Zawrzało po tych słowach Lewandowskiego. 18 dni później zwolnili Michniewicza
Tuż po tym, jak Polska żegnała się z mundialem 2022, reporter zapytał Roberta Lewandowskiego, czy zagra w kadrze także w następnych mistrzostwach świata. Wówczas piłkarz udzielił niejasnej odpowiedzi. Dziś już wiemy, że stanął do barażowego pojedynku z Albanią. Lecz w tamtej medialnej wypowiedzi "Lewy" powiedział coś jeszcze. Po jego słowach zrobiło się niemałe zamieszanie.

W 2022 roku reprezentacja Polski, po raz pierwszy od 36 lat, zameldowała się w 1/8 finału mistrzostw świata. Ostatecznie przegrała z późniejszymi finalistami imprezy, Francuzami, 1:3. Mimo porażki podopieczni Czesława Michniewicza absolutnie nie mieli czego się wstydzić. Na boisku zaprezentowali grę, która mogła cieszyć kibicowskie oko. Kreowali świetne sytuacje, czego brakowało w poprzednich spotkaniach, zwłaszcza tych z Meksykiem i Argentyną. Po pożegnalnym pojedynku głośno było o słowach Roberta Lewandowskiego, który w swojej wypowiedzi nawiązał do mundialu 2026.
Lewandowski stanął przed kamerą. Zapytano go wówczas o mundial 2026
"Szczególnie szkoda pierwszej straconej bramki. Był moment, że za bardzo się cofnęliśmy, byliśmy za bardzo statyczni. Niepotrzebnie złamaliśmy linię spalonego, zamiast kryć do końca" - w takich słowach Robert Lewandowski, przed kamerą TVP Sport, dokładnie 4 grudnia 2022 roku, oceniał mundialową porażkę. "Zdawaliśmy sobie sprawę, że gramy z faworytem do mistrzostwa świata. Może inaczej to wszystko by się potoczyło, gdyby udało nam się strzelić gola, a okazje mieliśmy" - mówił.
Nie starczyło jednak czasu i przede wszystkim umiejętności, żeby coś więcej ugrać
Reporter zapytał go wówczas, czy chciałby jeszcze wrócić na mistrzostwa świata. "To jeszcze daleka droga. Potrzebna jest do tego radość z gry. To jeden z elementów, który zadecyduje o przyszłości, nawet tej niedalekiej. Kiedy atakujemy, ta radość jest. Ale nie ma jej, kiedy gramy defensywnie. Na ostateczna decyzję wpływa wiele czynników" - odparł, a jego słowa wywołały medialne zamieszanie. Zwłaszcza, że podobne komunikaty o preferowaniu ofensywnych wariantów gry formułowali później inni kadrowicze.
Część kibiców i ekspertów odbierała te opinie jako krytykę systemu zaproponowanego przez ówczesnego selekcjonera, Czesława Michniewicza. Faktem jest, że po 18 dniach od tych publicznych komentarzy reprezentantów trener stracił posadę.
"W imieniu zarządu PZPN chcieliśmy serdecznie podziękować Czesławowi Michniewiczowi za 11 miesięcy pracy na stanowisku selekcjonera. Jak wiemy, trener przejął kadrę w bardzo trudnym momencie. Mimo tych okoliczności, zdołał wywalczyć awans na mundial, utrzymał także miejsce w elicie Ligi Narodów. Poprowadził również reprezentację do pierwszego od 36 lat awansu do fazy pucharowej mistrzostw świata. Za to Czesławowi Michniewiczowi należą się podziękowania" - przekazał wówczas Cezary Kulesza.
Czas przyniósł jeszcze odpowiedź na zadane wówczas "Lewemu" pytanie o to, czy można spodziewać się jego występów z orzełkiem na piersi przy okazji następnego mundialu. Teraz już wiemy, że kapitan kadry zdecydował się raz jeszcze pomóc drużynie. Stanął do rywalizacji w meczu barażowym z Albanią. I, razem z zespołem, zwyciężył 2:1, dzięki czemu zawalczy o mundial w pojedynku ze Szwecją.













