Od blisko trzech tygodni Jan Urban sukcesywnie zapełnia selekcjonerski notes zapiskami. Czynione obserwacje mają prowadzić do wyłonienia optymalnej kadry na wrześniowe mecze eliminacji MŚ. To one mogą zadecydować o losach awansu.
Debiut 63-letniego szkoleniowca przypadnie na wyjazdowe starcie z Holandią w Rotterdamie (4 września). Trzy dni później zagramy w Chorzowie z Finlandią. Będzie to rewanż za czerwcową porażkę w Helsinkach, po której z drużyną narodową pożegnał się Michał Probierz.
Urban do końca nie był pewien selekcjonerskiej nominacji, mimo że pozostawał faworytem ekspertów i kibiców. Lista pretendentów, mniej i bardziej poważnych, liczyła w sumie kilkanaście nazwisk. Wybrańca ogłoszono 16 lipca.
Siemieniec o sobie w roli selekcjonera: Kto ma cierpliwość, będzie miał, co zechce
Wśród konkurentów Urbana wymieniano m.in. Adriana Siemieńca, uchodzącego za najbardziej perspektywicznego trenera młodego pokolenia. Przed rokiem, mając 32 lata, doprowadził Jagiellonię Białystok do pierwszego w dziejach tytułu mistrza Polski. Niebawem, jeszcze przed dymisją Probierza, rozległy się głosy, że to przyszły selekcjoner reprezentacji Polski.
Młody szkoleniowiec szybko uwierzył w te prognozy. Dzisiaj nie ukrywa najwyższych aspiracji. Potwierdził je w ostatniej rozmowie z Polsatem Sport.
Jan Urban nie mógł się tego spodziewać. Donoszą o wielkiej zmianie
Czy było mu miło, kiedy wymieniano jego nazwisko w gronie kandydatów na szefa kadry?
- Oczywiście, że tak - odpowiada. - To schlebia bardzo i pokazuje, że ludzie doceniają naszą pracę. Ale mówiłem już wcześniej, że nie miałem żadnych oczekiwań wobec tej sytuacji. Po prostu wiem, na jakim jestem etapie i wiem, że jeszcze wszystko przede mną.
- Robię swoje, staram się jak najlepiej pracować, rozwijać - dodaje. - Reszta już do mnie nie należy. Jest to wielki honor i gloryfikacja dla każdego trenera zostać selekcjonerem. To jedno z moich marzeń. Kto ma cierpliwość, będzie miał, co zechce.
To ostatnie zdanie mogło zostać odebrane jako przejaw niedostatecznej pokory. Od razu wyjaśnijmy jednak, że to dosyć znany cytat. Kto wypowiedział te słowa jako pierwszy? Tu zdania są mocno podzielone.
Niektóre źródła podają, że autor pozostaje nieznany. Inne wskazują z kolei na Benjamina Franklina (jeden z ojców założycieli USA) lub Abrahama Lincolna, byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Tymczasem "Jaga" pod wodzą Siemieńca walczy obecnie o awans do zasadniczej fazy rozgrywek Ligi Konferencji. W Ekstraklasie zaliczyła bolesny falstart, przegrywając u siebie 0:4 z Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, który przystąpił do sezonu w roli beniaminka. W drugiej kolejce białostoczanie pokonali 3:2 łódzkiego Widzewa.














