Urban wygrał los na loterii. Trudno przypomnieć sobie taką sytuację w kadrze
Gdyby Jan Urban w chwili podpisywania kontraktu z PZPN w magiczny sposób przeniósł się w czasie do obecnego momentu, nie uwierzyłby, w jakim miejscu się znajdzie. Można nawet odnieść wrażenie, że dziś wykonuje nawet inną pracę niż na początku. Jednocześnie obarczoną dużo większym ryzykiem.

Praca trenerów jest oceniana przez różne pryzmaty. Można patrzeć po prostu na osiągane wyniki. Można też sięgać głębiej - sprawdzać, czy jakość gry się zgadza, ilu piłkarzy udało się zbudować, porównywać liczbę dobrych sytuacji stwarzanych przez samych siebie oraz przez rywala do tego, co pod tym kątem działo się za poprzednika. Ale trenerów ocenia się także przez pryzmat oczekiwań. Fakt, że Michał Probierz utrzymał posadę po Euro 2024, pomimo wywalczenia jednego punktu w fazie grupowej, bezpośrednio wynikał z braku jakichkolwiek nadziei względem jego drużyny - społeczny odbiór kadry był bardzo niski, a rywale w pierwszej fazie turnieju - wręcz przeciwnie. Wymówek dla braku sukcesu nie trzeba było szukać, znajdywały się same. Oczekiwania po tamtym turnieju były tak bardzo żadne, że w mediach ani przez moment nie przewinęła się choćby najcichsza debata, co dalej z Probierzem - jako społeczeństwo niemal przez aklamację uznaliśmy, że do zachowania stanowiska wystarczy mu awans po karnych w Walii oraz fragmenty dobrej gry przeciwko Holandii i Francji.
W pewnym sensie Jan Urban na starcie swojej kadencji miał podobny komfort. Przejmował drużynę rozbitą. Poszarpaną nie tylko wynikami i oparami ogólnej beznadziei, ale też wewnętrznymi konfliktami, wśród których największy dotyczył Roberta Lewandowskiego, postaci ikonicznej dla reprezentacji. Start z takiego pułapu zapewniał pewnego rodzaju glejt - czegoś zepsutego nie można było jeszcze bardziej zepsuć, zatem nawet bóle i męki po objęciu sterów pewnie zostałyby zrzucone na karb odpowiedzialności poprzednika. Tym bardziej, że sytuacja personalna też była daleka od ideału - wśród dziesięciu piłkarzy z pola, których śmiało moglibyśmy wrzucić do jedenastki na pierwszy mecz Urbana, kłopoty z regularną grą lub kontuzją miało przynajmniej ośmiu (!) piłkarzy - Jan Bednarek, Jakub Kiwior, Jakub Moder, Piotr Zieliński, Nicola Zalewski, Jakub Kamiński, Sebastian Szymański i Robert Lewandowski. Biorąc pod uwagę XXI wiek, prawdopodobnie nie znajdziemy w historii reprezentacji Polski większej odmiany w ciągu pół roku, niż za kadencji obecnego selekcjonera. W "nagrodę" Jan Urban może częstować się nieporównywalnie większą dawką odpowiedzialności. Poziom oczekiwań względem kadry wzrósł do granic, których selekcjoner jeszcze nie znał.
Jan Urban przyznaje: dziś jest komfort
Niedawno rozmawialiśmy z Janem Urbanem.
Przemysław Langier (Interia Sport): Są jakieś pozycje, które Pana szczególnie martwią? Jak patrzę na podstawową jedenastkę, to wygląda to solidnie.
Jan Urban: - I tak, i nie. Bo jest tak, jak Pan mówi: mamy około 20 zawodników, co do których nikt nie ma wątpliwości, natomiast od 20 do 25 miejsca nie jest już tak stabilnie - tam łatwiej o zmiany w reprezentacji.
Chodzi wam po głowie przesunięcie Nicoli Zalewskiego za plecy napastnika, bo nie wiadomo, jak się ułoży sytuacja klubowa Sebastiana Szymańskiego?
- My to już robiliśmy. Skóraś i Zalewski grali już razem w jedenastce, bez takiego ruchu nie byłoby to możliwe.
Pytam o przesunięciu Nicoli na stałe, bo jednak zaczynał on u Pana na lewej stronie.
- Nicola zapewnia duży wachlarz możliwości. Może grać na wahadle, za napastnikiem, lub wyżej na lewej stronie. Może się zmieniać z Kamińskim lub Szymańskim - to dla nas nie jest problem. Obyśmy mieli więcej takich Zalewskich, dla wszystkich byśmy znaleźli miejsce. Nicola Zalewski to jest jakość. Zawodnik, który w meczu potrafi być niesamowicie ważną postacią dla każdego zespołu - i reprezentacji, i klubu.
Jest jeszcze jeden piłkarz o wysokiej jakości - Jakub Moder. Na pewno monitorujecie jego stan zdrowia. Tam jest jakakolwiek szansa, by nie tylko wrócił do zdrowia, ale zdążył do marca rozegrać jakieś mecze, które dadzą podstawę do powołania?
- Monitorujemy, nie oceniamy. To jest dłuższy proces, zbyt długo nie grał w piłkę. Teraz zaczął treningi - zobaczymy, jak to się ułoży. Pierwszym etapem jest dojście do formy fizycznej, później złapanie rytmu meczowego. Bez gry nie dojdzie do siebie, to się nie wydarzy szybko. Czy zdąży na marcowe powołania? Nie wiem na dziś, chyba nie ma konkretnej odpowiedzi na to pytanie.
Po listopadowych meczach czułem, że o ile para Bednarek-Kiwior jest nie do ruszenia, to nad Przemysławem Wiśniewskim zaczął się Pan zastanawiać, czy po dobrym początku, nie może tu dojść do jakiejś zmiany.
