodnikiem słabszym, niż jest dziś, to grał w podstawowej jedenastce reprezentacji Polski. Taki paradoks, ale wiadomo, że Probierz inaczej patrzył na niego niż Urban.
Dwa zaskakujące powołania
Zdarzało się panu jako prezesowi PZPN w jakikolwiek sposób podpytywać byłych selekcjonerów, dlaczego jest ten, a nie ma tamtego?
- Zawsze chciałem być pierwszym, który dowiaduje się od selekcjonera, kogo powoła. Rozmawialiśmy zazwyczaj dzień przed ogłoszeniem listy i jeśli miałem jakieś wątpliwości, to po prostu zadawałem pytania. Zdarzyło się, że mówiłem: słuchaj, a nie uważasz, że o tego piłkarza będą mieli pretensje? Ale nie wpływałem na decyzje, lubiłem porozmawiać. To normalne, gdy się jest prezesem.
Gdyby Jan Urban przyniósł do pana listę z tymi powołaniami, jakie dwa zdania by mu pan powiedział?
- Spytałbym, czy jest pewny, że to najlepszy wybór jeżeli chodzi o pozycje od 20 do 25. Jak byśmy tak szczerze porozmawiali, to mogłaby wyjść wątpliwość, czy na pewno Bereszyński, a nie na przykład Potulski. Albo czy słusznie na liście jest Grosicki. Ja Kamila lubię, szanuję za wszystko, ale on ma dziś problemy, by wyjść w podstawowym składzie Pogoni Szczecin. Oczywiście to jest taki piłkarz, że może wejść na 10 minut przed końcem, zrobić jeden rajd i uratować wynik, ale na pewno bym trenerowi powiedział, że przy tych dwóch nazwiskach nie zyska poparcia u tak zwanych ekspertów.
Zna pan Jana Urbana - jego naprawdę nie da się zdenerwować takim podważaniem jego decyzji w opinii publicznej?
- Jasiu jest bardzo inteligentnym facetem i wie doskonale, że jego przyszłość jest uzależniona od wyników. I na tym się skupia. Natomiast muszę powiedzieć, że po ludzku czuję się zaskoczony tym Bereszyńskim, gdy razem z nim w Palermo jest Patryk Peda, który gra tam wszystkie mecze, a Bereszyński nie. Choć z drugiej strony Bereszyński zawsze w reprezentacji wypełniał swoje zadania, więc pewnie stąd to powołanie. Ja przekonania do tego nie mam. Dyskutować można, ja to robię, natomiast wokół tych powołań jest to, od czego zaczęliśmy - narodowo robimy z selekcjonera wariata. Ja wierzę w Janka.
Jan Urban mówi, że potrzebuje doświadczenia na baraże.
- To są takie okrągłe słowa. Doświadczenie, zarządzanie szatnią. Natomiast prawda jest taka, że ani Bereszyński, ani Grosicki, nie wyjdą w składzie na Albanię, a ich obecność w kadrze nie będzie miała większego znaczenia dla wyniku. I tutaj się zatrzymam.
Ekstraklasa? Słabsza niż nam się czasem wydaje
W jednym z wywiadów selekcjoner podważył jakość Ekstraklasy. Faktycznie wydaje nam się, że jest lepiej niż naprawdę jest?
- Ja panu powiem jedną rzecz. W naszej lidze lider ma najniższą średnią punktów z wszystkich lig w Europie. Jaką wartość międzynarodową ma Ekstraklasa, gdy nikt nie potrafi w niej odskoczyć? Dopóki gramy między sobą, to nie jest problem. Dziś dużo się mówi o Bartoszu Nowaku, nawet w kontekście reprezentacji. Dwa dni temu oglądałem mecz Cracovii z GKS-em. Do tej pory cały czas była narracja, że Nowak jest świetny, a jak w Krakowie zagrał bardzo słabe 80 minut, to jest cisza. Swoją drogą ja też mam o nim dobrą opinię. To fajny, inteligentny piłkarz, ma dobre podanie, rozwiązuje wiele problemów, potrafi strzelić bramkę, natomiast my cały czas mówimy o Ekstraklasie. Nasza Ekstraklasa nie jest wykładnikiem, że jak ktoś gra w niej dobrze, to może łatwo przeskoczyć na poziom międzynarodowy.
Kto w składzie na Albanię?
Widziałem pana jedenastkę na Albanię i jedną wątpliwość, czyli czy zagra Slisz, czy Moder. Natomiast pan nie ma wątpliwości, że Pietuszewski tutaj nie powinien wyjść w podstawowym składzie?
- A za kogo?
Myślę, że jeśli w ogóle byłoby to rozważane, to za Szymańskiego.
- No to było ciekawe. Jestem ciekawy wizji na Pietuszewskiego. Może taka gra na dwie dziesiątki, jak pan mówi - Kamiński z Pietuszewskim i Lewandowski z przodu, z środku pola Zieliński i Slisz. Odważnie, ale i trochę niebezpiecznie, ale kto wie. Do odważnych świat należy. Nie mam nic przeciwko, by Pietuszewski został bohaterem, ale bohaterem można być też wchodząc w 60. minucie.
Pan w swojej jedenastce umieścił Grabarę. Tam nic się nie może już zdarzyć?
- Nie sądzę, że jest tam jakaś realna rywalizacja. Grabara będzie pierwszym bramkarzem na Albanię.
W ataku dziś wciąż mamy Roberta Lewandowskiego, ale wkrótce go nie będzie. I nie ma nikogo w zanadrzu…
- Na dziś też nie mamy wielkiego spokoju, bo Robert może i wciąż strzela bramki, ale to nie jest ten sam piłkarz, co trzy-cztery lata temu. Natomiast co do braku perspektyw na przyszłość, jeśli chodzi o napastnika, to globalny problem. Niemcy też się z nim zmagają, podobnie jak szereg innych krajów. Ale spokojnie - piłka nie lubi martwych momentów. Nie będzie Roberta, to ktoś może wyskoczyć. Pietuszewskiego półtora roku temu nikt nie znał. Reguły nikt nie znał. Potulskiego nikt nie znał. Więc może w tej chwili gdzieś kopie napastnik, którego nikt nie zna, a za dwa lata wejdzie do reprezentacji. Oczywiście prawdopodobnie nie dożyjemy, aż pojawi się ktoś, kto będzie na poziomie Lewandowskiego.
Wielu Albańczyków gra we Włoszech, więc siłą rzeczy Pan ich obserwuje. Jak u nich z jakością i z aktualną formą?
- To zespół, który bardzo dobrze się broni i nie strzela zbyt wielu bramek. Próbują czasem z dużej odległości i mają kilku piłkarzy, którzy potrafią tak strzelić, ale powiem szczerze: to my będziemy faworytem tego meczu. Pomimo tego, że Albania ewidentnie jest zespołem na fali wznoszącej.
Dla nas to będą trzecie z rzędu baraże - ma pan jakieś obawy, że tym razem może się nie udać?
- We Włoszech jest takie powiedzenie, że nie ma dwóch bez trzech - dwa razy bez trzeciego się nie liczy. Nonce due senza tre. Zobaczymy, czy w Polsce też to obowiązuje. Mam nadzieję, że tak.












