Wielkie pieniądze dla Polaków. Jest jeden haczyk. "UEFA nakazuje"
Reprezentacja Polski jest dwa kroki od awansu do piłkarskie mistrzostwa świata. Podopieczni Jana Urbana w czwartkowy wieczór chcą postawić pierwszy z nich i pokonać Albańczyków. Gra toczy się nie tylko o prestiż, ale i duże pieniądze. Okazuje się, że część z nich trzeba będzie oddać rywalom. Sekretarz generalny PZPN w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet" zdradził kulisy organizacji baraży.

W najbliższych dniach poznamy ostatnich uczestników piłkarskich mistrzostw świata, które na przełomie czerwca i lipca odbędą się w USA, Kanadzie i Meksyku. "Biało - czerwoni" o awans powalczą w dwustopniowych barażach. W czwartkowy wieczór podejmą na PGE Narodowym Albanię. W przypadku zwycięstwa zmierzą się z lepszym z pary Ukraina - Szwecja na wyjeździe.
Polacy grają o wielkie pieniądze. Pozostały dwa kroki
- Przede wszystkim gramy o przyszłość polskiej piłki. Bo awans na mundial oznacza rozwój całej dyscypliny. To w przeciwieństwie do pieniędzy kwestia nie do końca wymierna, ale bardzo ważna - powiedział w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet" Łukasz Wachowski, czyli sekretarz generalny PZPN. Sam awans na mundial to 10 milionów dolarów premii od FIFA, ale do tego dochodzą bonusy od sponsorów związku liczone w milionach złotych. Ponadto kasa PZPN zasilona zostanie wpływami z tzw. dnia meczowego w przypadku starcia z Albanią.
Najpierw jednak trzeba zainwestować bardzo dużo pieniędzy i czasu. Wachowski podkreśla, że sportowa formuła barażów jest skomplikowana, ale problemem jest także logistyka.
Takie baraże trudno się planuje, bo zaangażowane są w nie cztery zespoły, a nie wszystkie mają równe szanse. Taka Albania może mieć dwa mecze wyjazdowe, co nie jest z pewnością zaletą z punktu widzenia sportowego, ale i biznesowego. Więc generalnie są stratni
Albańczycy postawili weto. Problem Polaków, rewanż na boisku
Jeśli w czwartek Polacy pokonają Albańczyków to we wtorek (31 marca) zagrają w Walencji z Ukrainą lub w Sztokholmie ze Szwecją. Przedstawiciele PZPN chcieli więc się dogadać z władzami albańskiego związku ws. przelotu do Hiszpanii, ale nie wszystko poszło po ich myśli.
- Przede wszystkim musieliśmy zaplanować logistykę i wyloty w dwa miejsca w krótkich terminach, zarezerwować hotele w dwóch różnych miejscach. Bez względu na wynik czwartkowego meczu wiadomo, że loty do Hiszpanii lub Szwecji będą miały miejsce i chcieliśmy się dogadać z Albańczykami na tego samego przewoźnika. To się nie udało, ale już w kwestii hoteli znaleźliśmy porozumienie. Czyli bez względu na to, kto awansuje do finału barażów, weźmie ten sam hotel - zdradza.
Drugą kwestią są warunki biznesowe i to, że europejska centrala wymaga, żeby cztery zainteresowane federacje dogadały się ze sobą. - UEFA nakazuje w jakiś sposób wynagrodzić drużynę, która nie gra w barażach ani razu u siebie - przyznaje. Takim zespołem jest właśnie Albania, z którą zagramy w czwartkowy wieczór. - I jesteśmy tak umówieni, że jeśli my awansujemy, to w jakiś sposób podzieliśmy się naszymi zyskami z Albanią. Jeśli awansują Szwedzi, to oni się podzielą. I nie chodzi o zyski z premii od FIFA za awans na mundial, tylko za przychody z dnia meczowego - dodaje.
Mecz Polska - Albania rozpocznie się o godz. 20:45. Relację tekstową "na żywo" będziecie mogli śledzić w Interii Sport.












