- Maciej Rybus wraca tam, gdzie rozpoczął swoją piłkarską przygodę. Wychowanek Pelikana podpisał z klubem roczny kontrakt - poinformował pod koniec lipca klub z Łowicza, potwierdzając tym samym transfer 36-latka, który jeszcze przed oficjalnym komunikatem trenował z drużyną.
W ostatnim czasie Maciej Rybus miał problemy zdrowotne i próbował swoich sił w rozgrywkach amatorskich. Wcześniej od 2017 do 2024 roku nieprzerwanie bronił barw rosyjskich klubów - Lokomotiwu Moskwa, Sparataka Moskwa oraz Rubina Kazań, czego nie zmienił nawet zbrojny atak wojsk Władimira Putina na Ukrainę, co wywołało - delikatnie mówiąc - ogromne kontrowersje w naszym kraju. A Maciej Rybus znalazł się na świeczniku w najgorszym tego słowa znaczeniu.
Mimo to Maciej Rybus został niezwykle ciepło przyjęty w swoich rodzinnych stronach przy okazji rozgrywania pierwszego meczu po powrocie w barwach Pelikana. W trakcie spotkania z ŁKS-em Łomża fani głośno skandowali jego nazwisko, a na ogrodzeniu zawisł transparent o treści: "Rybka witamy w domu".
Jak się okazuje, scenariusz mógł być zdecydowanie inny, bo nie zabrakło klubów, które chciały zmienić decyzję Macieja Rybusa, kusząc go wizją gry na wyższym szczeblu rozgrywkowym.
Maciej Rybus wrócił do Polski. Gra w Pelikanie, ale miał inne oferty
O sprawie rozpisuje się "Fakt", który ujawnia, że wedle jego informacji do 66-krotnego reprezentanta Polski zgłosiły się dwa kluby z zaplecza PKO BP Ekstraklasy. Ten jednak pozostał nieugięty, myśląc tylko o grze dla ekipy, której jest wychowankiem.
- Okazało się, że wcale nie musiał wracać do Pelikana Łowicz. Według informacji "Faktu", miał na stole propozycje z dwóch klubów Betclic 1. Ligi, ale żadnej z nich nie przyjął. Jednym z zainteresowanych zespołów miała być Unia Skierniewice - przekazuje wspomniana redakcja.
Ale Maciej Rybus ostatecznie postawił na swoim, realizując scenariusz, który - jak czytamy - od początku był dla niego priorytetem.














