Urban wrócił do Polski. Natychmiastowe wezwanie. Musiał się tłumaczyć z porażki
Rozgoryczony, smutny i zmęczony - tak w skrócie można opisać stan Jana Urbana na dobę po meczu Szwecja - Polska w finale baraży. "Biało - Czerwoni" przegrali 2:3 i pożegnali się z marzeniami o występie na mistrzostwach świata 2026. Piłkarze rozjechali się do swoich klubów, a selekcjoner chwilę po wylądowaniu w Polsce otrzymał pilne wezwanie. Raz jeszcze musiał się tłumaczyć z tego, co wydarzyło się w Sztokholmie. Padł też temat dotyczący przyszłości.

We wtorkowy wieczór doszło do wielkiego boju między Szwecją, a Polską. Stawką był bilet na piłkarskie mistrzostwa świata, które na przełomie czerwca i lipca odbywać się będą na boiskach w USA, Kanadzie i Meksyku. "Biało - Czerwoni" mieli wielką nadzieję, że wywalczą awans na trzeci mundial z rzędu. Po końcowym gwizdku cieszyli się jednak gospodarze, którzy triumfowali 3:2.
Po meczu piłkarze rozjechali się do swoich klubów. Część zawodników przyleciała do Warszawy we wtorkowe południe. Razem z reprezentantami był selekcjoner Jan Urban, który doznał pierwszej porażki z reprezentacją i to od razu tak bardzo dotkliwej.
Trudny powrót ze Szwecji. Jan Urban otrzymał pilne wezwanie
Trener wrócił do swojego domu w Krakowie, a w międzyczasie otrzymał wezwanie do krakowskiego studia TVP, aby raz jeszcze opowiedzieć o wydarzeniach ze Sztokholmu.
To były w mojej karierze wyjątkowe spotkania. Najpierw najważniejszym meczem był mecz z Albanią. Wygrywając go kolejny był najważniejszym, był meczem roku. Niestety na grę nie możemy narzekać. Używałem ostatnio takiego stwierdzenia, że lepiej grać kaszanę i awansować. Tak się jednak nie stało. Długo będziemy rozpamiętywać to spotkanie
Widać było, że porażka w Szwecji bardzo mocno uderzyła w Urbana. Przypomniał o tym, że w szatni była "żałoba". - Nikt się nie odzywał, nikt nie miał zamiaru się kąpać. Była świadomość, że coś bardzo ważnego nam uciekło, a byliśmy blisko. Inna jest sytuacja, kiedy wiesz, że przeciwnik jest lepszy. Wtedy łatwiej porażkę przełknąć - tłumaczył.
Selekcjoner podkreślał, że najbardziej bolały go błędy przy drugiej i trzeciej bramce dla Szwedów. - Pierwszy gol to znakomita akcja Szwedów. Gdybyśmy zapobiegali wszystkim sytuacjom to nie byłoby goli. Piłka to gra błędów. Rozegranie tej akcji było znakomite. Drugiej i trzeciej bramki można było jednak uniknąć - przyznał.
Kontrowersje sędziowskie w meczu Szwecja - Polska. Urban nie ma wątpliwości
Nie zabrakło także tematu związanego z kontrowersjami sędziowskimi. Piłkarscy eksperci mieli wiele uwag do Slavko Vincicia. Słoweński arbiter podjął kilka decyzji na niekorzyść naszej reprezentacji. M.in. dwukrotnie nie podyktował rzutu karnego dla "Biało-Czerwonych", gdy doszło do ewidentnego kopnięcia w "szesnastce" Szwedów.
- To tak naprawdę kwestia interpretacji czy to było na tyle mocne kopnięcie, aby podyktować rzut karny. Moim zdaniem z każdej takiej decyzji by się obronił - wyznał Urban. - Nie chce mówić, że sędzia nas skrzywdził. Moim zdaniem mylił się w dwie strony. Nie był to jego najlepszy występ. Kilka błędów popełnił, ale w dwie strony - dodał.
Urban opowiedział także o zarządzaniu spotkaniem. Przypomniał, że wejście Oskara Pietuszewskiego w 63. minucie było spowodowane prośbą Karola Świderskiego. - Karol dał z siebie wszystko. Nie gra po 90 minut w swoim klubie i brakuje mu takiego rytmu meczowego - powiedział.
Selekcjoner podkreślił, że nic by jednak nie zmienił w zarządzaniu zespołem w tym spotkaniu. - Drużyna zagrała bardzo dobrze. Nie możemy marzyć o awansie tracąc trzy gole, ale dlaczego nie marzyć jak się strzela dwa gole? Sytuacje, które mieliśmy często kończyły się super interwencjami bramkarza gospodarzy. Mecz był znakomity z naszą przewagą, ale nie potrafiliśmy tego wykorzystać - opowiadał.
Jaka przyszłość czeka Jana Urbana i reprezentację Polski pod jego wodzą? Tuż po spotkaniu ze Szwecją prezes PZPN Cezary Kulesza przekazał, że umowa z selekcjonerem zostanie przedłużona. Trener podkreślił, że nie uznaje czegoś takiego, jak przebudowa. - Nie uznaje czegoś takiego. Przebudowa musi być płynna i samoistna. Jeden, drugi, trzeci piłkarz kończy karierę, a wchodzą inni. Nasza reprezentacja nie jest wiekowa - podkreślił.
Kilka słów poświęcił także przyszłości Roberta Lewandowskiego, która jest niejasna. Kapitan nie określił jednoznacznie czy będzie chciał dalej występować w narodowych barwach. Selekcjoner jest jednak gotowy na każdą decyzję 37-latka.















