- Jest mi bardzo ciężko o tym mówić. (...) To wielki ból. Myślę o tym tylko, że przegraliśmy i to mnie boli - mówił po przegranym 0:6 meczu z reprezentacją Polski wyraźnie podłamany obrotem spraw na PGE Narodowym Gheorghe Hagi.
Klęska z ekipą Jana Urbana nadeszła dla niego po porażkach ze Szwecją (1:2) oraz Bośnią i Hercegowiną (2:4). Ale nawet w najczarniejszych snach nie zakładał, że jego piłkarze wrócą do ojczyzny z tak ciążącym bagażem.
- Byliśmy optymistami. Pierwsza połowa była wyrównana. Patrzyłem na grę moich piłkarzy z drużyną, która jest utalentowana, szybka i mocna. Próbowaliśmy coś zrobić. Mieliśmy jednego człowieka mniej. Do przerwy szło nam całkiem dobrze. Potem poszliśmy do szatni. Byliśmy jeszcze wtedy optymistami. Mówiliśmy, jak zagramy w drugiej połowę. Chciałem kontynuować to, co wychodziło po tym, gdy jeden z naszych zszedł z boiska. Mieliśmy włożyć całą energię w defensywę. Ale wszystko od razu się rozsypało - tłumaczył legendarny niegdyś piłkarz.
Polska - Rumunia. Trener rywali zabrał głos. Bierze winę na siebie
Trener Gheorghe Hagi nie miał także problemów, by znaleźć odpowiedzialnego za tak dotkliwą porażkę. Jako głównego i jedynego winowajcę wskazał... samego siebie.
Ja jestem głównym trenerem. To przede wszystkim moja wina. Jeśli chodzi o taktykę, to ja wszystko zaplanowałem
I dodał: - To moja wina. To ja opracowałem ten plan i go wymyśliłem. Biorę to na siebie. Muszę to wziąć na siebie. Chcę czy nie chcę. Jutro muszę wstać jako optymista. Myśleć o Szwecji i to myśleć pozytywnie.
Lewandowski nie zagra w kolejnym meczu. Zabrał głos. Tak ocenił decyzję sędziego
Gdy w poniedziałek Rumunia będzie podejmować Szwecję, reprezentacja Polski zmierzy się w delegacji z Bośnią i Hercegowiną. To właśnie ten mecz przesądzi, w jakich nastrojach nasi piłkarze zakończą wrześniowo-październikowe zgrupowanie.