- Ależ oczywiście, że może dojść. Wcześniej już do takiej zmiany dochodziło, choć wymuszonej. I wyglądało to dobrze. Do dwójki, o której Pan mówi, można dobrać Tomka Kędziorę, Janka Ziółkowskiego. Przemek Wiśniewski jest w tej rywalizacji.
***
Ten niepozorny fragment rozmowy z selekcjonerem doskonale pokazuje, jak zmieniła się sytuacja w reprezentacji na przestrzeni ostatnich miesięcy. Jan Urban nie tylko potwierdza, że w grupie pewniaków do powołania - zatem piłkarzy, którzy mają bardzo stabilną pozycję w swoich klubach i nie rozczarowali na poziomie kadry od początku kadencji selekcjonera - jest około 20 nazwisk, ale i pojawiła się możliwość wachlowania zawodnikami wewnątrz wyjściowej jedenastki. Nawet Jakub Moder od chwili tej rozmowy zaczął dochodzić do siebie i wystąpił w czterech kolejnych meczach Feyenoordu Rotterdam - w tym w dwóch ostatnich w podstawowym składzie, a w ostatnim na pełnym dystansie 90 minut.
Rzeczywistość głaszcze Urbana po głowie, przy okazji zmieniając priorytety w jego działaniach. Sam podkreśla, że najtrudniejszym elementem jego pracy jak dotąd była pierwsza selekcja, teraz ma niesamowity komfort. Piłkarze, na których postawił we wrześniu, właściwie w komplecie rozkwitli. Weźmy wspomnianą ósemkę - w połowie poprzedniego roku niepewną swojej przyszłości.
Jan Bednarek - po spadku z Premier League, nie pojechał na zgrupowanie Southampton. Zmienił klub na FC Porto i z marszu stał się jego liderem. Dziś trudno wyobrazić sobie, by ustalanie jedenastki portugalskiego dominatora nie zaczynało się od niego.
Jakub Kiwior - podobna historia do Bednarka. Z piłkarza będącego gwarantującą jakość "zapchajdziurą" w Arsenalu, urósł do czołowego zawodnika jednej z mocniejszych ekip w Lidze Europy.
Jakub Moder - coraz więcej minut w Feyenoordzie po kontuzji.
Piotr Zieliński - u progu sezonu wydawało się, że aby grać regularnie, musi odejść z Interu. Dziś najlepszy pomocnik całej Serie A, niekwestionowana gwiazda lidera ligi.
Nicola Zalewski - miał bardzo podobną sytuację do Zielińskiego, różnił się natomiast sposób jej rozwiązania. Zamienił Inter na Atalantę, gdzie rozkwitł na dobre. Mało tego - grając w Bergamo na nowej pozycji, tzw. "dziesiątki" za plecami napastnika, dał również dodatkową opcję Janowi Urbanowi. Selekcjoner ten transfer wygrał na loterii.
Sebastian Szymański - od chwili zamiany Fenerbahce (gdzie niemal wcale nie grał) na Stade Rennes, zagrał we wszystkich meczach francuskiego klubu Ligue 1.
Jakub Kamiński - po przejściu z Wolfsburga do Kolonii, dorobił się łatki jednego z najlepszych transferów obecnego sezonu. Reprezentacja Polski błyskawicznie skorzystała z jego formy - u Jana Urbana Kamiński jest w wąskiej grupie zawodników z największym wpływem na grę kadry.
Robert Lewandowski - przegrywa wprawdzie rywalizację z Ferranem Torresem, ale na jego grę w kadrze to nie wpływa.
Polska faworytem?
O ile na początku kadencji aktualnego selekcjonera, przypuszczalna jedenastka składała się wyłącznie z zawodników "na sztukę", o tyle aktualnie mówimy o bardzo mocnym zestawieniu piłkarzy stanowiących o sile mocnych klubów europejskich. Biorąc pod uwagę problemy wszystkich naszych rywali i ewentualnych rywali w barażach o mistrzostwa świata - pisaliśmy o tym fakcie w tym miejscu - trzeba powiedzieć sobie wprost: nie ma powodów, by do barażów podchodzić z pozycji kopciuszka. Ba, firmy zawodowo zajmujące się typowaniem szans na awans, z naszej ścieżki (Polska, Albania, Szwecja, Ukraina) faworyta na dziś upatrują właśnie w Biało-Czerwonych.
Jan Urban nie może zatem już liczyć na taki spokój, jaki miał na początku kadencji on, czy Michał Probierz po Euro 2024. Pierwszy raz od lat wobec reprezentacji Polski są oczekiwania. Nie bazujące na życzeniowym myśleniu, lecz na twardych dowodach, że mamy prawo je mieć.
Pierwszy mecz barażowy przeciwko Albanii już za 36 dni (26 marca, Stadion Narodowy). Pięć dni później Polska zmierzy się z Ukrainą (w Hiszpanii) lub Szwecją (w miejscowości Solna pod Sztokholmem) - stawką będzie albo awans na mundial, albo wygrana w meczu towarzyskim (jaki rozegrają ze sobą przegrani półfinałów).





![Górnik Zabrze - Raków Częstochowa. Gdzie i o której oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MHFX9UJ8HQ8X1-C401.webp)

![Zagłębie Lubin - Lech Poznań. O której gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MHFBLFG336KC1-C401.webp)



![La Liga: FC Barcelona - Sevilla. Gdzie i o której obejrzeć? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MGYG4DWIUP0UD-C401.webp)
