Zaskakujące zachowanie polskich kibiców. Co im się stało w Szwecji?
Zgubna statystyka, fałszywa ofensywa i polscy kibice nie poznania - podczas meczu Szwecja - Polska wydarzyło się wiele rzeczy, które w przypadku meczów naszej kadry są rzadko spotykane. Oto sześć wniosków po porażce 2:3, który odebrała piłkarzom Jana Urbana wyjazd na mistrzostwa świata 2026.

Posiadanie piłki kolejny raz mydli oczy
Była 19. minuta, gdy realizatorzy spotkania wyświetlili posiadanie piłki. I było dość zaskakujące, bo Polacy na wyjeździe z faworyzowanymi Szwedami mieli ją aż przez 64 proc. czasu, a rywale 36 proc. Tyle tylko, że dosłownie kilka sekund później gospodarze przyspieszyli i statystyka mogła się tylko przekornie uśmiechnąć.
Polska pokazała charakter
Pamiętacie mecz z Albanią i reakcję na straconą bramkę? Była taka, że mieliśmy pełne prawo zastanawiać się, czy na pewno piłkarze Jana Urbana są w stanie się podnieść. Co więcej, to rywale mieli okazję na kolejne trafienie... Ze Szwecją było inaczej - Robert Lewandowski krzyknął, Piotr Zieliński pomachał rękami, a cała drużyna rzuciła się na Szwedów jakby ktoś polał ich wrzącą wodą. Po takich reakcjach poznaje się charakter drużyny.
Szkoda tylko, że na takich obrotach Polacy nie potrafili grać, gdy to Szwedzi byli w opałach.
Polscy kibice jednak potrafią
W Szwecji jeden sektor polskich fanów był głośniejszy niż w czwartek cały Stadion Narodowy. Podczas gdy na meczach u siebie w Warszawie momentami panuje przeraźliwa cisza, to w Solnej Polacy niejednokrotnie byli w stanie przekrzyczeć gospodarzy.
Prosty pomysł wykluczył cwaniactwo. Gdy trener Michał Probierz zaczynał pracę w nowym klubie, to instruował chłopców od podawania piłek, kiedy mają się spieszyć z ich dystrybucją, a kiedy się ociągać. Z jednej strony niuans, z drugiej momentami irytująca przewaga gospodarzy. W Solnej gra była jednak płynna i bez kombinowania, bo - co rzadko się zdarza - piłki były poustawiane wzdłuż linii bocznych i końcowych. Mała rzecz, a znacznie zdynamizowała grę.
Będzie życie po Robercie Lewandowskim?
Od lat zastanawiamy się, kto będzie grał w ataku, gdy zabraknie Lewandowskiego. Mecz ze Szwecją dał jednak pewną wskazówkę, bo okazuje się, że siłę ofensywną reprezentacji Polski można rozłożyć na kilku zawodników i żaden z nich wcale nie musi być typowym snajperem. Skuteczność takiej taktyki już w 2012 r. pokazali np. Hiszpanie, którzy wygrali mistrzostwo Europy bez napastnika z prawdziwego zdarzenia.
Stałe fragmenty do poprawki
W wyniku zrobiły wielką różnicę. Podczas gdy nasi zawodnicy z siedmiu kolejnych rzutów rożnych nie byli w stanie stworzyć żadnego zagrożenia, Szwedzi mieli jeden rzut wolny z podobnej pozycji i z tego jednego fragmentu zdobyli bramkę na 1:0. Element zdecydowanie do poprawki.













